Artykuł powstał w ramach współpracy merytorycznej z ekspertami giełdy Bitget.
Azjatyckie giełdy rozpoczęły nowy tydzień od sporej przeceny, a inwestorzy nadal uciekają od ryzyka pod presją drożejącej ropy i napięć w Zatoce Perskiej. Cena baryłki ropy Brent przekroczyła poziom 115 dolarów za baryłkę, japoński Nikkei trafił mocno pod kreskę, a słabość objęła także inne rynki regionu. W takim otoczeniu Bitcoin też jest pod krótkoterminową presją, ale zdaniem Ryana Lee, głównego analityka Bitget Research, nie musi to jeszcze oznaczać trwałej zmiany trendu na rynku aktywów cyfrowych.
Azja się cofa, ropa rośnie, rynek szuka nowej równowagi
Jako pierwsze oberwały rynki Dalekiego Wschodu, gdzie wzrost cen energii uderzył w i tak już bardzo ostrożnie nastawionych inwestorów. Brent jest na ścieżce do największego miesięcznego skoku w swojej historii, a sama zwyżka od początku marca sięga około 59 proc. Taki ruch natychmiast wraca do wycen akcji, walut i obligacji, bo rynek zaczyna na nowo kalkulować ryzyko wyższej inflacji oraz słabszego wzrostu gospodarczego.
Zdaniem Lee dzisiejsza słabość azjatyckich parkietów pokazuje, że geopolityka znów stała się bezpośrednim czynnikiem wpływającym na alokację kapitału. Obserwujemy ucieczkę od aktywów postrzeganych jako bardziej ryzykowne i szukanie bezpieczniejszych przystani przynajmniej na czas największej niepewności. Ekspert zwraca uwagę, że dla regionu Azji taki szok jest szczególnie dotkliwy, bo tamtejsze gospodarki są mocno zależne od importu energii.
Zobacz też nasze codziennie podsumowania z konfliktu w Zatoce Perskiej:
Ciekawa jest też prognoza AI dla Bitcoina na kwiecień 2026 r.:
Sztuczna inteligencja już wie. Tyle wyniesie cena Bitcoina w kwietniu 2026 r.
Bitcoin i kryptowaluty względnie spokojne jak na aktywa ryzykowne
Tymczasem Bitcoin zachowuje się obecnie jako aktywo wrażliwe na gwałtowne zmiany nastrojów, ale niekoniecznie jak rynek, który właśnie wchodzi w fazę trwałej paniki. Owszem, tąpnęliśmy w środku nocy w rejon 65 tys. USD za sztukę kryptowaluty, ale równie szybki odbiliśmy.
Lee podkreślona, że obecna przecena bardziej przypomina szybkie przeszacowanie krótkoterminowego apetytu na ryzyko niż początek głębszego strukturalnego załamania. To ważne rozróżnienie, bo w momentach makroekonomicznego napięcia rynek kryptowalut często najpierw reaguje gwałtownie na lewar i likwidacje, a dopiero później pokazuje, czy problem jest rzeczywiście fundamentalny.
W tej interpretacji istotny jest jeszcze jeden element: skala dźwigni. Lee ocenia, że poziom lewaru w sektorze aktywów cyfrowych pozostaje niższy niż podczas wcześniejszych epizodów napięć makroekonomicznych. To ogranicza ryzyko chaotycznej, lawinowej wyprzedaży, w której sama struktura rynku zaczyna napędzać spadki. Innymi słowy, presja jest widoczna, ale nie musi od razu prowadzić do tak destrukcyjnej spirali, jaką rynek zna z poprzednich cykli (czy chociażby słynnego krachu z 10 października 2025 r.)
Nadal chmury na horyzoncie
Nie oznacza to jednak trwałego spokoju. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie dalej destabilizował dostawy ropy, a ceny energii utrzymają się wysoko, rynki mogą zostać z tym problemem na dłużej.
Dla inwestorów najbliższe dni będą więc testem dwóch rzeczy naraz: odporności azjatyckich parkietów na szok energetyczny i zdolności bitcoina do odklejenia się od klasycznego schematu „risk-off”, czyli ucieczki od ryzyka. Na razie pierwszeństwo ma ostrożność. Jeżeli jednak napięcie nie przełoży się na trwałe pogorszenie płynności i nie uruchomi nowej fali agresywnego lewaru, rynek kryptowalut może wyjść z tego epizodu mniej poturbowany niż tradycyjne giełdy.