Pogłębiają się problemy rynku nieruchomości. Padł rekord wyszukiwań frazy „nie mogę sprzedać domu”

Coraz więcej osób na świecie wpisuje po angielsku w wyszukiwarkę frazę „can’t sell house”, czyli po prostu „nie mogę sprzedać domu”. Sam wykres z platformy do analizy trendów Google Trends nie jest jeszcze co prawda twardym dowodem na załamanie rynku, ale bardzo dobrze pokazuje zmianę nastrojów: właściciele nieruchomości znacznie częściej niż dotychczas poszukują odpowiedzi na pytanie, dlaczego sprzedaż przestała być taka szybka i łatwa. I nie dzieje się to bez powodu.

Właściciele nieruchomości narzekają na rynek. „Nie mogę sprzedać domu”

Najważniejsza przyczyna jest prosta: przez długi czas koszt finansowania zakupu mieszkania lub domu był na tyle wysoki, że wielu potencjalnych kupujących zwyczajnie wypadło z rynku. W Stanach Zjednoczonych, które pozostają jednym z najważniejszych barometrów globalnych trendów mieszkaniowych, Narodowe Stowarzyszenie Pośredników Nieruchomości podawało jeszcze pod koniec 2025 roku, że zejście przeciętnego oprocentowania kredytów hipotecznych z okolic 7 proc. do 6 proc. mogłoby przywrócić do gry nawet 5,5 mln gospodarstw domowych. To dobrze pokazuje skalę problemu: skoro nawet niewielki spadek rat może uruchomić tak dużą grupę klientów, to znaczy, że wcześniej ogromna część popytu była po prostu zablokowana przez drogi kredyt.

Drugi powód to zderzenie cen sprzedających z możliwościami kupujących. W wielu miejscach świata właściciele długo przyzwyczajali się do rynku, na którym dom sprzedawał się szybko, często po wysokiej cenie i przy ograniczonej negocjacji. Tyle że ten układ zaczął się zmieniać. Redfin zwracał uwagę, że już w 2025 roku mediana czasu potrzebnego na sprzedaż oferty wystawionej na rynek wzrosła z 47 do 54 dni. To nie jest jeszcze krach, ale jest to wyraźny sygnał, że kupujący odzyskują część przewagi, a sprzedający muszą schodzić z oczekiwań.

Trzecia przyczyna to rosnąca podaż. Kiedy na rynku pojawia się więcej ofert, każdy kolejny dom lub mieszkanie musi mocniej walczyć o uwagę nabywcy. Według najnowszych danych NAR liczba niesprzedanych nieruchomości w lutym 2026 roku wyniosła 1,29 mln lokali, a zapas ofert odpowiadał 3,8 miesiąca sprzedaży. Jednocześnie zasób mieszkań dostępnych na rynku był wyższy niż rok wcześniej. To oznacza, że właściciel, który jeszcze niedawno liczył na szybką transakcję, dziś częściej trafia na większą konkurencję i bardziej wybrednego klienta.

Szukasz winnych? Spójrz w lustro

Dochodzi do tego problem, który jest mniej spektakularny, ale bardzo realny: domy często są po prostu źle wycenione względem nowych warunków. Na rynku, który przez lata przyzwyczaił sprzedających do stałych wzrostów, wielu właścicieli nadal myśli kategoriami „powinienem dostać tyle, ile sąsiad dwa lata temu”. Tymczasem w części regionów ceny ofertowe już zaczęły mięknąć. Realtor.com informował na początku 2026 roku, że w zachodniej części USA mediany cen ofertowych spadały rok do roku, a analitycy wprost wiązali to z presją wysokich kosztów życia i słabszym popytem wynikającym z drogich kredytów.

W praktyce oznacza to, że rosnące zainteresowanie hasłem „can’t sell house” nie musi oznaczać masowego załamania cen, ale raczej bolesne przejście z rynku sprzedającego do rynku bardziej zrównoważonego. Zillow przewiduje na 2026 rok większą równowagę, poprawę dostępności mieszkań dla kupujących i większą stabilność cen dla sprzedających. Dla właścicieli to jednak słaba pociecha, bo „bardziej zrównoważony rynek” oznacza w prostym języku mniej emocjonalnych zakupów, więcej negocjacji i konieczność dostosowania ceny do realnego popytu.

Jest jeszcze jeden element: psychologia. Gdy sprzedaż trwa długo, właściciel zaczyna szukać winnego. Czasem jest nim agent, czasem sezonowość, czasem słabe zdjęcia ogłoszenia. Ale coraz częściej prawdziwy problem jest bardziej systemowy. Redfin na początku 2025 roku pisał, że mimo wzrostu liczby oględzin nieruchomości, podpisywanych umów było mniej niż rok wcześniej. To pokazuje, że zainteresowanie nie zawsze przekłada się na finalny zakup. Ludzie oglądają, porównują, kalkulują i w ostatniej chwili rezygnują, bo miesięczna rata wciąż okazuje się za wysoka albo nieruchomość wydaje się przewartościowana.

Podsumowanie

Googlowski wykres nie pokazuje zatem pełnej diagnozy rynku, ale ilustruje nastroje właścicieli, którzy zderzają się z nową rzeczywistością. Sprzedaż domu przestała być automatycznym sukcesem. Na rynek wróciły rzeczy, o których w czasie boomu łatwo było zapomnieć: właściwa cena, cierpliwość, jakość oferty i realna ocena siły nabywczej kupujących. A kiedy to wszystko zaczyna szwankować jednocześnie, właściciel nie wpisuje już w wyszukiwarkę „jak sprzedać dom drożej”, tylko właśnie „dlaczego nie mogę sprzedać domu”.