Zakaz CBDC ukryty w ustawie mieszkaniowej. Dystopia odłożona na półkę – na kilka lat?

Wygląda na to, że wirtualny dolar – cyfrowa wersja pieniądza fiat, stanowiąca unikalne połączenie wszystkich najgorszych cech tradycyjnych papierowych pieniędzy bez pokrycia oraz scentralizowanych aktywów kryptograficznych – jeśli się pojawi, to nieco później, niż chciałaby tego Rezerwa Federalna. Amerykańskim kongresmenom udało się bowiem wpisać do ustawy o mieszkalnictwie, cieszącej się poparciem polityków obydwu głównych partii, statutowy zakaz wprowadzenia przez Rezerwę Federalną cyfrowej waluty banku centralnego (central bank digital currency, CBDC). Niestety – i co w dużej mierze odbiera inicjatywie sens – w sposób bardzo ograniczony czasowo.

Tekst ustawy opublikowany został w tym tygodniu przez przewodniczącego Komisji Usług Finansowych Izby Reprezentantów Frencha Hilla, liderkę opozycji w tej komisji (ranking member) Maxine Waters, przewodniczącego Komisji Bankowości Senatu Tima Scotta oraz ranking member tej komisji Elizabeth Warren (ta ostatnia bardzo dobrze znana i niecierpiana w środowiskach związanych z kryptowalutami). Rzeczeni politycy tekst opublikowali we wspólnym oświadczeniu, co biorąc pod uwagę fakt, że sami też, łagodnie mówiąc, nie przepadają za sobą nawzajem, stanowi całkiem doniosły akt. Ustawa, 21st Century ROAD to Housing Act, odnosi się przede wszystkim do kwestii, które sugeruje jej nazwa.

Prócz jednak zapisów dotyczących stricte budownictwa i nieruchomości (jak np. restrykcji mających przeciwdziałać masowemu wykupywaniu domów jednorodzinnych przez fundusze inwestycyjne, co radykalnie podnosi ceny ich zakupu dla indywidualnych nabywców). zawiera ona także elementy z nimi niezwiązane. Ten bodaj najważniejszy to właśnie przepis zakazujący Rezerwie Federalnej emisji denominowanej w dolarach, detalicznej waluty cyfrowej, która byłaby powszechnie dostępna jako środek płatniczy. Niestety, przepis jest ograniczony czasowo – raptem do końca 2030 roku. Zakazowi nie podlega też cyfrowy dolar ani inne środki, które związane są z rozliczeniami hurtowe, jak również prywatne dolarowe waluty cyfrowe, w tym stablecoiny.

Cyfrowy dolar do kosza zamrażarki

Te ostatnie zdefiniowano jako „otwarte, niewymagające zezwoleń, prywatne waluty denominowane w dolarach”, które zachowują ochronę prywatności charakterystyczną dla obrotu fizycznymi środkami płatniczymi, tj. monetami i banknotami. Ograniczenia nie obejmują także tokenizowanych rezerw czy najróżniejszych programów pilotażowych. W istocie oznacza to, że Fed może czynić w dziedzinie CBDC cokolwiek by zechciał – byleby efekty tych działań nie były dostępne dla ogółu społeczeństwa. Jak niestety dobrze wiadomo, Fed od dawna i z zapałem prowadzi prace nad różnymi wersjami CBDC i otwarcie wskazuje na cyfrowy dolar jako na „przyszłość”, ku niemilknącemu wzburzeniu niektórych polityków i znacznej części opinii publicznej.

W marcu tego roku amerykański Senat przegłosował wstępną wersję tej ustawy, stosunkiem głosów 89-10, a Izba Reprezentantów przyjęła swoją poprawioną wersję w maju, stosunkiem 396-13. Ostateczna wersja, uzgodniona przez obie izby, wróci teraz do Senatu w celu finalnego głosowania, które zaplanowano na 23 czerwca. Jest niemal pewne, że Donald Trump ją podpisze, jako że jego ekipa od początku obecnej kadencji blokowała prace nad CBDC (co zresztą sekretarz skarbu, Scott Bessent, otwarcie zadeklarował jako cel polityczny). Niektórzy politycy domagają się, by cyfrowy dolar został zakazany na zawsze, nie tylko tymczasowo. I zadają też oczywiste pytanie – jaki jest sens pozwalania Fed na prace nad CBDC, jeśli nie miałyby one kiedyś zakończyć się jej finalnym przyjęciem?