Tom Lee, współzałożyciel i szef analiz Fundstrat Global Advisors, a zarazem prezes spółki Bitmine budującej korporacyjną rezerwę Ethereum, postawił na antenie CNBC tezę, która w obecnym otoczeniu brzmi co najmniej przekornie. Jego zdaniem za rok rynek może mówić o kryptowalutach jako o „drugiej fali” akcji powiązanych ze sztuczną inteligencją, tak jak wcześniej lekceważył pamięć HBM (High Bandwidth Memory), zanim ta stała się jednym z największych beneficjentów boomu na AI. Tezę Lee zaprezentował w dniu w którym Bitcoin osunął się poniżej 60 tysięcy dolarów, najniżej od października ubiegłego roku, a pieniądze odpływają z krypto strumieniem właśnie do spółek półprzewodnikowych.
Z tego tekstu dowiesz się:
- dlaczego Tom Lee zestawia dzisiejsze kryptowaluty z pamięcią HBM sprzed jej rynkowego odkrycia,
- ile zarobiły w tym roku akcje producentów pamięci, gdy krypto traciło,
- które segmenty rynku cyfrowych aktywów mogą realnie przejąć wartość z gospodarki AI,
- gdzie kryje się słaby punkt całej analogii i czego nie mówi sam Lee.
Teza która była ignorowana zanim nie dało się jej dłużej ignorować
Przez lata HBM funkcjonowała jako marny przypis do historii sukcesu Nvidii. Inwestorzy patrzyli na procesory graficzne, a pamięć montowaną tuż obok nich traktowali jako element wymienny i mało interesujący. Dopiero gdy okazało się, że pojedynczy serwer AI potrzebuje wielokrotnie więcej pamięci niż klasyczna maszyna, a fabryki nie nadążają z produkcją, rynek przeliczył wszystko od nowa. Efekt widać w notowaniach. Akcje SK Hynix podrożały w tym roku o blisko 186 procent, Microna o 141 procent, a Samsunga o 114 procent. Producent pamięci przestał być detalem i stał się oczywistym wyborem dla funduszy goniących za ekspozycją na sztuczną inteligencję.
Lee zauważa, że kryptowaluty tkwią dziś w punkcie z którego HBM startowała: zmęczone, ignorowane i przyćmione narracją AI. Jego zdaniem część infrastruktury finansowej, rozliczeniowej i tokenizacyjnej może okazać się pobocznym beneficjentem tej samej fali. Wskazuje na rozliczenia w czasie rzeczywistym i natychmiastową weryfikację transakcji jako powody, dla których banki i domy maklerskie coraz mocniej zaglądają w stronę blockchaina. Dorzuca też wątek tożsamości: w świecie zalewanym treściami generowanymi przez modele językowe sieć rozproszona może posłużyć jako neutralna warstwa potwierdzania, kto jest człowiekiem, a kto agentem.
Pytanie nie brzmi, czy AI potrzebuje krypto
Właściwe pytanie nie brzmi: czy sztuczna inteligencja potrzebuje kryptowalut, lecz które segmenty cyfrowych aktywów faktycznie przejmą wartość z gospodarki AI, a które jedynie dopiszą sobie te trzy litery do prezentacji dla inwestorów. To rozróżnienie decyduje o wszystkim.
Warto pamiętać, na czym potknęła się sama narracja o pamięci. Coraz częściej w internecie trafiam na opinie, że branża półprzewodnikowa wyrwała się z cyklu wzlotów i upadków, ale warto pamiętać, że historia tego sektora to pasmo gwałtownych huśtawek, a strukturalny niedobór bywa krótkotrwały. Podobnie ostrożnie należy podchodzić do narracji wobec krypto. Lee publicznie gra rolę najgłośniejszego byka, lecz wewnętrzne materiały jego własnej firmy bywały znacznie bardziej powściągliwe, zakładając najpierw korektę, a dopiero potem mocniejsze odbicie. Rynek na razie potwierdza tylko tę pierwszą część. Ethereum kosztuje około 1560 dolarów wobec rekordu blisko 4954 dolarów z sierpnia ubiegłego roku, a indeks strachu i chciwości od tygodni utrzymuje się w strefie skrajnego lęku. Jeśli Lee ma rację, dzisiejsza apatia jest tłem dla kolejnej fali. Jeśli się myli, krypto pozostanie tym, czym jest teraz: aktywem, które miało rosnąć razem z software’em, a zamiast tego stoi z boku, gdy reszta rynku AI rośnie.
Przeczytaj też:
Rafał Zaorski rozgrywa amerykański NASDAQ. Long czy short?
OpenAI wypuszcza najpotężniejszego GPT-5.6. Trzy wersje modelu startują pod nadzorem rządu USA
Potężne spadki na azjatyckich indeksach, wstrzymano handel. Dwie decyzje pogłębiają korektę w sektorze tech