Zamiast przelewu na ponad pół miliona funtów – zdjęcie animowanego chamika w stroju Godzilli. W taki sposób adwokat znanego i lubianego forum 4chan zareagował na grzywnę, którą nałożyli na nie brytyjscy urzędnicy odpowiedzialni za cenzurę Internetu. Nałożyli, nie mając ku temu żadnej władzy – twierdzi forum – i ani myśli czegokolwiek płacić.
19 marca 2026 roku brytyjski regulator Ofcom nałożył na amerykańskie forum 4chan karę w wysokości 520 tys. funtów. Na kwotę tę składają się trzy elementy: 450 tys. funtów za nieprowadzenie mechanizmów weryfikacji wieku na forum, 50 tys. funtów za niedopełnienie obowiązku oceny ryzyka publikacji treści nielegalnych oraz 20 tys. funtów za braki w regulaminie dotyczącym „ochrony” przed materiałami o charakterze przestępczym. Wszystko to ma być karą za nieprzestrzeganie brytyjskiej ustawy Online Safety Act.
Do kary doliczane są dzienne odsetki w wysokości około 800 funtów. Te z kolei miałyby być sankcją za nieopłacenie grzywny w terminie – oczywiście zakładając, że tak je, jak i podstawową kwotę udałoby się brytyjskim urzędnikom wyegzekwować. Na tym zresztą nie koniec, i Ofcom grozi zwiększeniem kar do poziomu 18 milionów funtów lub 10 procent światowego obrotu, a także postępowaniem karnym wobec właścicieli forum bądź jego administratorów, w którym miałoby im grozić do dwóch lat więzienia.
4chan grzywien nakładanych przez Ofcom nie zamierza jednak płacić. Nie tylko w terminie, ale w ogóle. Nie jest to zresztą pierwszy podobny przypadek – obecny krok to jedynie najnowszy akcent długiego sporu. Pierwsze żądanie, by 4chan podporządkował się zapisom OSA, Ofcom wystosował w kwietniu 2025 r. Do czerwca 2025 roku wszczęto formalne dochodzenie. W październiku 2025 roku nałożył na forum karę w wysokości 20 000 funtów plus 100 funtów dziennie.
Nic wam nie zapłacimy – ale łapcie miłego chomika!
Tamtej grzywny 4chan także nie zresztą zapłacił. Konsekwentnie twierdzi bowiem, że Wielka Brytania, jej rząd i aparat państwowy nie mają nad nim, jako podmiotem amerykańskim, żadnej władzy – i otwarcie szydzi z prób wyegzekwowania przez nie tej władzy. Sam natomiast w sierpniu 2025 roku, wraz z platformą Kiwi Farms, złożył pozew w amerykańskim sądzie federalnym, kwestionując kompetencje regulatora do nakładania obowiązków na podmioty amerykańskie oraz wymierzania im kar.
Forum zarejestrowane jest bowiem w Delaware, z serwerami wyłącznie na terytorium Stanów Zjednoczonych i bez jakiejkolwiek obecności prawnej lub operacyjnej w Wielkiej Brytanii. Mając to na względzie, 4chan odmawia przestrzegania ustawy Online Safety Act (OSA). Urzędnicy Ofcomu twierdzą jednak, że ustawa ta obowiązuje także poza granicami Wielkiej Brytanii – powołując się na… zapisy samej OSA. I na tej podstawie, mając na względzie „nieposłuszeństwo” forum, wymierzyli mu najnowszą grzywnę.
W reakcji na przesłaną mu decyzję o nałożeniu grzywny, adwokat reprezentujący 4chan, Preston Byrne, odesłał urzędnikom Ofcomu fotografię gigantycznego, memicznego chomika, przedstawionego w kostiumie Godzilli i trzymającego ogromny orzeszek ziemny podczas pobytu w Tokio. Jak zasugerował, jest to jedyna odpowiedź, na jaką zasługują urzędnicy – nieco poważniej przypominając im także złośliwie, że chyba zapomnieli, że Wielka Brytania przegrała wojnę o niepodległość USA.
4chan w wielkiej polityce?
Zapisy Online Safety Act nie po raz pierwszy są przedmiotem nasilonych kontrowersji. Nie chodzi tu jedynie o agresywny, restrykcyjny charakter jej zapisów i represyjną cenzurę komunikacyjną, ale też o fakt, że ustawą tą Wielka Brytania próbuje przyznać sobie prawo do regulowania komunikacji internetowej poza swoimi granicami. Ustawa nakłada na platformy internetowe obowiązki w zakresie oceny ryzyka i moderacji treści, co w praktyce prowadzi do ingerencji w wolność wypowiedzi i komunikacji.
Tymczasem podmioty amerykańskie – a w USA zarejestrowana jest, jak wiadomo, znacząca część platform i forów internetowych – przyzwyczajone do swobód gwarantowanych na mocy Pierwszej Poprawki do Konstytucji USA (wolność słowa, wyznania, prasy etc.). Wedle prawa amerykańskiego, brytyjskie przepisy pozostają bez mocy prawnej, zaś próby ich bezpośredniego egzekwowania przez zagraniczne urzędy naruszają suwerenność USA.
Problem ten wywołał już zresztą zgrzyty dyplomatyczne. Biały Dom wrogo reaguje na próby podporządkowywania sobie amerykańskich firm przez zagraniczne jurysdykcje, zaś urząd brytyjskiego premiera wyrażał „pełne poparcie” dla działań Ofcomu.