Kryptowaluty cofają się, a rynek wyraźnie łapie zadyszkę. Bitcoin spadł w okolice 76 tys. dolarów, Ethereum krąży przy 2300 dolarach, a inwestorzy patrzą na wykresy z większą ostrożnością niż jeszcze kilka tygodni temu. Pod powierzchnią dzieje się jednak coś znacznie ciekawszego niż same spadki. W ciągu ostatnich 24 godzin z rynku wyparowało ponad 190 milionów dolarów w likwidacjach, głównie po stronie pozycji nastawionych na wzrosty. Do tego dochodzi spadek otwartego zainteresowania kontraktami i rosnąca liczba shortów. Rynek zaczyna się bać, ale jednocześnie nie wszyscy wierzą, że to początek końca.
Kluczowy moment dla Ethereum
Ali Martinez zwraca uwagę na poziom, który może zdecydować o dalszym kierunku całego rynku. Ethereum testuje tzw. realized price w okolicach 2335 dolarów, czyli poziom, który historycznie często działał jako punkt zwrotny dla trendu. „Jeśli ETH utrzyma poziom 2335 dolarów jako wsparcie, tworzy to warunki do ruchu nawet w kierunku 5600 dolarów” – napisał ekspert na X’ie.
To moment, który może przesądzić, czy rynek wróci do wzrostów, czy utknie w dłuższej konsolidacji.
Najpierw hossa, potem potężny kryzys?
Jeszcze dalej idzie Michaël van de Poppe, który przedstawia scenariusz znacznie szerszy niż tylko krótkoterminowe wahania cen. „Uważam, że jesteśmy na krawędzi dużego kryzysu finansowego. Ale to jeszcze trochę potrwa. Najpierw spodziewałbym się długiej hossy na Bitcoinie w latach 2027–2028”.
Według niego rynek może jeszcze przeżyć jedną, solidną falę wzrostów, zanim globalna sytuacja finansowa zacznie się pogarszać. To scenariusz, który dobrze wpisuje się w historyczne cykle. Euforia na końcu, a dopiero potem twarde lądowanie.
Czytaj również w dziale kryptowaluty:
Ethereum balansuje nad 2000 USD. Kluczowe poziomy zdecydują o kierunku rynku
Cena XRP rośnie po tym, jak CEO Ripple otrzymał prestiżową nagrodę Uniwersytetu Harvarda
Znana kryptowaluta jest na krawędzi. To może stać się z kursem
Rynek na rozdrożu
Na ten moment rynek wysyła sprzeczne sygnały. Z jednej strony mamy strach, spadki i rosnącą ostrożność inwestorów. Z drugiej, poziomy techniczne, które wciąż dają szansę na odbicie i narrację, która zakłada jeszcze jeden duży ruch w górę.
I właśnie dlatego najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe, bo tym razem nie chodzi tylko o kolejne kilka procent. Chodzi o to, czy rynek zmierza w stronę końcówki cyklu… czy dopiero przygotowuje się na jego najbardziej spektakularny etap.