Tureckie banki właśnie otworzyły sieć bankomatów oferujących 24-godzinny dostęp do fizycznego złota. Inicjatywa brzmi jak ciekawa innowacja: klient podchodzi do maszyny o dowolnej porze dnia czy nocy i wypłaca złote sztabki lub monety o próbie 995/1000, które wcześniej nabył za pośrednictwem konta depozytowego. System, uruchomiony na razie jako projekt pilotażowy w Stambule, Ankarze i Izmirze, obsługuje transakcje denominowane w gramach, co umożliwia bardzo precyzyjne operacje nawet przy skromnych kwotach, a zatem także i „demokratyzację” dostępu do kruszcu. Brzmi wygodnie, prawda? Tylko po co bankom państwowym nagle cała ta infrastruktura?
To bowiem właśnie banki państwowe – Ziraat Bankası, VakıfBank i Halkbank – wdrożyły to rozwiązanie. Brak podobnego kroku ze strony sektora prywatnego może tu sugerować, że innowacja rynkowa nie jest tu jedynym kryterium. I niestety ostrożność może być tutaj uzasadniona. Całodobowy bankomat ze złotem nie jest bowiem zwykłym dystrybutorem czy maszyną, w którą wystarczy wrzucić monetki, aby uzyskać jakiś produkt. Omawiane bankomaty są końcowymi terminalami łańcucha, który zaczyna się od tzw. konta depozytowego w złocie. Klient najpierw musi posiadać takowe konto, następnie dokonać zakupu złota w formie elektronicznej, a dopiero potem – i tylko wtedy – może zlecić wypłatę fizycznego kruszcu.
Oznacza to, że bank „widzi” i rejestruje wszystkie środki w swoim systemie, zanim użytkownik zobaczy błysk metalu. Na skutek tego, nie jest to rozwiązanie dla posiadaczy fizycznego złota, którzy chcą je bezpiecznie przechowywać – zwłaszcza z dala od chciwych oczu państwa i fiskusa (tureccy oficjele w ostatnich latach już kilkakrotnie przebąkiwali, że złoto zgromadzone przez obywateli warto by „zmobilizować”…). Całodobowe bankomaty to zatem pułapka na tureckie „złoto pod poduszką”, szacowane na 300 do 500 miliardów dolarów, które obywatele trzymają poza systemem bankowym z powodu historycznego (i jakże uzasadnionego) braku zaufania do instytucji finansowych.
Oczywiście są też inne haczyki i niedogodności skorzystania z natychmiastowych bankomatów – wymienić tu należy wyższe koszty niż w przypadku kupna z innego źródła. Banki narzucają własny spread między ceną kupna a sprzedaży, który potrafi się poszerzać wieczorami, w weekendy oraz w okresach wzmożonej zmienności na rynkach. Doliczane są też rozliczne śmieciowe opłaty: prowizja za fizyczną dostawę i wybicie monet, za konwersję cyfrowego złota do postaci fizycznego kruszcu, za pakowanie i składowanie. Spread w bankomacie może sięgać nawet 250 lir (ok. 5,3 dolara), podczas gdy na stambulskim Wielkim Bazarze to zaledwie 50 lir. Różnica ta przy większych transakcjach może sięgać kilku procent wartości zakupu.
Wielki haczyk ze złota
Wszystko to może rodzić uzasadnione pytania, zanim klient skorzysta z takiego bankomatu. Wpisuje się to zarazem w schizofreniczną nieco politykę, jaką od dawna prowadzą tureckie władze w stosunku do złota. Z jednej strony turecki bank centralny przez ostatnią dekadę agresywnie kupował kruszec, pod koniec ub.r. mając 613,7 tony rezerw. Z drugiej strony – gdy nadeszło rynkowe zawahanie – ten sam bank w ciągu zaledwie dwóch tygodni zrzucił na rynek około 58 ton złota, prowadząc wyprzedaż i operacje swapowe mające obronić kurs liry przed załamaniem, które groziło jej po wybuchu wojny Iran-USA. Rezerwy, które miały stanowić zabezpieczenie na czarna godzinę, zmieniono w paliwo dla rutynowych interwencji walutowych.
To nie znaczy, że złota w Turcji jest za mało. Jak jednak wspomniano, znajduje się ono głównie w rękach prywatnych obywateli, i poza kontrolą władz (co dla owych obywateli jest bezpośrednią zaletą). Państwo jednak, a wraz z nim państwowe banki, robią co mogą, aby wciągnąć prywatne zasoby kruszcu w swe operacje. Depozyty złotowe w bankach wzrosły w trzecim kwartale 2025 roku o 99,1 procent w skali roku, sięgając 2,72 biliona lir i stanowiąc już 11 procent wszystkich depozytów bankowych. Nawet to jednak trudno uznać za sukces dla władz – po prostu Turcy masowo uciekają w złoto przed rosnącą inflacją i chroniczną niestabilnością liry, która w ciągu ostatnich lat straciła sporą część wartości wobec dolara i innych dewiz.
W ten kontekst wpisują się bankomaty ze złotem. System KKM (Korumalı TL Mevduat), czyli program chroniący depozyty liry przed deprecjacją wobec dolara, został wygaszony w sierpniu ub.r. po tym, jak koszty fiskalne stały się nie do udźwignięcia. Banki państwowe potrzebują teraz nowego mechanizmu pozyskiwania twardych zasobów – a złoto „pod poduszką” obywateli to ostatni wielki zbiornik płynności poza kontrolą władz. Bankomaty mają ułatwić konwersję fizycznego kruszcu na elektroniczne salda, które banki mogą następnie wykorzystać do pokazania, że dysponują stosownymi rezerwami, czy – w razie potrzeby – jako zabezpieczenie dla kolejnych operacji ratowania liry. Wątpliwe, by Turcy nie zdawali sobie z tego sprawy.