Grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości, z Zbigniewem Kuźmiukiem jako przedstawicielem wnioskodawców, złożyła w poniedziałek na ręce marszałka Sejmu projekt ustawy, który zakazuje prowadzenia w Polsce jakiejkolwiek działalności w obszarze kryptoaktywów. Dokument przewiduje, że samo prowadzenie giełdy, kantoru, platformy stakingowej czy usługi przechowywania portfeli ma być z mocy prawa nieuczciwą praktyką rynkową zagrożoną od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, a przy wielkiej wartości zgromadzonego mienia, od roku do dziesięciu lat.
Zakaz w miejsce regulacji
Projekt nowelizuje ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym i wprowadza do niej definicję działalności w zakresie kryptoaktywów obejmującą emisję, ofertę publiczną, dopuszczanie do obrotu oraz wszelkie usługi przewidziane w unijnym rozporządzeniu MiCA z 2023 r. Każda z tych aktywności ma być uznawana za nieuczciwą praktykę niezależnie od pozostałych przesłanek ustawowych. Innymi słowy, organy państwa nie będą badać, czy konkretny podmiot wprowadza klientów w błąd lub stosuje agresywne metody sprzedaży. Sam fakt prowadzenia działalności wystarczy do postawienia zarzutu.
Egzekwowaniem zakazu mają zająć się dwie instytucje. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) zyska prawo do żądania od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) blokady rachunku kryptoaktywów lub powiązanego rachunku bankowego. ABW na wykonanie żądania ma 24 godziny od jego otrzymania. Z kolei przedsiębiorcy telekomunikacyjni, na pisemne polecenie prezesa UOKiK, mają obowiązek usuwać ze swoich sieci domeny, pod którymi prowadzona jest taka działalność.
Klienci giełd i kantorów pozostają w projekcie wyłącznie po stronie pokrzywdzonych, sankcje karne nie dotyczą osób, które same kupowały lub sprzedawały kryptoaktywa. Firmy działające w dniu wejścia ustawy w życie dostają dwa miesiące na zwinięcie biznesu. W tym czasie muszą zamknąć platformy obrotu, rozliczyć zobowiązania i oddać klientom wszystkie powierzone środki wraz z należnymi korzyściami majątkowymi, w tym równowartością przechowywanych kryptoaktywów. Nie wolno im potrącać żadnych opłat ani prowizji. Sama ustawa miałaby wejść w życie czternaście dni po ogłoszeniu. Koszty po stronie państwa autorzy szacują na nieprzekraczające 30 mln zł rocznie.
Tło polityczne
Inicjatywa wpisuje się w linię, którą Jarosław Kaczyński zarysował pod koniec kwietnia. Prezes PiS oświadczył wtedy w Sejmie, że jest zdecydowanym zwolennikiem całkowitego zakazu kryptowalut i poprze ustawę idącą w tym kierunku, nawet jeśli Polska miałaby być pod tym względem osamotniona w Europie. Wypowiedź padła w cieniu afery wokół giełdy Zondacrypto, gdzie według ustaleń prokuratury straty klientów sięgają co najmniej 350 mln zł, a liczbę poszkodowanych szacuje się na około 30 tys. osób.
Projekt PiS jest jednym z pięciu, którymi Sejm zajmie się w najbliższych dniach. Obok niego na biurkach posłów leżą propozycje rządu, prezydenta Karola Nawrockiego oraz klubów Polski 2050 i Konfederacji. Rządowa wersja, skierowana do izby po raz trzeci po dwóch wetach prezydenta, idzie dokładnie w przeciwnym kierunku, nie wprowadza zakazu, lecz oddaje rynek pod nadzór Komisji Nadzoru Finansowego i podnosi maksymalną karę za utrudnianie kontroli z 20 do 25 mln zł. Czas nagli, bo 1 lipca 2026 r. kończy się okres przejściowy unijnego rozporządzenia MiCA, po którym państwa członkowskie muszą mieć wskazany krajowy organ nadzoru. Sondaż SW Research z końca kwietnia pokazał przy tym, że społeczeństwo jest w tej sprawie głęboko podzielone, przeciw zakazowi opowiedziało się 41 proc. badanych, częściej mężczyźni, mieszkańcy największych miast i osoby lepiej zarabiające.
Przeczytaj też inne ważne newsy z branży kryptoaktywów:
Kryptowaluty czekają na trzęsienie ziemi w tym tygodniu. Zobacz co się wydarzy
Te kryptowaluty mogą stracić na wartości w tym tygodniu. Oto lista zagrożonych tokenów