Jeszcze w weekend wyglądało to groźnie. Bombardowania Iranu, napięcie między USA i Izraelem, obawy o eskalację konfliktu. Bitcoin spadł w okolice 63 tys. dolarów. Tymczasem poniedziałek przyniósł coś zupełnie innego. BTC wybił się powyżej 68 000 dolarów, a na niektórych platformach przetestował nawet poziom 70 tys. USD. I to w momencie, gdy dolar ma jedną z najmocniejszych sesji od tygodni, ropa drożeje o kilka procent, a złoto utrzymuje się wysoko. Czy rynek właśnie wysyła sygnał, że wojna nie oznacza automatycznie ucieczki od kryptowalut?
Giełdy nie panikują. Bitcoin też nie
W nocy kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy sugerowały nawet ponad 2-procentowe spadki. Jednak gdy Wall Street otworzyła się w poniedziałek, panika wyraźnie wyparowała. Nasdaq był ledwie pod kreską, S&P 500 praktycznie bez zmian, a później indeksy zaczęły nawet odbijać.
To ważne, bo wzrost Bitcoina nie dzieje się w próżni. Kryptowaluta rośnie na fali poprawy nastrojów na giełdach. Rynek akcji nie traktuje konfliktu jako wydarzenia systemowego, przynajmniej na razie.
Co więcej, nawet spadek na otwarcie tygodnia był symboliczny. Obawy o „czarny poniedziałek” okazały się mocno przesadzone.
BTC był już „wyczyszczony”?
Drugi kluczowy element to technika rynku. Weekendowy spadek do okolic 63 tys. dolarów mocno przetrzebił pozycje lewarowane. Rynek został „wyczyszczony” z nadmiernego optymizmu i słabych rąk.
W takiej sytuacji korelacje zaczynają się rozjeżdżać. Bitcoin nie reaguje już tak nerwowo jak w 2022 czy 2023 roku. Inwestorzy najwyraźniej nie widzą w nim aktywa czysto spekulacyjnego, lecz coraz częściej alternatywę wobec systemu finansowego. Szczególnie w otoczeniu rosnących wydatków wojennych i presji inflacyjnej.
ISM Manufacturing PMI pokazał solidne przyspieszenie gospodarki USA (52,4 pkt), a wcześniejsze dane o PPI sugerują, że inflacja może znów przyspieszać. Jednocześnie marcowa obniżka stóp Fed praktycznie wypadła z gry. Teoretycznie to nie powinno sprzyjać kryptowalutom. A jednak rosną, a przynajmniej nie spadają w przepaść.
Jeśli konflikt oznacza wyższe ceny surowców i większe wydatki rządowe, to oczekiwania inflacyjne idą w górę. A gdy realne stopy procentowe zaczynają wyglądać mniej atrakcyjnie, kapitał szuka alternatyw.
Bitcoin, jako aktywo ograniczone pod względem podaży, wpisuje się w tę narrację coraz lepiej. W tym samym czasie akcje spółek powiązanych z krypto rosną jeszcze mocniej. Circle zyskuje dwucyfrowo, Strategy i Galaxy Digital notują solidne odbicia. To nie wygląda jak rynek, który spodziewa się globalnego krachu.
Najciekawsze jest to, że dolar się umacnia, ropa rośnie, złoto pozostaje wysoko, a mimo to Bitcoin nie spada. Być może inwestorzy przestają traktować go wyłącznie jako „ryzykowną zabawkę”.