Algorytm Google to jedna z największych zagadek XXI wieku. Do momentu pojawienia się AI na taką skalę, jak widzimy dziś, było to jednak znacznie bardziej czytelne i wymierne. Jesteś wysoko w google pod interesujące Cię frazy? Zgarniasz największe kawałki internetowego tortu. Potem przyszła sztuczna inteligencja i zaczęła ten układ rozmontowywać śrubka po śrubce.
Google samo odpowiada, wydawcy tracą kliknięcia
Wydarzyło się coś, co wydawcom nie śniło się nawet w najgorszych koszmarach. Google na większość pytań odpowiada jeszcze przed kliknięciem w link odsyłający do jakiejkolwiek strony internetowej. Wyszukiwarka automatycznie streszcza cudze teksty i podaje gotową odpowiedź nad klasycznymi wynikami.
Efekt? Czytelnik coraz częściej nie ma powodu, żeby gdziekolwiek przechodzić, a wpływy wydawców lecą na łeb, na szyję. Nie wszyscy wobec tego rozwiązania przyjęli postawę bierną. Są tacy, którzy się postawili. Właśnie w ten mechanizm uderza teraz Wielka Brytania.
Wielka Brytania mówi „dość”. To może być precedens dla całego internetu
Brytyjski regulator Competition and Markets Authority właśnie nakłada na Google nowe wymagania. Chodzi między innymi o to, aby wydawcy mogli blokować wykorzystywanie swoich treści do zasilania funkcji AI amerykańskiego giganta. Chcecie wyświetlać coś nad wynikami wyszukiwania? Okej, ale bez naszych treści.
Google ma w Wielkiej Brytanii specjalny status firmy o strategicznym znaczeniu rynkowym. To daje możliwość narzucania jej własnych zasad, które mają zwiększać przejrzystość i ograniczać nadużywanie pozycji monopolisty, jakim niewątpliwie jest.
Dla wydawców to nie jest akademicka dyskusja o przyszłości internetu. To rozmowa o pieniądzach, widoczności w sieci. Często nawet o przetrwaniu, bo serwisy informacyjne już teraz alarmują, że funkcje typu AI Overviews potrafią mocno obcinać liczbę kliknięć. Użytkownik dostaje streszczenie nad wynikami. Często nie czuje więc potrzeby, by wejść na stronę, z której pochodzą informacje. W końcu czas to pieniądz.
Co na to wszystko Google? Testuje rozwiązania, które mają na celu przekierowywanie ruchu z AI Overviews na strony. Pewnie coś w stylu „Czytaj dalej tutaj”. Czy mają zamiar karać tych, którzy skorzystają z opcji samowykluczenia? Zapowiadają, że nie będzie miało to wpływu na wyniki wyszukiwania, ale… kto ich tam wie.
Żeby była jasność. To nie jest tylko lokalny spór między brytyjskim regulatorem a amerykańską korporacją. To może być test dla całego internetu, który wykreuje ważne precedensy. Za Wielką Brytanią mogą pójść Unia Europejska, Indie czy nawet i same Stany Zjednoczone. A wtedy sens AI Overviews może zostać zachwiany.
Czytaj również w dziale nowe technologie na Bithub:
Chińczycy sypią miliardami w AI. DeepSeek ma być wart fortunę i wysyła jasny sygnał do USA
Microsoft prezentuje chip kwantowy, obiecuje adopcję przed końcem dekady
Giganci tracą na AI. Łącznie nawet 800 miliardów dolarów strat