W ostatnich dniach Starlink, powszechnie znany system szerokopasmowego, satelitarnego połączenia internetowego firmy SpaceX, przeżywa próbę, jakiego bodaj nie doświadczył jeszcze żaden cywilny produkt łącznościowy w historii. Starlink stał się krytycznym elementem rozproszonej walki z cenzurą i całkowitą blokadą Internetu, jaką od 8 stycznia bieżącego roku objęty został Iran w związku z masowymi protestami. Od kilku dni (tj. około 13 stycznia) SpaceX i Elon Musk oferują Irańczykom darmowe połączenie, umożliwiając obejście blokady nałożonej na sieci kablowe czy komórkowe
Oczywiście w myśl przepisów, jakimi Iran został spętany przez teokratyczno-policyjny reżim Republiki Islamskiej, samo posiadanie terminali Starlinka jest tam nielegalne i grozi natychmiastowym aresztowaniem (a potem potencjalnie i egzekucją). Pojawiały się sygnały, że – niczym niegdyś stalinowskie NKWD – w niektórych miastach funkcjonariusze formacji i bojówek reżimu chodzą od domu do domu, prowadząc brutalne rewizje w poszukiwaniu tych terminali. Mimo to ocenia się, że terminali tych przemycono do Iranu dziesiątki tysięcy sztuk.
Iran pod kopułą gromu zakłóceń
Nie będąc w stanie zablokować połączenia Irańczyków ze światem poprzez represje, reżim w Teheranie nasilił działania techniczne. Rozpoczęto masowe zakłócanie łączności – wedle niektórych doniesień, z intensywnością, która groźna jest dla zdrowia mieszkańców – wykorzystując do tego wojskowe systemy EW/ECM (electronic warfare/electronic counter-measures), produkcji rosyjskiej i/lub chińskiej. Systemy te przeznaczone są do użytku na polu bitwy i służyć mają do całkowitego zdominowania przestrzeni radioelektronicznej w jego obrębie.
Wykorzystane przez reżim jammery zalewają kanały transmisji szumem lub fałszywymi sygnałami. To prowadzi do sekwencyjnego zakłócania widoczności sygnału z satelitów, czyniąc terminale chwilowo bezużytecznymi. Mimo to, efekt ten jest tymczasowy, i nie całkowicie skuteczny – prowadzi do utraty 30-80 procent pakietów danych. To z jednej strony dużo. Z drugiej jednak – kategorycznie za mało, aby odciąć informacyjnie Iran od światowego internetu. Jedna piata przepływu informacyjnego wystarcza, aby na zewnątrz przedostawały się sygnały dot. tego, co się w tym kraju dzieje.
Starlink przeżyje elektroniczną garotę?
Warto wspomnieć, że tak inżynierowie SpaceX-a, podobnie jak obeznani technicznie Irańczycy, prowadzą nieustanną grę w kotka i myszkę z wysiłkami reżimu w zakresie zakłócania – bardzo intensywnymi, ale niezbyt wyrafinowanymi technicznie. Sama zresztą architektura Starlinka, dzięki konstelacji około 10 tys. satelitów krążących z prędkością 27 tys. km/h, sprawia, że jest on relatywnie trudny do zakłócenia. Firma ma monitorować i kontrować irańskie interferencje, w tym jamming sygnału i spoofing GPS-u. Prędkość transmisji jest niewielka i niestabilna – ale umożliwia podstawową komunikację.
W ten sposób Iran stał się dla Starlinka – cywilnego, choć przecież wykrozystywanego wojskowo systemu – próbą cięższą niż nawet Ukraina. W toczącej się tam wojnie, w ramach której był i jest szeroko wykorzystywany do zapewnienia łączności oddziałom ukraińskim (a jak chcą nieoficjalne i dementowane plotki – także do bezpośredniego naprowadzania uzbrojenia kierowanego na cele rosyjskie), wielokrotnie był on celem prób zakłócenia – ale nigdy nie na taką skalę, z taką intensywnością i przez tak długi jednostajny okres, jak obecnie ma to miejsce w Iranie.