Amerykańskie władze, świadome problemu związanego z niedostatkiem energii, przed którym stoi ich gospodarka (nie tylko ich) – szczególnie zaś wyjątkowo energochłonne sektory, jak rozwój sztucznej inteligencji – chcą w tej sprawie „uciec do przodu”, jakkolwiek w oparciu o aktywa rodem z przeszłości. Waszyngton rozpoczyna program, w ramach którego pluton – który w najgłębszych latach Zimnej Wojny stanowiły uzbrojenie głowic nuklearnych – trafi w ręce pięciu prywatnych przedsiębiorstw energetycznych, jako paliwo nuklearne.
Pluton ten pochodzi z głowic, które już wycofano z użytku. Sam materiał miał trafić do utylizacji, choć jest to proces kosztowny, zaś samo jego składowanie – niebezpieczne i uciążliwe. Dotychczasowy plan zakładał trwałe zakopanie tego materiału pod ziemią, co wiązałoby się z wydatkami na utrzymanie zabezpieczeń przez co najmniej dziesięciolecia. Jak się jednak okazało, radioaktywny metal, który dotąd stanowił kosztowne obciążenie, można jednak twórco i efektywnie wykorzystać.
„Pluton z demobilu”
Zamiast trwale składować ten materiał jako odpad o najwyższym stopniu niebezpieczeństwa, rząd federalny zdecydował o przekształceniu go w paliwo dla zaawansowanych reaktorów jądrowych mających zasilać centra danych. Chodzi tutaj o aż dwadzieścia ton tego metalu (dla porównania – w niekończących się i ciągle zrywanych negocjacjach USA z Iranem jednym z głównych kwestii zapalnych jest problem irańskiego materiału rozszczepialnego – w ilości najwyżej kilkuset kilogramów).
W ramach programu Surplus Plutonium Utilization Program (czyli, w wolnym tłumaczeniu, oferującego „pluton z demobilu”), ustanowionego w 2025 roku, Departament Energii wybrał do zaawansowanych negocjacji spółki Oklo, Standard Nuclear, Exodys Energy, SHINE Technologies oraz Flibe Energy. Jest to pierwsza w historii inicjatywa udostępniająca prywatnym podmiotom broń jądrową w postaci surowca do celów komercyjnych.
Program ten nie jest pierwszym podejściem do konwersji nadmiaru plutonu w paliwo cywilne: już dwadzieścia lat temu, za rządów administracji Clintona, podjęto próbę budowy zakładu produkującego mieszane paliwo tlenkowe (MOX) z nadwyżek plutonu. Koszty przedsięwzięcia okazały się jednak tak wysokie, że projekt ostatecznie zarzucono. Tym razem jednak Departament Energii argumentuje, że zaawansowane reaktory, w odróżnieniu od konwencjonalnych reaktorów lekkowodnych, są „głodne paliwa” i potrzebują właśnie takiego rozwiązania, by przyspieszyć ich wdrażanie na rynek.
Głód energii w wielkim świecie
Co istotne, Stany Zjednoczone wciąż importują znaczną część wzbogaconego uranu, który wykorzystują w swoich elektrowniach – jeszcze w zeszłym roku Rosja, dostarczała 20% uranu dla amerykańskich reaktorów komercyjnych, pomimo wszystkich sankcji, geopolitycznych napięć i nieporozumień. Nowy program ma nie tylko zaspokoić zapotrzebowanie na paliwo, ale także zredukować uzależnienie od zagranicznych dostawców i pobudzić innowacje w dziedzinie recyklingu jądrowego oraz prywatnych inwestycji w sektorze energetyki jądrowej.
Warto zauważyć, że pluton dotychczas traktowano jako materiał o jednoznacznie militarnym wykorzystaniu – skutkiem czego poza zastosowaniem w głowicach jądrowych stanowił on, w najlepszym wypadku, odpad poprodukcyjny (w tym gorszym – zagrożenie proliferacyjne). Teraz ma szansę stać się cennym (i to jak!) surowcem. Krytycy zwracają jednak uwagę na historyczne niepowodzenia w cywilnym wykorzystaniu plutonu, w tym na ryzyko związane z bezpieczeństwem i potencjalnymi nadużyciami.
Tym razem jednak Waszyngton liczy na to, że współpraca z prywatnymi podmiotami i wykorzystanie istniejących zasobów plutonu pozwoli ominąć te bariery i przyspieszyć „renesans jądrowy” w USA