Co trzeci Polak chce ustawowego zakazu obrotu kryptowalutami, a co czwarty nie ma w tej sprawie zdania – wynika z sondażu SW Research przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” w dniach 28 i 29 kwietnia 2026 roku. Badanie przeprowadzono po tym, jak prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył w Sejmie, że jest „zdecydowanym zwolennikiem całkowitego zakazu kryptowalut” i że taką ustawę poprze jeżeli zostanie poddana głosowaniu.
Większość Polaków mówi nie – ale podziały są ewidentne
Sprzeciw wobec zakazu zadeklarowało 41,1 procent respondentów, poparcie – 33,9 procent, a 25 procent nie zajęło stanowiska. Na pierwszy rzut oka to wynik dobry dla branży: więcej Polaków jest sumarycznie przeciw zakazowi niż za. Problem w tym, że uwzględnienie niezdecydowanych komplikuje obraz – gdyby tylko połowa z nich przechyliła się na stronę zwolenników zakazu, stosunek sił wyrównałby się. Sondaż objął 800 internautów powyżej 18. roku życia dobieranych metodą losowo-kwotową, ważoną analitycznie do struktury populacji – to metodologia rzetelna, ale warto pamiętać, że internauci jako grupa są statystycznie bardziej oswojeni z rynkami cyfrowymi niż ogół dorosłych Polaków.
Zakaz najsilniej popierają kobiety: 35,6 procent jest za zakazem przy 32,2 procent mężczyzn. Sprzeciw wobec zakazu wyraziło 48 procent mężczyzn i 35 procent kobiet. Różnica 13 punktów procentowych między płciami to jeden z największych podziałów w całym badaniu. Mieszkańcy największych miast odrzucają zakaz zdecydowanie – 57 procent jest przeciw. To logiczne: w miastach powyżej 500 000 mieszkańców stopień cyfryzacji finansów i dostęp do narzędzi inwestycyjnych są największe. Podobnie osoby z dochodami powyżej 7000 złotych netto: 53 procent przeciw zakazowi. Im wyższe dochody, tym większe prawdopodobieństwo, że respondent ma jakiś kontakt z rynkami finansowymi i rozumie, że zakaz nie jest rozwiązaniem problemu, który go sprowokował.
Wśród osób z wykształceniem podstawowym aż 46 procent jest przeciwko zakazowi – więcej niż uśredniony wynik ogólnopolski. To może oznaczać kilka rzeczy: albo respondenci z tej grupy mają doświadczenie z giełdami kryptowalut jako jedynym dostępnym dla nich rynkiem inwestycyjnym, albo – i jest to hipoteza równie prawdopodobna – nie ufają instytucjom państwowym na tyle, żeby poprzeć rozwiązanie oparte na zakazie regulacyjnym. Niestety sondaż nie publikuje tablic crossowych z wiekiem ani pełną charakterystyką tej grupy, więc wnioski należy traktować ostrożnie.
Opinie mogą mieć charakter emocjonalny w związku z aferą zondacrypto
Kontekst, w którym pytano Polaków o zakaz, jest krytyczny dla interpretacji wyników. Afera zondacrypto – największej giełdy kryptowalutowej na polskim rynku – wybuchła w marcu i kwietniu 2026 roku, kiedy to kilkadziesiąt tysięcy klientów utraciło z dnia na dzień dostęp do swoich środków. Prokuratura katowicka wszczęła śledztwo, straty szacuje się na co najmniej 350 milionów złotych, a wątek zaginięcia założyciela firmy Sylwestra Suszka, który miał posiadać klucze do portfela zawierającego 4500 BTC, trafia na pierwsze strony gazet od tygodni. Pytanie o zakaz zadano więc w środku medialnej nawałnicy, gdy słowo „kryptowaluta” funkcjonowało w debacie publicznej głównie w kontekście oszustwa i strat.
41,1 procent Polaków sprzeciwiających się zakazowi w takich okolicznościach jest w rzeczywistości wynikiem solidniejszym, niż gdyby odczyt miał miejsce w neutralnym otoczeniu informacyjnym.
Kaczyński, nadając ton debacie, wyraźnie kalkuluje politycznie. Z jednej strony deklaruje poparcie dla zakazu, przez co wpisuje się w nastrój społeczny skrzywdzonych przez Zondacrypto klientów i ich rodzin. Z drugiej – unika odpowiedzialności za weto prezydenta Karola Nawrockiego, które zablokowało rządową ustawę regulacyjną w połowie kwietnia. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ripostuje, że rząd Donalda Tuska przez dwa lata ignorował unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets – rozporządzenie w sprawie rynków kryptoaktywów), znane od czerwca 2023 roku.
Zakaz, o którym mówi Kaczyński, byłby zresztą w kolizji z prawem Unii Europejskiej. MiCA harmonizuje rynek kryptoaktywów na poziomie całej Unii i nie przewiduje możliwości ustanowienia przez państwo członkowskie zakazu obrotu jako takiego. Polska mogłaby zaostrzać wymogi licencyjne, rozbudowywać nadzór KNF (Komisji Nadzoru Finansowego) i nakładać wyższe sankcje – ale nie może z dnia na dzień delegalizować klasy aktywów, którą europejskie prawo explicite reguluje i dopuszcza.
Może Cię zainteresować:
Czy to definitywny koniec bitomatów? Rząd chce całkowitego zakazu „automatów dla przestępców”