Rynek kryptowalut postanowił zademonstrować, że ostatni makabryczny krach na metalach szlachetnych to nadal nic w porównaniu z potencjalną zmiennością aktywów cyfrowych. Bitcoin po raz pierwszy od dłuższego czasu spadł poniżej poziomu 78 tysięcy dolarów, a w najgorszym momencie notowania zeszły w okolice 75 tysięcy USD. Dzienna przecena sięgnęła około 8 procent i pociągnęła za sobą praktycznie cały rynek.
Bitcoin i kryptowaluty wykrwawiają się na naszych oczach. Powody są jasne
Spadki, jak wspomnieliśmy we wstępie, nie ograniczają się wyłącznie do BTC. Ethereum znalazło sie na lokalnych minimach, a na większości altcoinów spadki są dwucyfrowe. Widać wyraźnie, że kapitał w panice ucieka z sektora kryptoaktywów i na razie nic nie wskazuje, żeby taka sytuacja miała się wkrótce odwrócić.
W mediach społecznościowych natychmiast ruszyła lawina komentarzy i rozpoczęło się poszukiwanie winnych. Jedni wskazują że przyczyną są napięcia geopolityczne, inni że to wina politycznych przetasowań w polityce pieniężnej, pojawiają się opinie o „destrukcyjnej bessie”. Jednak bliższe spojrzenie na dane pokazuje, że główny problem leży obecnie w samej strukturze rynku kryptowalut – w niedostatecznej płynności i nadmiernej dźwigni finansowej.
Jak zwraca uwagę The Kobeissi Letter, kluczowym czynnikiem były masowe likwidacje pozycji. W ciągu zaledwie kilkunastu godzin doszło do trzech dużych fal przymusowego zamykania transakcji o łącznej wartości około 1,3 miliarda dolarów. To klasyczny scenariusz znany z rynku krypto: inwestorzy grają na wysokiej dźwigni, cena zaczyna spadać, uruchamiają się stop lossy i automatyczne likwidacje, a to tylko pogłębia ruch w dół.
Schemat był dość czytelny. Najpierw Bitcoin konsolidował w okolicach 84 tysięcy dolarów. Potem pojawiła się pierwsza fala likwidacji, która przełamała lokalne wsparcia. Kolejne dwie fale tylko przyspieszyły spadki, aż rynek dotarł do poziomów w okolicach 78 tysięcy USD. W warunkach niskiej płynności – szczególnie charakterystycznej dla końcówki tygodnia – takie ruchy potrafią być gwałtowne i chaotyczne.
Problemem jest też średnioterminowy sentyment. Rynek kryptowalut ma tendencję do skrajności. Jeszcze niedawno (przynajmniej do słynnego krachu 10 października 2025 r.) dominowała euforia i przekonanie, że „tym razem jest inaczej” względem historycznych cykli. Teraz na spekulantów padł blady strach i wyprzedają swoje pozycje, nawet kosztem realizacji bolesnych, dotychczas papierowych strat.
To nie kryzys, to rezultat. Jak nisko spadniemy?
Nie bez znaczenia pozostają też wymienione w poprzednich akapitach czynniki makroekonomiczne i polityczne. Nieoficjalnie mówi się, że USA lada dzień mają zaatakować Iran. Równolegle w USA narasta niepewność związana z polityką monetarną. Nominacja Kevina Warsha na szefa Rezerwy Federalnej została odebrana jako sygnał możliwego zaostrzenia kursu wobec polityki stóp procentowych, co tradycyjnie nie sprzyja aktywom ryzykownym takch jak Bitcoin (i tym bardziej altcoiny).
Czy to już rynek niedźwiedzia? Spadek Bitcoina o około 35 procent od zeszłorocznych maksimów spełnia techniczne kryteria bessy. Analitycy zwracają uwagę, że kluczowe będą okolice 75–78 tysięcy dolarów. Jeśli na tych poziomach pojawi się realny popyt, rynek może spróbować się ustabilizować. Jeśli nie – presja spadkowa może się utrzymać, aż do rejonów poprzednich maksimów z listopada 2021 roku (ok. 69 tys. USD za BTC), które stanowi obecnie bardzo mocny psychologiczny poziom wsparcia.