„Kod chroniony jako forma wypowiedzi”. Lokalne władze chcą cenzurować software mimo konstytucyjnej ochrony

Władze stanu Kalifornia, znanego jako jeden z najbardziej agresywnych w kwestii prób ograniczenia gwarantowanego w USA prawa do posiadania broni, usiłują egzekwować swoje przepisy wobec mieszkańców… nie, nie Kalifornii, a innych stanów. Czynią to przy tym w sposób, w ramach którego – aby walczyć z powyższym prawem – dodatkowo godzą także w wolność słowa i prawo swobody wypowiedzi. O co konkretnie chodzi?

W lutym tego roku władze stanowe zainicjowały postępowanie sądowe przeciwko podmiotom z Florydy, takim jak Gatalog Foundation Inc. i CTRLPew LLC, oraz ponad stu osobom fizycznym. Pozew, złożony w sądzie w San Francisco, dotyczy dystrybucji plików cyfrowych umożliwiających druk 3D elementów broni palnej, w tym szkieletów pistoletów, komór zamkowych karabinów, tłumików i magazynków o standardowych pojemności (w żargonie władz stanowych nazywanej „wielką” pojemnością).

Pliki te, dostępne poprzez strony thegatalog.com i ctrlpew.com, linkują do platform jak Odysee, gdzie użytkownicy mogą pobrać ponad 150 wzorów (a na najsłynniejszej takiej stronie, defcad,com, jeszcze więcej). Tymczasem Kalifornia i jej znane z przeregulowania przepisy, w tym sekcje 3273.61 i 3273.625 tamtejszego Kodeksu Cywilnego, od stycznia tego roku zakazują ułatwiania nielicencjonowanej produkcji broni za pomocą drukarek 3D oraz rozpowszechniania „cyfrowego kodu do produkcji broni” wśród osób bez licencji na obrót bronią.

Uciążliwa konstytucja, co władzom zawadza

Przepisy te same w sobie są przedmiotem prawnych kontrowersji. Jak bowiem argumentują stowarzyszenia i grupy wolnościowe, II Poprawka do Konstytucji USA, gwarantująca prawo do posiadania i noszenia broni, obejmuje również nabycie tejże broni (w tym wykonanie jej samemu). Z kolei w zakres działania I Poprawki, która zapewnia wolność słowa, wyznania czy prasy, zgodnie z obowiązującym precedensem wlicza się również kod programu, uznawany za chronioną formę wyrazu.

Co więcej, jako takowe traktuje się tam także pliki CAD i instrukcje, analogicznie do oprogramowania szyfrującego czy danych technicznych. Obowiązujące w USA orzecznictwo, w tym słynny wyrok w sprawie NYSPRA vs. Bruen, uznaje za domyślny brak restrykcji – aby uzasadnić te ostatnie, władze muszą udowodnić historyczny precedens. Takowego w przypadku plików CAD i wytwarzania broni na drukarkach 3D naturalnie nie ma, stąd też zakaz ten ma spore szanse doczekać się sądowego unieważnienia.

Kalifornia jednak owe zarzuty odpiera, twierdząc, że ma prawo owe prawa ograniczyć w imię „ważnego interesu rządu”, zaś przepisy rzuciła się egzekwować – nie tylko u siebie. Śledczy władz stanowych wyselekcjonowali grono osób najbardziej znanych w społeczności pasjonatów wykorzystania druku 3D do konstrukcji broni. Następnie, korzystając z adresu IP z San Francisco, pobrali pliki z ich stron i skonstruowali funkcjonalny pistolet (w typie Glocka), co posłużyło jako dowód naruszenia prawa.

Kalifornia na swoim – i cudzym. A co!

W złożonym przez siebie pozwie biuro Roba Bonty, prokuratora generalnego Kalifornii, domaga się permanentnego zakazu dystrybucji plików, zapłaty kar cywilnych oraz likwidacji działalności pozwanych. Oczywiście „drobny” problem polega na tym, że pozwali są mieszkańcami Florydy, gdzie dystrybucja takich plików nie jest w żaden sposób ograniczona, i którzy nie mają żadnego obowiązku, by dodatkowo podporządkowywać się przepisom innego, obcego im stanu, jakim jest Kalifornia.

Biorąc pod uwagę, że Kalifornia skierowała sprawę przeciwko nim do własnego sądu, jest dość prawdopodobne, że tę sprawę może wygrać. Ważniejszym jest jednak pytanie, czy może ewentualny wyrok w jakikolwiek sposób wyegzekwować – a to raczej wątpliwe. Wymagałoby to bowiem uznania owego wyroku przez sąd na Florydzie, na podstawie prawa, które tam nie obowiązuje, i współpracy władz stanowych Florydy, które w kwestii I i II poprawki zajmują krańcowo odmienne stanowisko.

Cała sprawa ma o tyle wielkie znaczenie, że w ten sposób Kalifornia usiłuje narzucić własne przepisy reszcie Ameryki, ignorując kompetencje Kongresu czy konstytucyjne wolności i tworząc precedens dla ogólnokrajowej cenzury cyfrowej. Nawet zresztą jeśli nie wygrają one procesu, same wydatki na adwokatów mogą stanowić dla oskarżonych ogromne obciążenie – podczas gdy prokurator Bonta działa za pieniądze podatników. I taki właśnie może być cel kontrolowanych przez Demokratów władz tego stanu.