Przez dziewięć kolejnych sesji do amerykańskich ETF-ów spot na Ethereum wpłynęło netto 1,42 mld dolarów. Tylko 28 sierpnia było to 225,8 mln dolarów, najwięcej od około dziesięciu miesięcy. Jeszcze mocniej wygląda BlackRock: ETF ETHA zebrał w całej 9-sesyjnej serii 1,02 mld dolarów, czyli około 72% wszystkich napływów, i nie zanotował ani jednego dnia odpływu.
Na początku obecnej serii Bitcoin przyciągał do ETF-ów około dziesięć razy więcej kapitału niż Ethereum. Do 28 sierpnia różnica stopniała do zaledwie 16,5 mln dolarów: 242,3 mln USD dla BTC i 225,8 mln USD dla ETH. Pamiętamymy jak instytucjonalny popyt na te dwa aktywa znajdował się w zupełnie innych ligach. Teraz przez kilka sesji, prawie się zrównał.
Jeśli nowa hossa będzie miała kilka etapów, a kapitał instytucjonalny zacznie traktować ETH nie jako daleki numer dwa, a drugą podstawową pozycję w portfelu, różnica w kapitalizacji pomiędzy Ethereum i Bitcoinem może kurczyć się znacznie szybciej, niż sugeruje obecna cena. Flippening (tj. przekroczenie kapitalizacji Bitcoina) nadal jest scenariuszem agresywnym i spekulacyjnym, ale przynajmniej nie brzmi już absurdalnie.
Wall Street zaczyna traktować Ethereum inaczej – przez staking?
Spora zmiana nie polega na tym, że BlackRock kupił dużo ETH, ale o to jak regularnie to robił ETHA notował dodatnie przepływy każdego dnia dziewięciosesyjnej serii. Napływy dodatkowo przyspieszały: dzienna wartość zakupów w ostatnich czterech sesjach była mniej więcej dwa razy większa niż podczas pierwszych czterech.
Bitcoin nadal ma ogromną przewagę narracyjną. Jest prostszy do wytłumaczenia, łatwiejszy do umieszczenia w portfelu jako cyfrowe złoto, a po uruchomieniu ETF-ów dostał dodatkowo potężny kanał dystrybucji instytucjonalnej. Ethereum jest bardziej skomplikowane: sieć, staking, DeFi, aplikacje, podaż zamykana w różnych miejscach. Ale ktowie – może ta złożoność w najbliższych latach zacznie (wreszcie) działać na jego korzyść.
Stakowane produkty pozwalają patrzeć na ETH nie tylko jak na aktywo spekulacyjne, ale jak na instrument generujący dochód. Napływy do produktów związanych z Etherem mogą mieć częściowo charakter podobny do transakcji na dywidendowych spółkach, a nie wyłącznie zakład na wzrost cen aktywa bazowego. Jeżeli ten kanał urośnie, Ethereum może zacząć konkurować z Bitcoinem o zupełnie inną pulę kapitału. Tym bardziej jeśli rentowności obligacji w dłuższym terminie zaczną spadać.
Słaba reakcja ceny może być byczym argumentem
Przy 1,42 mld dolarów napływów Ethereum podrożało w trakcie wspomnianej serii tylko o około 5%, z mniej więcej 2350 do niespełna 2500 dolarów. Bitcoin wzrósł w podobnym okresie aż o około 15% przy 2,8 mld dolarów wpływów. Transmisja kapitału na cenę była więc w przypadku ETH znacznie słabsza. Pierwsza interpretacja? Ethereum jest słabe, a podaż napiera… Ale co jeśli sprzedający przestaną wykorzystywać skok ceny do wychodzenia z inwestycji? Potencjał wtedy naprawdę mógłby się uwolnić.
Wolumen spot znajduje się dopiero w 16. percentylu ostatniego roku, a szeroki rynek nadal nie dołączył do zakupów ETF-ów. Nawet aktywność on-chain nie pokazuje skoku odpowiadającego skali napływów instytucjonalnych. Mamy sytuację, w której duży kupujący już wszedł, ale spekulacyjna część rynku jeszcze nie. Jeżeli to się zmieni, ETH może zyskać mocniej.
Do tej pory ETF-y głównie absorbowały istniejącą podaż. W okolicach 2450 do 2500 dolarów znajduje się około 1,1 mln ETH kupionych wcześniej przez inwestorów, czyli blisko 2,7 mld dolarów podaży potencjalnie gotowej do wyjścia przy powrocie ceny. Do tego Grayscale nadal generuje odpływy. Nowy popyt nie trafia na pusty rynek, tylko musi dosłownie przebić się przez stare pozycje. Nic dziwnego, że ten proces trwa.
Żeby dogonić Bitcoina, ETH potrzebuje tej rzeczy
Ethereum bardzo potrzebuje chwili, gdy instytucjonalna akumulacja spotka się z szerokim popytem rynkowym. Jeśli napływy pozostaną blisko obecnych poziomów, ETHE przestanie ciążyć, wolumen spot wyraźnie odbije, a Ethereum trwale odzyska 200-tygodniową średnią w rejonie 2500 dolarów, obecna stagnacja może po czasie wyglądać bardziej jak absorpcja podaży niż słabość.
Ethereum nie musi odbierać Bitcoinowi statusu głównej kryptowaluty, żeby luka między nimi zaczęła gwałtownie maleć. Wystarczy, że w nowej hossie instytucje zaczną przechodzić od modelu „Bitcoin plus niewielki dodatek ETH” do wybierania obu aktywów jako dwóch podstawowych filarów ekspozycji na kryptowaluty. Dziewięć sesji niczego jeszcze nic nie rozstrzyga.
Ale mimo to widzimy, że Wall Street zaczyna coraz szybciej kupować Ethereum, a napływy zrównują się z Bitcoinem. To na tym etapie odbicia wydaje się dość wyjątkowe, a Ether wciąż jest 50% poniżej historyczego maksimum. To pozwala przynajmniej zacząć rozmowę o realnym zmniejszaniu przewagi Bitcoina. Pod warunkiem, że hossa na crypto stanie się coraz bardziej oczywista tej jesieni.