NASA po raz kolejny zmodyfikowała harmonogram programu Artemis, który ma doprowadzić do spektakularnego powrotu człowieka na Księżyc. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kolejne opóźnienie. W rzeczywistości agencja próbuje uporządkować projekt, który od lat zmaga się z rosnącymi kosztami i przesuwanymi terminami. Nowy administrator NASA, Jared Isaacman, ogłosił, że misja Artemis II, podczas której astronauci polecą wokół Księżyca, została przesunięta na kwiecień przyszłego roku.
Lądowanie na Księżycu, ale w innej misji
Jeszcze większe zmiany dotyczą kolejnych etapów programu. Początkowo to Artemis III miała w 2028 roku doprowadzić do pierwszego od ponad pół wieku lądowania ludzi na Księżycu. NASA zdecydowała jednak, że ta misja zostanie wykorzystana do ćwiczeń dokowania statków kosmicznych na orbicie okołoziemskiej.
Samo lądowanie zostało przesunięte na następną wyprawę, czyli Artemis IV. Według NASA taka zmiana ma pomóc w przyspieszeniu całego programu. Obecnie misje księżycowe startują średnio raz na trzy lata, co zdaniem kierownictwa agencji jest zdecydowanie zbyt wolnym tempem. Nowy plan zakłada zwiększenie częstotliwości startów nawet do jednej misji co około 10 miesięcy.
Największy problem? Koszt rakiety
W tle zmian znajduje się jednak kluczowy problem, którym jak zwykle są pieniądze. Rakieta Space Launch System (SLS), która ma wynosić astronautów w kierunku Księżyca, należy do najdroższych projektów kosmicznych w historii. Każdy start tej konstrukcji kosztuje około 4,1 miliarda dolarów.
To właśnie wysokie koszty sprawiły, że w Kongresie coraz częściej pojawiają się pomysły, aby zastąpić SLS tańszymi rakietami prywatnych firm. Przede wszystkim Starshipem od SpaceX Elona Muska.
NASA chce temu zapobiec poprzez uproszczenie konstrukcji. Agencja planuje zrezygnować z części modernizacji i wykorzystać sprawdzony drugi stopień Centaur, używany już w rakietach Vulcan. Celem jest obniżenie kosztów produkcji i przyspieszenie budowy kolejnych rakiet.
Dla firm takich jak Boeing, Northrop Grumman i Lockheed Martin, które uczestniczą w projekcie, stawka jest ogromna. Chodzi o kontrakty warte dziesiątki miliardów dolarów i przyszłość amerykańskiego programu księżycowego. Pozostaje pytanie, czy NASA zdąży wrócić na Księżyc, zanim zrobią to prywatne firmy.