Indyjski scam oplótł renomowaną szwajcarską rafinerię. Liczby się nie zgadają, regulator na tropie

Jak wiadomo, w ostatnich tygodniach na indyjskim rynku złota – drugim największym na świecie – sporo się dzieje, choć niekoniecznie w pozytywnym sensie. Jak się okazuje, owe niekoniecznie pozytywne rzeczy nie ograniczają się do serii restrykcji i obciążeń celnych, obejmując także największą aferę finansową w tej branży w ostatnich latach. W centrum tejże afery znalazł się tamtejszy gigant złotniczy, Rajesh Exports Ltd., będący właścicielem jednej z największych i najbardziej szacownych rafinerii złota, szwajcarskiej Valcambi.

Właśnie Valcambi posłużyła spółce Rajesh Exports jako wehikuł afery. Rafineria ta, zlokalizowana w kantonie Ticino, pozostaje własnością jubilerskiego giganta z Bangalore od 2015 r. Rajesh nabyło wówczas szeroko uznany podmiot za kwotę 400 milionów dolarów, zapewniając sobie kontrolę nad największym zakładem służącym przetwarzaniu i oczyszczaniu złota na świecie. Jak się okazuje, pod zarządem Hindusów Valcambi służyła nie tylko do tego. Zgodnie z obecnymi ustaleniami, poprzez tę rafinerię oraz sieć podmiotów zależnych z Luksemburga i Singapuru płynął potok fikcyjnych transakcji.

Przychody znikąd

Zgodnie ze wstępnymi ustaleniami indyjskiego organu nadzorczego SEBI (Securities and Exchange Board of India), w latach fiskalnych 2020–2025 spółka systematycznie manipulowała danymi finansowymi, fałszując wpływy rzekomo czerpane przez siebie z Valcambi. I to jak zawyżając… W myśl ustaleń regulatora, Rahesh „zwiększyła” swoje przychody o kwotę 15,15 biliona rupii (czyli ok. 159 miliardów dolarów – choć przy obecnych kursach wymiany mogłoby to być nawet 180 miliardów). Odpowiadałoby to równowartości 99,8% przychodów generowanych przez jej zagraniczne oddziały, w tym także Valcambi.

Tymczasem audytowane sprawozdania finansowe samej Valcambi wykazać miały, relatywnie, dość mizerne przychody – w latach 2024-25 było to raptem 5,17 miliona dolarów. Nie koresponduje to także z oficjalnie deklarowanymi, skonsolidowanymi danymi grupy Rajesh Exports, która w tym samym okresie raportowała przychody na poziomie około 51,59 miliarda dolarów. Zarazem, jak zwróciła uwagę SEBI, wielkość ta opiera się na samych deklaracjach firmy – inwestorom nie zapewniano dostępu do dokumentacji (zwłaszcza takiej weryfikowalnej), która potwierdziłaby zasadność takiej kwoty.

Słowem, rafineria złota Valcambi, przedstawiana jako główny podmiot operacyjny grupy, w rzeczywistości generowała przychody stanowiące nędzny ułamek procenta sumy raportowanej przez spółkę-matkę. Regulator wytknął, że spółka nie dostarczyła wymaganych dokumentów – rejestrów sprzedaży, zakupów, czy szczegółowych danych transakcyjnych – pomimo wielokrotnych wezwań. Co więcej, SEBI dostrzegła, że środki firmy w wysokości 4,13 mln dol. zostały przelane na prywatne konta założyciela, Rajesha Mehty, bez wymaganych zgód czy ujawnienia tego faktu.

Zasłonić się rafinerią złota

W efekcie indyjski regulator odciął Rajeshowi Mehtcie oraz jego synowi, Prashantowi Mehtcie, pełniącego funkcję dyrektora zarządzającego, dostęp do rynków kapitałowych. Akcje spółki, notowane na giełdach w Bombaju i Delhi, straciły w czwartek maksymalny dopuszczalny limit pięciu procent, kontynuując przecenę sięgającą od początku roku ponad 40 procent. Kapitalizacja rynkowa producenta biżuterii, który aspiruje do miana globalnego lidera, wynosi obecnie zaledwie około 300 milionów dolarów – kwotę niemal symboliczną w porównaniu z zakwestionowanymi przez regulatora obrotami.

Warto zauważyć, że w strukturze akcjonariatu Rajesh Exports znajdują się takie podmioty jak Life Insurance Corporation of India, największy ubezpieczyciel państwowy subkontynentu, oraz fundusze zarządzane przez Charles Schwab Corp. i Vanguard Group. Kapitałowa obecność tych instytucjonalnych molochów w spółce objętej zarzutami systematycznego fałszowania sprawozdań finansowych przez pięć kolejnych lat z rzędu każe zadać pewne niewygodne pytania dotyczace jakości nadzoru korporacyjnego i rzetelności audytów zewnętrznych.

Sama szwajcarska rafineria, która przez dekady budowała reputacje zakładu specjalizującego się w najwyższej jakości przetwórstwie metali szlachetnych, dość niespodziewanie znalazła się teraz w centrum transgranicznej afery, z którą sama w zasadzie nie miała wiele wspólnego – ale w której jej markę i wiarygodność wykorzystano jako rekwizyt. Valcambi formalnie nie jest objęta postępowaniem indyjskiego regulatora (trudno zresztą, by była, skoro nie prowadzi żadnej działalności w Indiach), ale afera może uderzyć w nią z nie mniejszą siłą. Nabywcy złota, jak wiadomo, lubi ciszę i spokój.