Rozmowy o przestępczości związanej z kryptowalutami dawno przestały być czysto teoretyczne. Widać to zarówno w kontaktach z firmami technologicznymi wspierającymi organy ścigania, jak i na posiedzeniach parlamentarnych zespołów ds. cyberprzestępczości. Wniosek nasuwa się jeden: same narzędzia, nawet najbardziej zaawansowane, nie wystarczą. Liczy się coś więcej.
Czy polska policja naprawdę nie radzi sobie z krypto?
To mit. Powszechne przekonanie o technologicznym opóźnieniu polskich służb w tym obszarze nie potwierdza się w praktyce – poziom merytoryczny funkcjonariuszy zajmujących się przestępstwami kryptowalutowymi bywa naprawdę wysoki. Problem leży gdzie indziej. Samo posiadanie narzędzi analitycznych niewiele daje, jeśli brakuje spójnych procedur i ram prawnych pozwalających szybko zareagować. A bez tego sprawa kończy się na formalnościach – bez odzyskania środków, bez postawienia komukolwiek zarzutów.
Jak w praktyce wygląda wezwanie z urzędu skarbowego?
Weźmy konkretny przykład. Konta w instytucjach takich jak Revolut podlegają pod system CRS – automatyczną wymianę informacji podatkowych. Po tym, jak polski urząd skarbowy dostaje dane o saldzie na takim rachunku, wysyła do podatnika pismo. Powołuje się w nim wprost na informacje przekazane przez zagraniczną administrację podatkową i żąda wyjaśnienia, skąd pochodzą środki zgromadzone na koncie. To ten sam mechanizm, o którym mowa wyżej w innej odsłonie – rozbieżność między saldem a deklaracją podatkową uruchamia konkretne, formalne działania.
Dlaczego czas i jurysdykcja liczą się bardziej niż namierzenie sprawcy?
W sprawach kryptowalutowych tempo decyduje o wszystkim. Jeśli skradzione środki trafią do jurysdykcji spoza Europy, ściganie konkretnej osoby przestaje być priorytetem. Ważniejsze jest jak najszybsze zablokowanie samych aktywów. Nawet bardzo dobra analiza przepływów on-chain nic nie da bez procedury, która pozwala błyskawicznie zamrozić środki. I właśnie na styku technologii, procedur i prawa najczęściej powstają luki – te same, które wykorzystują przestępcy.
Czy sztuczna inteligencja sama rozwiązuje sprawy?
Nie, i to chyba jedno z częstszych nieporozumień. AI coraz częściej wspiera pracę śledczych, ale zupełnie inaczej, niż bywa to przedstawiane w mediach. Sztuczna inteligencja nie wskazuje samodzielnie winnych ani nie tworzy dowodów – jej praca polega na przyspieszaniu analizy ogromnych zbiorów danych, korespondencji czy dokumentacji, i wyłapywaniu fragmentów, które mogą mieć znaczenie dla sprawy. Ocena tych dowodów i decyzja, czy wykorzystać je przed sądem, zawsze należy do człowieka. To ważne rozróżnienie procesowe. Narzędzie AI samo w sobie nie jest dowodem, ale staje się coraz istotniejszym elementem zaplecza analitycznego w sprawach dotyczących kradzieży kryptoaktywów.
Czy MiCA realnie pomoże ścigać przestępców?
Zależy, jak jest wdrażana. Sam fakt wprowadzenia przepisów to nie jest pytanie, które mnie interesuje najbardziej – ważniejsze jest to, czy dają one organom ścigania narzędzia adekwatne do skali popełnianych przestępstw. Dziś zdarza się, że pranie pieniędzy przy użyciu kryptowalut, nawet na bardzo dużą skalę, bywa kwalifikowane w sposób skutkujący relatywnie niską odpowiedzialnością karną. W sprawach powiązanych z terroryzmem, handlem narkotykami czy bronią, a także wykorzystywaniem dzieci, ta dysproporcja przestaje być drobnym niedopatrzeniem i staje się problemem systemowym. MiCA może to zmienić, ale tylko wtedy, gdy zostanie wdrożona funkcjonalnie – a nie wyłącznie restrykcyjnie wobec podmiotów, które i tak działają legalnie.
Money mules – najsłabsze ogniwo systemu
Osoby działające jako tzw. słupy finansowe to osobny problem. Bez odpowiednich sankcji prawnych funkcjonują w warunkach niskiego ryzyka karnego, przez co są atrakcyjnym ogniwem w strukturach przestępczych. Większa presja prawna właśnie na tym etapie łańcucha mogłaby dać większy efekt odstraszający niż kolejne obowiązki formalne nakładane na legalnie działające firmy z sektora krypto.
Co to oznacza dla branży kryptowalutowej w 2026 roku?
Dwie rzeczy. Po pierwsze – skuteczność organów ścigania zależy nie tylko od technologii, ale przede wszystkim od prawa i procedur, które za nią stoją. Po drugie, prawidłowe funkcjonowanie legalnych firm w coraz mocniej regulowanym środowisku zyskuje na znaczeniu. Zgodność z MiCA i AML, umiejętna współpraca z organami ścigania – to już nie temat teoretyczny. To codzienny element ryzyka operacyjnego, który wymaga świadomego podejścia i solidnego wsparcia prawnego.