Ethereum znów ma problem, który trudno zamknąć w samych wykresach. Cena ETH jest daleko od historycznych szczytów, część dużych posiadaczy sprzedaje swoje tokeny, a wokół Ethereum Foundation narastają kolejne pytania. Dlaczego fundacja nie robi więcej, żeby pomóc rynkowi? Vitalik Buterin odpowiedział na tę krytykę dość jasno. I raczej nie powiedział tego, co wielu inwestorów chciałoby usłyszeć.
Ethereum to nie firma od pompowania kursu
„Ethereum Foundation nie jest centrum Ethereum. Jest raczej jednym węzłem o określonym celu, obok innych węzłów” – stwierdził współtwórca Ethereum. Dodał, że fundacja od zawsze miała być właśnie takim elementem większego ekosystemu, choć wiele osób chciało widzieć w niej główny ośrodek dowodzenia. „Teraz podejmujemy działania, aby upewnić się, że będziemy tym drugim” – podkreślił.
Dla osób spoza świata krypto brzmi to może technicznie, ale sens jest prosty. Ethereum Foundation nie chce zachowywać się jak spółka giełdowa, dział marketingu ani bank centralny tokena ETH. Jej zadaniem ma być dbanie o rozwój technologii: decentralizację, bezpieczeństwo, odporność na cenzurę, otwarty kod i długoterminowe badania.
Problem w tym, że inwestorzy często patrzą na ETH inaczej. Kupili aktywo, widzą słabą cenę i oczekują, że ktoś „weźmie odpowiedzialność”. Tym kimś najłatwiej ogłosić fundację.
Buterin przypomniał jednak jeszcze jedną ważną rzecz. Ethereum Foundation ma zaledwie około 0,16 proc. całej podaży ETH. Dla porównania, fundacje innych projektów często kontrolują od 10 do nawet 50 proc. swoich tokenów. Innymi słowy, nie ma nawet takiej siły rynkowej, jaką część krytyków zdaje się jej przypisywać.
Technologia wygrała z narracją?
Spór jest tym ostrzejszy, że Ethereum w ostatnich latach mocno stawiało na skalowanie przez tzw. warstwy drugie. Aktualizacja Dencun z 2024 roku obniżyła opłaty dla użytkowników tych rozwiązań, ale jednocześnie uderzyła w przychody głównej sieci Ethereum. Dla zwykłego użytkownika to dobra wiadomość, bo taniej korzysta z sieci. Dla inwestora w ETH sprawa jest mniej oczywista, bo pojawia się pytanie, ile wartości zostaje przy samym tokenie.
To właśnie tutaj pęka narracja. Ethereum chce być neutralną, odporną i długowieczną infrastrukturą dla internetu finansów. Rynek chciałby natomiast zobaczyć lepszą cenę ETH, mocniejszy marketing i wyraźniejszą walkę o inwestora.
Buterin zasugerował też, że fundacja będzie myśleć przede wszystkim o długowieczności i takim gospodarowaniu środkami, aby finansować badania przez lata. To oznacza mniej myślenia w kategoriach krótkoterminowego kursu, a więcej w kategoriach przetrwania protokołu. Dla jednych to dowód wierności ideałom Ethereum. Dla innych kolejny sygnał, że projekt może być technologicznie ambitny, ale rynkowo coraz trudniejszy do obrony.
Najkrócej mówiąc: Ethereum Foundation nie chce ratować ceny ETH. Chce ratować sens istnienia Ethereum. A to inwestorzy muszą zdecydować, czy taka odpowiedź im wystarcza.
Czytaj więcej w dziale kryptowaluty na Bithub:
Kryptowaluty mocno spadną w tym tygodniu? Oto lista zagrożonych tokenów
Pod co będą grane kryptowaluty w tym tygodniu? Oto kalendarz krypto na najbliższe dni
Zielony czerwiec dla Ethereum? BitMine puka do indeksu Russell 3000. Instytucjonalne zakupy?