Rząd po raz trzeci próbuje uchwalić ustawę o rynku kryptoaktywów, ale konflikt z prezydentem zaostrza się zamiast wygasać. W środę projekt Ministerstwa Finansów trafił na Stały Komitet Rady Ministrów. Tego samego dnia własny, konkurencyjny projekt złożył w Sejmie Karol Nawrocki. Z otoczenia prezydenta słychać, że rządowej wersji nie podpisze, a Pałac uważa, że poprawione przepisy są bardziej restrykcyjne od dwóch zawetowanych wcześniej.
Dwa weta i nieprzełamane głosowanie
Spór ciągnie się od jesieni 2025 r. Pierwszą ustawę, uchwaloną 7 listopada, prezydent zawetował 1 grudnia. Sejm uchwalił ją ponownie, niemal w niezmienionym kształcie, 18 grudnia. Drugie weto Nawrocki zgłosił 12 lutego 2026 r., a 17 kwietnia koalicji rządzącej nie udało się go odrzucić. Za odrzuceniem głosowało 243 posłów, przeciw 192. Większość posłów PiS zagłosowała przeciw, ale od głosu wstrzymali się m.in. prezes Jarosław Kaczyński i szef klubu Mariusz Błaszczak.
Trzeci projekt, opublikowany w środę na stronie Rządowego Centrum Legislacji, ma po raz kolejny próbować wdrażać unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets Regulation) i wyznaczyć Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) jako krajowy organ nadzoru nad rynkiem. Bez tej ustawy do 1 lipca 2026 r. – kiedy mija unijny termin – w Polsce nie będzie jasnej ścieżki licencyjnej dla giełd, kantorów i emitentów tokenów. Firmy, które chcą działać legalnie, będą musiały rejestrować się gdzie indziej i potem dopiero „paszportować” do Polski.
Kary wyższe niż w zawetowanej wersji
Premier Donald Tusk zapowiadał, że nowy projekt będzie się różnił od poprzedniego tylko zaostrzeniem kar. Tak się też stało. Maksymalna kara, którą KNF będzie mogła nałożyć za utrudnianie kontroli, urosła z 20 do 25 mln zł. Za niewykonanie obowiązków nadzorczych instytucji grozi do 7 mln zł, osobie fizycznej – do 4 mln zł, czyli niemal dwukrotnie więcej niż w wersji zawetowanej. Za wykorzystanie informacji poufnych projekt przewiduje grzywnę do 30 mln zł, a za podanie nieprawdziwych informacji – do 8 lat więzienia. Utrzymano zapisy o karach do 5 mln zł grzywny i do 5 lat więzienia za prowadzenie działalności bez wpisu, a także grzywnę do 10 mln zł i do 2 lat więzienia za nielegalną emisję tokenów powiązanych z aktywami lub tokenów będących e-pieniądzem.
KNF zachowuje też prawo wstrzymywania ofert publicznych kryptoaktywów, blokowania ich dopuszczenia do obrotu i wpisywania do rejestru domen uznanych za nieuczciwe. Właśnie ten ostatni instrument – kwalifikowany przez Pałac jako „blokowanie stron jednym kliknięciem” – był jednym z głównych argumentów dwóch poprzednich wet.
Pałac szykuje trzecie weto i wystawia własny projekt
Z nieoficjalnych informacji pozyskanych przez dziennikarzy Wirtualnej Polski wynika, że Karol Nawrocki nie zamierza podpisać kolejnej rządowej wersji. Doradcy prezydenta argumentują, że to „pakiet złych propozycji”, który nie rozwiązuje realnych problemów i nie obejmie firm zarejestrowanych za granicą – jak Zondacrypto, której operator ma siedzibę w Estonii. W otoczeniu Nawrockiego mówi się też, że publiczne pytania ministra Andrzeja Domańskiego „po czyjej stronie stanie tym razem prezydent” są prowokacją.
W tych samych godzinach, gdy ministerstwo skierowało projekt na komitet stały, szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ogłosił, że Nawrocki złożył w Sejmie własny projekt ustawy o kryptoaktywach. Kancelaria zapowiada, że opiera się on na propozycji rządu, ale uwzględnia poprawki Pałacu i część rozwiązań z projektu Polski 2050, zgłoszonego po pierwszym wecie. Trzy filary: ochrona konsumentów i inwestorów, wzmocniony system ostrzeżeń przed podmiotami wysokiego ryzyka oraz przyspieszone procedury kontroli blokad rachunków.
Domański skomentował projekt prezydenta jednym zdaniem: „O dwa artykuły dłuższy” – w nawiązaniu do wcześniejszego argumentu Pałacu o rzekomej nadregulacji i przesadnej długości tekstu rządowego. PiS deklaruje, że jeśli głosowany będzie projekt Nawrockiego, klub go poprze.
Zondacrypto nie schodzi z ust polityków (i Polaków)
Zaostrzenie kar w trzecim podejściu jest bezpośrednią reakcją na aferę wokół giełdy Zondacrypto, następczyni polskiego BitBaya która z hukiem upadła w kwietniu. Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi od 17 kwietnia śledztwo w sprawie oszustwa znacznej wartości i prania pieniędzy. Szkoda przekroczyła już 350 mln zł, według ustaleń Money.pl może urosnąć do 500 mln zł, a liczba poszkodowanych sięga nawet 30 tys. osób.
Sprawę dodatkowo upolitycznił sam premier. We wtorek mówił, że za giełdą stała „rosyjska Bratwa”, a środki z Zondacrypto miały trafiać na imprezy wyborcze prawicy, w tym kampanię prezydencką Karola Nawrockiego, oraz na finansowanie polityków PiS, w tym byłego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Pałac te zarzuty odrzuca i wskazuje, że to rząd Tuska nie ostrzegał inwestorów, choć służby od dawna miały wiedzę o pochodzeniu firmy.
Jeśli rządowa ustawa rzeczywiście zostanie zawetowana po raz trzeci, koalicja stanie przed tym samym matematycznym problemem co w kwietniu: do odrzucenia weta brakuje jej około czterdziestu głosów. Bez porozumienia z PiS lub bez przyjęcia projektu prezydenckiego rynek wejdzie w lipiec bez krajowej ustawy wdrażającej MiCA. To zaś oznacza dokładnie ten scenariusz, przed którym ostrzegała KNF: polskie firmy uciekają z licencjami do Czech, na Litwę i Maltę, a klienci spornych platform szukają pomocy poza polskim nadzorem.
Przeczytaj też powiązane artykuły:
Przemysław Kral był tylko słupem. Faktycznym szefem zondacrypto był ten człowiek