Ukradli 240 milionów dolarów w Bitcoinie. Zgubiły ich Lamborghini, odrzutowce i imprezy

Wszystko zaczęło się od telefonu. 18 sierpnia 2024 roku inwestor z Waszyngtonu usłyszał, że ktoś próbuje włamać się na jego konto Google. Chwilę później odezwał się drugi „specjalista, tym razem podający się za pracownika giełdy Gemini. Ostrzegł przed atakiem na portfel z kryptowalutami. Problem w tym, że żadnego ataku nie było. To znaczy był, ale… z zupełnie innej, niespodziewanej strony.

569 tysięcy dolarów wydane w jedną noc

Rozmówcy tak poprowadzili ofiarę, że uzyskali dostęp do jej Google Drive i kody bezpieczeństwa. To wystarczyło. Z portfela zniknęło ponad 4100 bitcoinów, wartych wówczas przeszło 240 milionów dolarów.

Za operacją miała stać grupa bardzo młodych ludzi. Jedną z głównych postaci był pochodzący z Singapuru Malone Lam, który ma dziś 22 lata. We wtorek ma stawić się przed sądem federalnym w Waszyngtonie na posiedzeniu dotyczącym ugody i przyznania się do winy.

Po kradzieży trzeba było jeszcze zatrzeć ślady. Kryptowaluty przechodziły przez kolejne platformy, a część środków zamieniano na tradycyjną walutę. Tyle że dyskrecja najwyraźniej szybko się skończyła.

Według śledczych Lam i jego znajomi w ciągu miesiąca zostawili około cztery milionów dolarów w klubach nocnych w Los Angeles. Sam Lam miał podczas jednego wieczoru wydać ponad 569 tysięcy dolarów. Do tego dochodziły prywatne odrzutowce, wynajmowane rezydencje w Miami i Hamptons oraz prywatna ochrona. Lam miał kupić zegarek za około dwa miliony dolarów i ponad 30 samochodów, wśród nich Porsche, Lamborghini i Ferrari. Jeden z jego wspólników podarował Lamborghini rodzicom. W ich pralce ukrył torbę zawierającą pół miliona dolarów w gotówce.

Pieniądze przyciągnęły uwagę nie tylko FBI. Tydzień po kradzieży rodzice jednego z podejrzanych zostali napadnięci, pobici i wepchnięci do vana. Porywacze chcieli wykorzystać ich, by dostać część skradzionych kryptowalut. Plan rozsypał się, gdy świadkowie zawiadomili policję.

Jeden adres IP i 30 milionów dolarów

W końcu pojawił się znacznie bardziej banalny błąd. Jeandiel Serrano, jeden z podejrzanych, założył konto na giełdzie, na którym znalazło się prawie 30 milionów dolarów w skradzionych kryptowalutach. Nie ukrył przy tym swojego adresu IP. Śledczy powiązali go z wynajmowanym przez Serrano domem w Kalifornii. Kosztował 47,5 tysiąca dolarów miesięcznie.

FBI zaczęło domykać sieć. Podczas przeszukania mieszkania innego członka grupy znaleziono kryptowaluty warte 37 milionów dolarów. Serrano w chwili zatrzymania na lotnisku w Los Angeles miał na ręku zegarek wart około pół miliona dolarów. Lam został zatrzymany tego samego dnia w jednej z wynajmowanych rezydencji w Miami.

W całej sprawie zarzuty usłyszało już 18 osób. Jeśli Lam przyzna się do winy zgodnie z zawartym porozumieniem, będzie jedenastym oskarżonym, który to zrobi. Prokurator podczas jego pierwszej rozprawy szacował, że wytyczne dotyczące wymiaru kary mogą oznaczać co najmniej 14 lat więzienia.

Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:

Bitcoin spada poniżej 80 tys. USD. Przez te dane crypto wróci do spadków?

Nowe aresztowanie w sprawie Zondacrypto. Chodzi i współpracownika Sylwestra Suszka

Nadchodzi przełom w sieci Solana. Ta zmiana w blockchainie zmieni wszystko