Zakulisowy monopol krypto-elit, czyli sprawy z bitcoinem się pochrzaniły…

Kiedy nieuchwytny Satoshi Nakamoto opublikował w 2008 roku swój manifest, był to tylko zwykły dokument opisujący nowy, unikalny system płatności, który nazywał się Bitcoin. Skłoniło to całe pokolenie represjonowanych finansowo obywateli świata do zyskania wiary w to, że ​​waluty cyfrowe mogą rozwiązać ich coraz większe kłopoty finansowe…

Zaczęliśmy postrzegać sieć Bitcoin jako rewolucyjne narzędzie ekonomiczne, które wykorzystywało pieniądze do tworzenia bardziej równego społeczeństwa dzięki zwiększonej wolności finansowej. Był to nowy, buntowniczy sposób postrzegania świata, kapsuła ratunkowa, która uwolniła się ze szponów finansowo represyjnego reżimu, a co najważniejsze, przekazała wymowne „pieprzcie się” tym, którzy zaprojektowali jego powstanie.

Od tego czasu media finansowe karmią nas ciągłym strumieniem narracji o kryptowalutach. Większość deklaruje, że świat zbliża się do tej jaśniejszej, bardziej suwerennej, bardziej wyzwalającej przyszłości, którą Nakamoto pośrednio nam sprzedał. Obserwujemy wzrost liczby wpływowych osobistości świata kryptowalut, czyli „kryptofluencerów”, którzy często wiwatują przykładowymi hasłami w stylu: „System fiducjarny się załamuje!”, „Bitcoin to wolność finansowa!”, „Bankierzy centralni i Wall Street dosłownie trzęsą się w butach!”

Poza tym, z tymi narracjami jest jeden mały problem. Żadna z tych rzeczy się nie sprawdza i nie rozgrywa w rzeczywistości. Zamiast tego dojrzały one do starannie skonstruowanych fikcji, ukrywając, że Bitcoin zawiódł prawie we wszystkim, co Nakamoto zamierzał osiągnąć. Ponieważ ekosystem kryptowalutowy nieustannie wyrzuca z siebie nieprzerwany strumień „wolnościowego porno”, nie zauważyliśmy, że ruch krypto, choć zaczynał się od dobrych intencji, stopniowo przekształcił się w ten sam regresywny paradygmat, który przez dekady promowały istniejące elity.

Nakamoto zaprojektował Bitcoina, aby wyeliminować pośredników, głównie banki z Wall Street, państwowe instytucje finansowe i megakorporacje, którymi większość obywateli gardzi. Bitcoinowi udało się to zrobić, ale nie udało mu się stworzyć żadnej z tych rozkosznych wolności i równości, które obiecał. Bardzo niewiele osób tak naprawdę skorzystało z boomu na kryptowaluty. W rzeczywistości, wraz z istniejącą arystokracją finansową wyrosła nowa potęga: elita krypto, która potajemnie utworzyła zakulisowy monopol.

Zrobili to, utrwalając mit decentralizacji. Tylko dlatego, że nikt nie jest właścicielem Bitcoina i jest on „niepowstrzymany”, nie oznacza, że ​​sieć Bitcoin nie może być zdominowana i manipulowana przez określoną grupę ludzi. W 2015 roku pięciu mężczyzn, którzy byli właścicielami 80% globalnych ośrodków wydobywczych, znajdowało się na tej samej scenie, a od tego czasu rynek zdominowało od czterech do pięciu firm. Najnowsze dane, które pojawiły się tuż przed niedawnym atakiem na kryptowaluty w Chinach, pokazały, że dziewięć chińskich firm kontrolowało 79% sieci Bitcoin.

To jednak tylko mining. Jest gorzej.

Jeśli myślałeś, że Bitcoin może rozwiązać epidemię nierówności finansowej to wiedz, że 10 000 największych adresów posiada około 60% wszystkich wydobywanych monet. Jeśli chodzi o uwolnienie ludzi z monopolu finansowego Wall Street, ponad 60% traderów kryptowalut decyduje się na korzystanie z Binance lub innej kartelowej giełdy co oznacza, że ​​w rzeczywistości nie posiadają portfela kryptowalutowego ani nie wchodzą w interakcję z blockchainem. Kto pracuje, promuje i jest właścicielem tych giełd? Kto posiada większość $BTC? To elita krypto. To wieloryby. To kryptofluencerzy promują narrację o decentralizacji. Dodali „Crypto” na końcu logo JPMorgan, tworząc monopol finansowy w nowym wieku.

Kim są te tajemnicze, nieuchwytne osoby siedzące na szczycie kryptopiramidy? Czy są uczciwymi postaciami, przestrzegającymi prawa obywatelami świata, którzy opowiadają się za przejrzystością i autentycznością, jak powiedział Nakamoto? Ani trochę. Z biegiem czasu „legalna strona” Wall Street i świat korporacyjny wypluły postaci, którzy wkradli się do ekosystemu kryptowalut, powoli niszcząc go od środka.

Oto jedna z nich:

To jest tweet skierowany do autora tych przemysleń przez Stuarta Hoegnera, prawnika Bitfinex, jednej z największych giełd i graczy w dzisiejszej przestrzeni krypto. Jest to jednak korporacja, która została zakazana w Nowym Jorku za rzekome oszustwo, używa botów i figurantów w mediach społecznościowych do zmiany percepcji publicznej i kłamała, że ​​ma wystarczające rezerwy w kontekście Tethera.

Sam Hoegner kierował działem compliance w Excapsa, firmie macierzystej Ultimate Bet, który umożliwiał określonym graczom przeglądanie kart innych graczy. Teraz reprezentuje niesławnych członków elity krypto, takich jak współzałożyciela Tether, Brock’a Pierce’a.

Przedstawiany jako gwiazda rocka i filantrop, Pierce ma ciemną historię. Z jakiegoś powodu nie tylko wielokrotnie spotkał się z Jeffreyem Epsteinem, ale także założył „organizacje charytatywne”, aby skorzystać z rajów podatkowych. Po przeprowadzce do Hiszpanii w 1999 roku z pedofilem Markiem Collinsem-Rectorem, Interpol złapał Pierce’a w domu pełnym „strzelb, maczet i dziecięcej pornografii”. Kandydował też na prezydenta. Szalony, ale pasuje do ogólnego obrazu — jeśli się nad tym zastanowić.

Pierce ma jednak poważną konkurencję w walce o najbardziej „kontrowersyjną postać w krypto”, zabawny nowy eufemizm mediów dla odpowiedników superzłoczyńców uniwersum Jamesa Bonda ze świata kryptowalut. CEO Binance Changpeng Zhao, znany jako „CZ”, mówi, że jego firma nie ma siedziby. Dzieje się tak, ponieważ największa na świecie giełda kryptowalut jest zbyt zajęta przeskakiwaniem z kraju do kraju, aby ominąć przepisy i regulacje. Zaczęło się w Hongkongu, ale zostało zbanowane. Potem gieła próbowała Japonii, Bermudów, Malty i Kajmanów, ale wszyscy mówili „nada”. Binance pozostaje przedmiotem dochodzenia prowadzonego przez IRS, DoJ i CFTC, a także japońskie, brytyjskie i kanadyjskie organy regulacyjne. Powoli, ale pewnie, sieć zaciska się wokół imperium kryptowalutowego CZ o wartości 2 miliardów dolarów.

Kryptowalutowi influencerzy pomagają utrzymać pozytywne postrzeganie „kontrowersyjnych” postaci, takich jak CZ. Kolejna grupa, która tworzy krypto „Illuminati”. Weźmy na przykład Anthony’ego „Pompa” Pompliano, Dana Helda i innych, których widzisz na Twitterze – którzy stale informują nas o cenie bitcoina za każdym razem, gdy rośnie o kolejny tysiąc dolarów. Ich zadaniem jest promowanie fałszywych narracji wokół bitcoina, aby napełniać kieszenie innych członków elity krypto. Muszą obrócić każdy kawałek krypto „FUD” w pozytyw, aby pomóc utrzymać status quo i poziom ich bogactwa, które jest głównie związane z inwestycjami opartymi o kryptowaluty i rynkowy hype.

Są to główni gracze w ruchu, który ma uwolnić świat od nierówności finansowych […], ale angażują się w nieskończone ilości powyższego, właściwie na sterydach. Chciwość, która skorumpowała Wall Street i Fed, powodując naszą żałosną sytuację pomocy kapitalizmowi i ekonomię kasyn, przebiła się do krainy kryptowalut. Niestety, żądza władzy i bogactwa zaczęła nękać nowe finanse.

Ale nic nie ilustruje pragnienia elity krypto, aby zwiększyć swoją władzę, bardziej niż niedawny wzrost „kryptokolonializmu”. Artykuł w New York Times zatytułowany „Making a Crypto Utopia” opisuje, co nasz przyjaciel Brock Pierce planuje zdziałać w samym środku Puerto Rico.

„Zamierzają kupić 250 000 akrów ziemi, aby mogli założyć swoje własne miasto”, mówi Rob Rill, „dosłownie założyć miasto w Portoryko, aby mieć swój własny świat kryptowalut”.

„Kryptopia” Pierce’a nie jest jednak nawet najważniejszą, rozwijającą się historią, ponieważ gorączka Bitcoin w Salwadorze kradnie światło reflektorów. Chociaż popularny projekt Bitcoin Beach okazał się sukcesem, a […] Michael Peterson umożliwił mieszkańcom El Zonte używanie bitcoina jako alternatywnej metody płatności, nagła deklaracja prezydenta Salwadoru Nayiba Bukele, że Bitcoin stanie się prawnym środkiem płatniczym, rodzi poważne pytania.

Po tym, jak wiele lat wcześniej dał do zrozumienia, że ​​może wykonać ten ruch, Bukele połączył siły z kilkoma „Bitcoin Bros”, aby ostatecznie tak się stało.

Teraz, jeśli jesteś zagorzałym maksymalistą kryptowalut, będziesz postrzegać przyjęcie Bitcoina przez Salwador jako wyzwolenie, sposób dla obywateli na uwolnienie się od imperium USA i jego sojuszników. Przeciwny pogląd jest jednak taki, że jest to kolejny epizod kolonializmu blockchain. Jeśli rewolucja Bitcoin ucieleśnia wolność, nie zakładasz sklepu w kraju „rozwijającym się”, nie stajesz się najlepszym kumplem jego autokratycznego przywódcy i razem nie zmuszasz ludzi do korzystania z systemu monetarnego, któremu nie mają siły się sprzeciwić ani uciec.

Drama o Salwadorze pokazuje, że krypto elity mniej przypominają bojowników o wolność, a bardziej anarchistyczne klony gangsterów z Wall Street, których starali się obalić. W rzeczywistości, gdyby Bitcoin działał tak, jak proponował Nakamoto, w ogóle nie powstałaby krypto elita, nie mówiąc już o rosnącej sile inicjującej masowy skok do świata rozwijającego się, używając go jako kryptoimperialistycznej szalki Petriego.

Podczas gdy krypto elita jest obecna na całym świecie, społeczność krypto, obserwując z podziwem, jak ich przywódcy rozszerzają swoje imperium, walczą między sobą. Podział rządzi teraz tak zwanym ruchem proautonomicznym, pro-wyzwoleńczym. Widzieliśmy, jak wiele religii wyłoniło się z maksymalizmu Bitcoina, przez maksymalizm Ethereum, po maksymalizm stablecoin. Nie tylko istnieją kulty, ale kulty wewnątrz kultów, a my musimy tylko dołączyć do jednego, tworząc wściekły trybalizm, ten sam scentralizowany, regresywny dogmat, który powodował historyczne podziały. Dążymy do osiągnięcia „dominacji monety” oraz wyłonienia tej „najlepszej”. Do języka weszły nawet określenia w stylu „altcoin” lub „shitcoin”, tworząc klaster mentalności mafijnej.

Dramat związany z Robertem Breedlovem, umiarkowanym influencerem krypto, ilustruje tę absurdalną dynamikę wojny kulturowej. Kiedy odważył się zakwestionować swoją religię, publikując tweet promujący Bitclout, open-source blockchain „jak Bitcoin” – jego koledzy, o zgrozo, zaatakowali go za takie bluźnierstwo, jak promowanie – auć! – kolejnej kryptowaluty.

„Nie jestem Toksycznym Maxi, ani nawet Maksymalistą Bitcoina”, powiedział Breedlove. „Dążę do bycia suwerenną Indywidualnością, a moją najwyższą wartością jest Wolność. Jestem Maksymalistą Wolności.”

Pomimo tego, że nie zrobił żadnego researchu na temat Bitclout, padł ofiarą ataku nie tylko ze strony trolli, ale także znanych bitcoinowców, którzy oskarżyli Breedlove’a o płatne promowanie „shitcoina”. „Matt Odell oskarżył mnie o uprawianie oszustwa”, napisał Breedlove, „mówiąc, że umrę na wzgórzu bitcout”. Neil Jacobs, inny znany maksymalista Bitcoin, odpowiedział na tweet Matta Odella: „Dobrze powiedziane!”. Demon wewnątrz każdego fanatyka krypto eksplodował.

Ta i inne wojny o supremację tylko zwiększają stale rosnącą siłę krypto-elity. Tak jak jesteśmy komponentami machiny Wall Street, jesteśmy plebsem w rosnącym porządku elity kryptowalut. To nasza złość i pasja ją napędzają. Karmią nas wolnością […] za pośrednictwem kanałów społecznościowych i mediów. Sprzedają kryptowalutową wersję starszego systemu finansowego jako buntowniczy przełom w stylu yield farmingu, replik schematów Ponziego tradycyjnej bankowości opartej na rezerwie cząstkowej, jednocześnie zagarniając duże pieniądze poprzez opłaty.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Wraz z wojnami o supremację kryptowalut, które napędzają więcej podziałów i nierówności, bitcoinową elitą siejącą spustoszenie na skalę globalną, społeczność porzuca wizję Nakamoto, aby uczestniczyć w schematach Ponziego, to smutne, ale prawdziwe: ruch krypto powoli niszczy sam siebie.

Pogodzenie się z tym jest trudne. Musimy jeszcze przyznać, że gównoburza ma miejsce zarówno za kulisami, jak i na środku sceny. Nie chcemy wierzyć, że jest to starannie skonstruowana iluzja wolności, ponieważ jesteśmy pełni nadziei i euforii. Jesteśmy zbyt zaślepieni optymizmem i chciwością, by zajrzeć za zasłonę.

Gdyby ruch krypto cokolwiek osiągnął, w tej chwili mielibyśmy do czynienia z inną rzeczywistością. Nie bylibyśmy świadkami ogromnej bańki spekulacyjnej na rynku kryptowalut. Dbalibyśmy o Bitcoin i jego zasady, a nie o to, czy leci „NA KSIĘŻYC!”. Ani „HODL”, dopóki nie osiągniemy miliona, ani nie będziemy świadkami regularnych pump & dump, które każdego dnia przynoszą nowe ofiary.

Staralibysmy się osiągnąć stabilność cen, a nie jej ciągły wzrost, rozumiejąc, że gdyby bitcoin wspiął się na sześcio- czy siedmiocyfrowy poziom ceny, najbardziej wrażliwi pozostaliby ze swoimi torbami w rękach, a pierwsi użytkownicy robiliby wszystko, aby wyjść z rynku.

Patrzylibyśmy, jak władzę uzyskują rozsądni zwolennicy pieniędzy, a nie obserwowali szalejący atak influencerów, którzy wzbogacają się na szumie szumu. Widzielibyśmy wpływowe osobistości, takie jak bliźniacy Winklevoss, Anthony „Pomp” Pompliano i Peter McCormack z What Bitcoin Did, którzy promują solid money […].

Zamiast zapełniać nasze kanały na Twitterze alertami o cenie bitcoina osiągającej tysiące dolarów, pisaliby o tym, jak ceny pozostają stabilne. Zajmowaliby się niepewnymi obszarami kryptowalut, takimi jak Tether, stablecoin wspierany prawie niczym, który napędził większość ostatniego rajdu kryptowalut. Chcieliby wygnać z ekosystemu kryptowalutowego podejrzanych twórców nowych coinów i rezerwy cienia przypominające Wall Street , nie wspieraliby ich i zgłaszali budzące wątpliwości kwestie jako „FUD”.

(A co najważniejsze, przestaliby brzmieć jak członkowie tajemniczego kultu).

Ponieważ jednak nie jesteśmy świadkami niczego, co zostało wymienione powyżej, sen o kryptowalutach się rozpada. Ale czy jest martwy?

A jeśli jest jeszcze wcześnie? A co, jeśli doświadczamy etapu kryptowalutowego „Dzikiego Zachodu” i nie walczymy jeszcze z chaosem, który wprowadzi porządek? Być może, kiedy ta mania się skończy, prawdziwa cena bitcoina zostanie ujawniona, stanie się on mniej niestabilny i wysoce płynny, i zlikwiduje wszystkie bzdury tego cyklu, aby nigdy więcej nie miały już miejsca. To oczywiście odległa perspektywa, ale spójrzmy prawdzie w oczy: spośród narzędzi, które posiadamy, aby pozbyć się systemu kumoterskiego kapitalizmu, krypto jest nadal naszą największą szansą.

Ruch kryptowalutowy zaczął łączyć się z samą strukturą porządku i władzy, którą zamierzał pokonać, i nie wykazuje oznak odwrócenia. Jedyną drogą powrotną jest teraz monumentalna czystka kryptowalut, kolosalny reset, w którym Bitcoin jest silny i podtrzymuje rzekomo najlepsze cechy kapitalizmu, polegające na eliminowaniu złych aktorów i złych pomysłów. Jeśli nie doświadczymy takiego „resetu”, paradygmat kryptowalut zastąpi dotychczasowy porządek monetarny silniejszą, potężniejszą, bardziej technokratyczną elitą kształtującą jego agendę finansową, a nie ludźmi, których Satoshi Nakamoto postanowił wzmocnić.

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu We’re About to Witness the Great Cryptocurrency Reset autorstwa Concoda, opublikowanego 9.7.2021: link

BitcoinBTCKryptowaluty
Komentarze (0)
Dodaj komentarz