Miliony nieruchomości mogą zostać puste. Ceny mieszkań runą – twierdzą eksperci

Polska gospodarka oraz sektor nieruchomości stoją w obliczu fundamentalnych zmian, które w perspektywie nadchodzących dekad mogą całkowicie przedefiniować pojęcie bezpiecznej inwestycji w dach nad głową. Głównym motorem napędowym nadchodzących przekształceń jest nieubłagana demografia, której prognozy dla naszego kraju kreślą wyjątkowo pesymistyczny scenariusz.

Według oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego do 2060 roku liczba ludności w Polsce może skurczyć się do poziomu 30,9 mln osób, co oznacza ubytek niemal 7 mln obywateli w porównaniu do stanu z 2022 roku. Tak drastyczny spadek populacji wpłynie bezpośrednio na popyt na rynku mieszkaniowym, szczególnie w regionach, które już teraz borykają się z odpływem młodych ludzi.

Piotr Kuczyński z Xeliona wskazuje, że polskie społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie, a proces wymierania starszych pokoleń sprawi, że na rynek trafi ogromna liczba lokali po spadkobiercach. Z jego wypowiedzi dla portalu wnp pl wynika, że w dużych metropoliach, takich jak Warszawa, ceny nieruchomości mogą jeszcze przez pewien czas utrzymywać się na relatywnie wysokim poziomie ze względu na migrację wewnętrzną, jednak mniejsze miejscowości czeka prawdziwa zapaść. Zdaniem analityka w mniejszych ośrodkach będziemy świadkami zjawiska, które określił mianem padaczki cenowej, ponieważ przybywać będzie pustostanów, których nikt nie będzie chciał kupić ani wynająć.

Sytuację tę monitorują również obserwatorzy rynku w mediach społecznościowych, wskazując na strukturalne niedopasowanie podaży do realnych potrzeb kurczącego się społeczeństwa. Zdaniem wielu z nich demografia jest jak powolny walec, którego nie da się zatrzymać krótkoterminowymi programami dopłat do kredytów. Choć obecnie wciąż mówi się o deficycie mieszkań, to w perspektywie kilkunastu lat problemem nie będzie brak lokali, lecz brak ludzi, którzy mogliby w nich zamieszkać. Zjawisko to wpłynie również na stabilność systemu bankowego, który obecnie opiera się na bezpiecznych hipotekach zabezpieczonych rosnącą wartością nieruchomości. Ten model nie będzie trwał w nieskończoność i nadejdzie moment, w którym banki będą musiały zrewidować swoją politykę w obliczu spadających wycen zabezpieczeń w mniejszych miastach.

Demograficzna bomba zegarowa i koniec ery wzrostów

Analiza struktury wiekowej Polaków wskazuje, że już w 2050 roku aż 40 proc. populacji będzie w wieku poprodukcyjnym, co stworzy ogromną presję na system emerytalny i rynek pracy. Obecnie na każdą setkę osób pracujących przypada około 35 emerytów, lecz w 2060 roku wskaźnik ten drastycznie wzrośnie do poziomu 64 osób na utrzymaniu pracującej mniejszości. Taka dysproporcja oznacza mniejszą zdolność kredytową młodszego pokolenia oraz zmianę priorytetów inwestycyjnych, gdzie zamiast zakupu kolejnych mieszkań, kapitał będzie musiał być przeznaczany na bieżącą konsumpcję i opiekę zdrowotną.

Na portalu X analitycy często podnoszą kwestię tak zwanego wielkiego dziedziczenia, które wkrótce zaleje rynek wtórny ofertami sprzedaży. Dynamika wymierania starszych roczników przyspieszy, co w naturalny sposób zwiększy podaż mieszkań bez konieczności budowania nowych obiektów przez deweloperów. W tym kontekście obecna hossa na rynku nieruchomości wydaje się być ostatnim etapem cyklu, po którym nastąpi bolesna weryfikacja wycen. Inwestorzy, którzy ulokowali środki w mieszkaniach na wynajem w miastach powiatowych, mogą wkrótce obudzić się w rzeczywistości, w której znalezienie najemcy graniczy z cudem.

Eksperci zauważają, że w Polsce mamy do czynienia z fiksacją na punkcie posiadania własnego „M”, co przy braku alternatywnych form oszczędzania doprowadziło do nadmuchiwania bańki w regionach pozbawionych perspektyw gospodarczych. Spadek liczby ludności o 7 mln osób to ekwiwalent zniknięcia z mapy Polski kilku największych miast, co musi odbić się na wycenach metrów kwadratowych w sposób drastyczny i nieodwracalny.

Przyszłość budownictwa i nowe realia rynkowe

Na rynku nieruchomości widać już pierwsze symptomy zmęczenia materiału, gdzie czas sprzedaży lokalu wydłużył się z kilku tygodni do wielu miesięcy. Inwestorzy, którzy dysponują wolnymi środkami coraz rzadziej decydują się na zakup kilku mieszkań w Polsce, Bezpieczeństwo kredytów hipotecznych jest obecnie wysokie, ale bazuje ono na historycznym wzroście cen, który w warunkach depopulacji po prostu nie może zostać utrzymany. Gdy ceny zaczną spadać, a wartość długu przewyższy wartość nieruchomości, polski system bankowy może stanąć przed wyzwaniem, którego nie doświadczył od dekad. Deweloperzy działający na polskim rynku będą musieli dostosować swoje strategie do radykalnie zmieniających się warunków, w których walka o klienta nie będzie już dotyczyła ceny, lecz jakości i lokalizacji. Skoro liczba ludności drastycznie spadnie, budowanie nowych osiedli na obrzeżach miast bez odpowiedniej infrastruktury stanie się skrajnie ryzykowne. W miastach takich jak Warszawa popyt może zostać podtrzymany przez imigrację oraz koncentrację usług i biznesu, jednak nawet tam tempo wzrostu cen ulegnie znacznemu wyhamowaniu.

Z całą pewnością Kluczowym elementem przetrwania w nadchodzących czasach będzie posiadanie aktywów generujących przepływy pieniężne w twardych walutach, takich jak USD, zamiast trzymania majątku w niepłynnych polskich nieruchomościach. Zjawisko pustostanów w mniejszych miejscowościach stanie się codziennością, a samorządy będą zmuszone do wyburzania opustoszałych bloków, co już teraz dzieje się w niektórych regionach wschodnich Niemiec czy Japonii. Polska wchodzi w tę samą ścieżkę rozwoju, lecz przy znacznie słabszej bazie kapitałowej społeczeństwa. Warto obserwować, jak na te zmiany zareaguje rząd, choć dotychczasowe programy wsparcia koncentrowały się na stymulowaniu popytu, co tylko pogarszało sytuację młodych ludzi poprzez windowanie cen. Prawdziwym wyzwaniem będzie zarządzanie kurczącą się infrastrukturą i dopasowanie zasobów mieszkaniowych do realnej liczby obywateli. Koniec ery, w której każdy Polak marzył o zostaniu rentierem dzięki posiadaniu dwóch dodatkowych mieszkań, wydaje się być bliższy, niż podają to oficjalne raporty biur nieruchomości. Ostateczna weryfikacja nastąpi w momencie, gdy pokolenie wyżu demograficznego zacznie masowo przechodzić na emeryturę, a rynek pracy nie będzie w stanie zapełnić luki po nich, co doprowadzi do spadku PKB i ogólnego zbiednienia społeczeństwa. W takim otoczeniu jedyną szansą na ochronę majątku będzie szeroka dywersyfikacja i unikanie koncentracji kapitału w sektorach najbardziej narażonych na kryzys demograficzny.