Początek 2026 roku przyniósł kolejne punkty sporne w relacjach USA i UE. Wygląda na to, że Europa nie zamierza już pokornie słuchać rozkazów zza oceanu i zaczyna grać coraz ostrzej. Pojawia się coraz więcej spekulacji, że Unia Europejska może uderzyć w czuły punkt Amerykanów, którym są podmioty BigTech. Tylko czy to na pewno dobrym pomysł? O tym, jak ryzykowne są uderzenie w media społecznościowe, które są w obcych rękach, przekonał się nawet Donald Trump, gdy blokował chińskiego TikToka. Szybko zrozumiał, że wyłączenie tej aplikacji w USA to zły pomysł. Jaki pomysł ma na to Unia Europejska i czy wyciągnęła wnioski z błędu Trumpa?
UE pozbędzie się firm z BigTech? Czas na „suwerenność cyfrową”
Wygląda na to, że Unia Europejska nie zamierza ulegać Stanom Zjednoczonym w każdej kwestii i stawia na niezależność. Co więcej, pojawia się szansa na to, że strategia obrony zamieni się w atak, którego głównym celem może być tzw. BigTech. To określenie grupy największych i wpływowych firm technologicznych. Do tej grupy zalicza się Google/Alphabet, Amazon, Meta/Facebook, Apple oraz Microsoft. Europa jest świadoma uzależnienia od amerykańskich BigTechów i ma plan, by zmienić swoje położenie.
Z ostatniej rezolucji Parlamentu Europejskiego wynika, że Unia Europejska stawia na suwerenność cyfrową i zamierza zastępować amerykańskie firmy technologicznej europejskimi firmami. Analiza sytuacji jest właściwa, ponieważ amerykańscy dostawcy, tacy jak AWS, Azure i Google Cloud, dominują i posiadają około 70–80% europejskiego rynku chmury obliczeniowej i infrastruktury cyfrowej. A jak wyglądają realne działania?
Na razie jest wspomniana rezolucja, która wzywa do priorytetowego traktowania opcji spoza USA w zamówieniach publicznych. Parlament wspiera również tworzenia „Eurostack”. Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie projekt, to „kompleksowa inicjatywa europejska mająca na celu budowę niezależnej infrastruktury cyfrowej, obejmującej m.in. chmurę obliczeniową, sztuczną inteligencję (AI), półprzewodniki, sieci i platformy społecznościowe. Jej głównym celem jest zmniejszenie zależności od amerykańskich firm technologicznych (Big Tech) oraz wzmocnienie suwerenności cyfrowej UE„.
Dobrobyt i komfort uśpiły czujność Europy
Johan Linåker, starszy badacz w RISE Research Institutes of Sweden i adiunkta na Uniwersytecie w Lund, ocenił, samozadowolenie Europy doprowadziło Unię do punktu, w którym większość jej zasobów działa w oparciu o chmury dostarczane przez amerykańskie duże firmy technologiczne. Jak stwierdził badacz „Sektor publiczny i rządy od dziesięcioleci cierpią na syndrom komfortu. Istnieje tradycja konserwatywnej kultury zamówień publicznych, niechęci do ryzyka i preferowania status quo”.
Pierwsze próby na rzecz uniezależnienia się od amerykańskiego sektora BigTech pojawiły się 2024 roku. Wtedy fińska polityk Henna Virkkune objęła szefostwo nad nowo utworzonym zespołem ds. suwerenności technologicznej, bezpieczeństwa i demokracji. Jej zadaniem jest zmniejszenie zależności i opracowanie polityk, które zapewnią bezpieczeństwo cyfrowe UE. W tym samym czasie wspomniany Eurostack, który ma wspierać budowanie cyfrowej niezależności Europy.
Reakcja właściwa, ale spóźniona?
Wygląda na to, że otrzeźwienie Europy w tej kwestii przyszło za późno i w nieodpowiednim momencie. Niemiecki think tank Bertelsmann Stiftung szacuje, że osiągnięcie celu przez Eurostack zajmie około dekady i 300 miliardów euro. Z kolei amerykańska organizacja handlowa Chamber of Progress szacuje, że taki proces pochłonie nawet ponad 5 bilionów euro.
Linåker zasygnalizował, że sukces w dużej mierze zależy też od polityków. Badacz uważa, że to ze strony decydentów powinien pójść przykład. Jak stwierdził: „Decydenci i rządy muszą dawać przykład, przenosząc debatę publiczną i komunikację poza dotychczasowe platformy X, w stronę rozwiązań takich jak Mastodon, które umożliwiają otwartą i sfederowaną infrastrukturę, niezależną od żadnego pojedynczego podmiotu” – powiedział„.
Wydaje się, że to właśnie tu tkwi największy problem. To nie pieniądze i czas są największą barierą. Europa musi się zastanowić, jak przekona swoich obywateli do porzucenia platform BigTech, z których powszechnie korzystają. Kilka przykładów innych państw pokazuje, że siłowe i radykalne rozwiązania zawodzą.