Stare tankowce w pośpiechu przywracane, czyli czemu Iran nie może wstrzymać wydobycia – nawet jeśli nic na nim nie zarabia

Iran podejmuje coraz bardziej desperackie kroki, by uniknąć wymuszonego wstrzymania wydobycia – co może mieć, z przyczyn technicznych, katastrofalne konsekwencje. Nie będąc w stanie – z uwagi na amerykańską blokadę morską – kontynuować eksportu naftowego, kraj ten zmuszony jest do magazynowania coraz większych ilości niesprzedanej ropy. Według doniesień analityków i obserwatorów rynku, Teheran przywraca do użytku stare, wycofane z eksploatacji tankowce, które mają służyć jako pływające magazyny.

To tylko jeden z elementów szeregu gorączkowych działań mających na celu odciążenie przepełnionych zbiorników na wyspie Chark – centralnym węźle logistycznym i kluczowym punkcie przeładunkowym eksportowanej przez Iran ropy. Zgodnie z danymi z 22 kwietnia, magazyny na wyspie Chark osiągnęły poziom zapełnienia zbiorników wynoszący 98,7 proc. – co stanowi wartość krytyczną i zmusza do pilnego przekierowania kolejnych napływających wolumenów ropy, byle tylko uniknąć przymusowego wstrzymania wydobycia. Której to ropy nie ma jednak gdzie przechowywać.

Iran pod ciśnieniem

Aby choć prowizorycznie temu brakowi przepustowości zaradzić, Iran w pośpiechu przywraca do użytku stare, często zaniedbane tankowce, w tym typu Suezmax i VLCC, które zostały wycofane w latach 2010–2015 z powodu negatywnej oceny ekonomicznych i technologicznych perspektyw ich dalszego wykorzystywania. Działania te objąć miały (co potwierdzają raporty z portów w Bandar-e-Abbas i Buszehr) co najmniej 12 tankowców, w tym Al-MadinaAl-Salamah czy Nasha – a wymagają one szeregu prac, m.in. wymiany pomp, systemów sterowania czy bezpieczeństwa.

Wszystkie one maja posłużyć jako tymczasowe miejsca magazynowania ropy, którą Iran wciąż tłoczy z pól naftowych, choć nie jest w stanie jej sprzedać i obecnie nic na niej nie zarabia. Musi jednak to robić, gdyż w przeciwnym przypadku kraj ten naraziłby się na jeszcze gorsze straty. Zatrzymanie wydobycia na polach naftowych prowadzi bowiem nie tylko do uszkodzeń infrastruktury, ale też trwałego, quasi-nieodwracalnego spadku zasobności złóż. Z tego też względu nawet normalnie procedury wygaszania wydobycia w odwiertach naftowych są procesami długimi, skomplikowanymi i wymagającymi.

Przepływ, którego lepiej nie zatrzymywać

O co konkretnie chodzi? Głównym problemem jest naruszenie równowagi ciśnieniowej w złożu. Zbiorniki ropy nie są podziemnymi jeziorami, lecz porowatymi skałami nasyconymi węglowodorami, w których przepływ jest kontrolowany poprzez precyzyjną regulację ciśnienia gazu i wody. Nagłe zatrzymanie produkcji powoduje spadek ciśnienia, co może doprowadzić do zjawiska zwanego „konowaniem wody” (water coning), czyli wtargnięcia wody ze spodu do warstw naftowych. Gdy woda zanieczyści skałę zbiornikową, znacząca część ropy zostaje trwale uwięziona i staje się nie do odzyskania.

W przypadku irańskich pól, gdzie wiele złóż jest już w zaawansowanym stadium eksploatacji, ryzyko trwałego spadku wydajności jest szczególnie wysokie. Każdy miesiąc przestoju może obniżyć potencjał wydobywczy o 5-10% w dłuższej perspektywie. W przypadku Iranu, który przed nałożeniem sankcji wydobywał około 3,8 mln baryłek dziennie, straty mogłyby sięgać setek tysięcy baryłek dziennie. Eksperci szacują, że po kilku miesiącach przerwy, niektóre szyby mogą stracić nawet 30–50% swojej pierwotnej wydajności. A problemy nie ograniczają się też do tego.

Same złe rozwiązania?

Także infrastruktura naftowa – kilometry rurociągów, stacje pomp, separatory i rafinerie – zaprojektowane są do ciągłej pracy. Gdy przepływ ropy nagle ustaje, grozi im korozja i degradacja. Ropa, zwłaszcza ta ciężka i siarkowa, jaką wydobywa Iran, zawiera związki chemiczne, które w kontakcie z powietrzem i wilgocią przyspieszają korozję stalowych rur i zbiorników. Bez stałej konserwacji, rury będą przeciekać, a zawory i pompy – ulegać awariom. W skrajnych przypadkach, zatrzymanie przepływu może prowadzić do zablokowania rurociągów przez osady parafinowe – co wymaga kosztownych i czasochłonnych czyszczeń.

Wszystko to sprawia, że bardziej od wstrzymania wydobycia Irańczykom może się opłacać nawet po prostu spalanie świeżo wydobytej ropy. Oprócz reaktywacji starych tankowców, Iran podjął szereg innych działań mających na celu odciążenie magazynów. Przyspieszono budowę nowych zbiorników lądowych, jednak ich uruchomienie zajmie co najmniej kilka miesięcy. Ponadto Iran zwiększył sprzedaż ropy na lokalnym rynku, oferując surowiec po zaniżonych cenach, co jednak nie jest w stanie zaabsorbować całej nadwyżki.