Bank of America straszy „Sell America”. JPMorgan i UBS zmieniają prognozy dla złota. Ile wzrośnie?

Rynek złota wchodzi w 2026 rok jako jeden z głównych beneficjentów głębokiej zmiany w globalnych przepływach kapitału. Coraz mniej jest to opowieść wyłącznie o inflacji czy napięciach geopolitycznych. W tle kształtuje się znacznie poważniejszy proces, który Bank of America określa wprost jako potencjalną falę „Sell America” – stopniowe ograniczanie ekspozycji na dolara i amerykański dług na rzecz złota oraz innych, tzw. twardych aktywów.

W tym kontekście prognozy JPMorgan i UBS przestają brzmieć jak rynkowa fantazja. Jeśli fala „Sell America” rzeczywiście się rozpędzi, kluczowe pytanie nie będzie brzmiało, czy złoto jest drogie, lecz czy wciąż jest go wystarczająco dużo w portfelach globalnych inwestorów. To właśnie tak instytucje widzą świat i potrzebę zakupów.

JPMorgan: niewielka zmiana, duży efekt

Według JPMorgan kluczowym katalizatorem dalszych wzrostów może być zachowanie inwestorów prywatnych. Nikolaos Panigirtzoglou zwraca uwagę, że zwiększenie udziału złota w portfelach z 3 proc. do 4,6 proc. – ruch na pozór kosmetyczny mogłoby wypchnąć cenę kruszcu w okolice 8 000–8 500 dolarów za uncję.

Teza ta nabiera szczególnej wagi w środowisku, w którym coraz więcej inwestorów zaczyna kwestionować sens utrzymywania długoterminowych obligacji skarbowych USA. Złoto już teraz korzysta z tego przesunięcia kapitału. Cena kruszcu sięgnęła ostatnio 5 600 dolarów za uncję, napędzana popytem na bezpieczne aktywa, zakupami banków centralnych oraz odpływem środków z długiego końca krzywej rentowności.

JPMorgan zaznacza przy tym, że tak silne momentum może prowokować krótkoterminowe realizacje zysków. Strukturalnie jednak rynek złota pozostaje głębszy i bardziej płynny niż srebro czy bitcoin, co zmniejsza ryzyko gwałtownych załamań w razie korekty.

Punkt zapalny

W tym miejscu do gry wchodzi Bank of America. Według jego strategów rentowność 30-letnich obligacji skarbowych USA na poziomie 5 proc. mogłaby stać się zapalnikiem pełnoskalowej fali „Sell America”. Taki poziom rentowności nie byłby sygnałem siły, lecz narastających obaw o stabilność fiskalną Stanów Zjednoczonych.

Rosnące deficyty budżetowe, presja taryfowa, napięcia geopolityczne oraz lepka inflacja, ograniczająca pole manewru Rezerwy Federalnej, działają w jednym kierunku – wypychają długoterminowe rentowności w górę. Jednocześnie polityka Donalda Trumpa, postrzegana przez część globalnych inwestorów jako czynnik zwiększający niepewność regulacyjną i handlową, nie sprzyja odbudowie zaufania do amerykańskich aktywów.

Bank of America ostrzega, że trwały wzrost rentowności na długim końcu krzywej mógłby zdestabilizować rynki finansowe w USA i wywołać istotny odpływ kapitału zagranicznego. W takim scenariuszu złoto przestaje być jedynie zabezpieczeniem portfela, a staje się naturalnym beneficjentem ucieczki od dolara i amerykańskiego długu.

UBS: wysoki punkt odniesienia, szerokie widełki ryzyka

UBS pozostaje długoterminowo pozytywnie nastawiony do rynku złota, choć jego narracja jest bardziej wyważona. Bank podniósł swój cel cenowy do 6 200 dolarów za uncję dla marca, czerwca i września 2026 roku, z wcześniejszych 5 000 dolarów, zakładając jednocześnie umiarkowany spadek do 5 900 dolarów na koniec 2026 roku.

Jeszcze ciekawsze są scenariusze skrajne. UBS wskazuje scenariusz wzrostowy na poziomie 7 200 dolarów za uncję, w przypadku dalszego nasilenia popytu inwestycyjnego i pogorszenia postrzegania rynku obligacji. Z drugiej strony scenariusz spadkowy to 4 600 dolarów, czyli ruch zbliżony do jednego odchylenia standardowego.

Kryzys zaufania, nie panika

Obecny cykl na rynku złota wyraźnie różni się od wcześniejszych. To nie jest bańka oparta na jednym impulsie. Popyt płynie jednocześnie od banków centralnych, instytucji finansowych oraz inwestorów prywatnych, którzy coraz częściej traktują złoto jako realną alternatywę dla amerykańskich obligacji, a nie wyłącznie jako zabezpieczenie przed inflacją.

W tym sensie prognozy JPMorgan i UBS dobrze korespondują z ostrzeżeniami Bank of America. Jeśli rentowności 30-letnich Treasuries trwale rosną, a globalni inwestorzy uznają, że ryzyko fiskalne i polityczne USA nie jest już odpowiednio wynagradzane, złoto może stać się głównym kanałem relokacji kapitału.

Następuja wycena świata, w którym zaufanie do długu publicznego największej gospodarki globu przestaje być oczywistością. Nawet jeśli krótkoterminowo rynek złapie zadyszkę, długoterminowy obraz pozostaje czytelny: złoto coraz mniej przypomina polisę ubezpieczeniową, a coraz bardziej strategiczne aktywo epoki rosnącej niepewności i deglobalizacji finansowej.