Srebro, które okazało się cokolwiek niespodziewanym hitem ubiegłego roku, w pierwszych dniach nowego, 2026 r. przyniosło tyleż nadziei, co obaw. Podobnych stwierdzeń raczej nie sposób uświadczyć w spostrzeżeniach wielu rynkowych obserwatorów, ale najprościej (i być może najuczciwiej) jest powiedzieć, że ciężko jest tu cokolwiek stwierdzić na pewno.
Możliwe warianty są od siebie tak różne, zaś ilość nieprzewidywalnych zmiennych, które trzeba uwzględnić (a których najbardziej jaskrawym przykładem była oczywiście niedawna amerykańska operacja ujęcia Maduro) tak wielka, że wnioskiem, który nasuwa się tu przede wszystkim, jest po prostu niepewność – przynajmniej w perspektywie krótko- i średnioterminowej.
Srebro jako łup geopolitycznych zwycięzców
Ostatnie miesiące 2025 r. przyniosły paraboliczny wzrost cen srebra, napędzany spekulacjami i rzeczywistymi deficytami. Jak wskazuje analiza na portalu Economist Writing Everyday, ceny osiągnęły szczyt w okresie świątecznym, po czym COMEX podniósł wymagania marżowe o 30 proc., co spowodowało gwałtowny spadek i falę likwidacji pozycji.
W efekcie notowania oscylowały w wąskim zakresie z dziennymi wahaniami, by 6 stycznia wzrosnąć o blisko 7 proc. do nowego rekordu – i potem znów spaść, o 3,43 proc. (do 78,45 dol. za uncję). Mimo to w ogólnym rozrachunku dalej trwa rajd cenowy tego kruszcu, w ujęciu miesięcznym srebro zyskało 34,96 proc., o (ubiegło)rocznym, wynoszącym ponad 160 proc., nawet nie wspominając.
Ta kapryśna dynamika ma, wedle niektórych, nie być przypadkowa, lecz wynikać z rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin o kontrolę nad łańcuchami dostaw z Ameryki Łacińskiej, gdzie skoncentrowana jest produkcja srebra. Geopolityka, w tym napięcia wokół Tajwanu i wcześniejsze próby ekspansji Chin w regionie, podnosi ryzyko zakłóceń w dostawach, co rynek wycenia jako „wojnę metali”.
Miraż wzrostów, złudzenie bańki
Do tego dochodzą czynniki długoterminowe. Deficyty podaży trwają od pięciu lat, z rocznym wydobyciem na poziomie ok. 800 mln uncji, niewystarczającym wobec rosnącego popytu. Zużycie przemysłowe, stanowiące 60 proc. zużycia, napędza „zielona” moda: panele słoneczne, pojazdy elektryczne i infrastruktura AI, w tym innowacyjne baterie Samsunga wymagające do 1 kg srebra na jednostkę.
Dodatkowym elementem jest też dewaluacja dolara (spadek o 10 proc. w 2025 r.) i zakupy banków centralnych. Zarazem wpływ na sytuację mają także działania spekulacyjne, jak i możliwa destabilizacja rynków finansowych. W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej obaw o pęknięcie możliwej bańki spekulacyjnej, podobnej w swej mechanice do krachu złota w 2011 r.
Stąd też perspektywy cenowe są podzielone. Bank of America prognozuje długoterminowy wzrost do 135-309 dol. za uncję, opierając się na historycznych relacjach złoto-srebro (obecnie stosunek cenowy tych metali wynosi ok. 1:59). UBS i Citigroup przewidują ceny w 2026 r. na poziomie 100-110 dol.