Zapasy gazu w Europie mocno spadają. Czy Polsce grozi brak dostaw?

Europa wchodzi w najbardziej wrażliwy moment sezonu grzewczego z zapasami gazu, które zaczynają wyglądać nie tyle „niżej niż komfortowo”, co po prostu źle rozłożone. Średni poziom wypełnienia magazynów w UE spadł do ok. 56 procent, ale ta liczba jest myląca. Utrzymuje ją głównie wysoki stan magazynów we Włoszech, sięgający ponad 70 procent. Problem w tym, że gaz jest tam, gdzie nie jest najbardziej potrzebny.

Prawdziwy obraz sytuacji widać po Niemczech, które są kluczowym hubem dystrybucyjnym dla Europy Północno-Zachodniej i części Europy Środkowo-Wschodniej. Niemieckie magazyny zeszły do 49,23 procent, podczas gdy dokładnie rok temu, tego samego dnia, były wypełnione w 83,7 procenta. To różnica, której nie da się zamaskować żadną narracją o „bezpiecznej zimie”.

Dane z ostatnich trzech lat, już po zakończeniu ery Gazpromu jako stabilnego dostawcy, pokazują wyraźnie szybsze tempo opróżniania magazynów. Historycznie najniższy poziom w ostatniej dekadzie to 14 procent w kwietniu, co dobrze obrazuje, jak cienka bywa granica bezpieczeństwa pod koniec sezonu.

Źródło: Bloomberg

Co z Polską?

Na tle Europy Polska wypada relatywnie stabilnie, choć ten obraz też wymaga ostrożnej interpretacji. Krajowe magazyny pozostają lepiej wypełnione niż w Niemczech czy Holandii, co daje Warszawie krótkoterminowy bufor bezpieczeństwa, zwłaszcza dzięki Baltic Pipe i kontraktom LNG. Jednak Polska przestaje być tylko odbiorcą, a coraz częściej staje się elementem szerszego bilansu. To w razie dłuższej zimy szybko zmniejsza margines komfortu.

Aktualnie polskie magazyny gazu są obecnie wypełnione w 77 procentach, co odpowiada około 28,3 TWh zgromadzonej energii. Jak na początek drugiej połowy zimy jest to wyraźnie solidny bufor bezpieczeństwa i jeden z lepszych wyników w regionie. Ten zapas daje Polsce komfort wchodzenia w chłodniejsze tygodnie, zwłaszcza na tle coraz bardziej napiętej sytuacji magazynowej w Europie Zachodniej.

Holandia, Belgia, Francja: magazyny pod presją

Holandia, trzeci filar systemu magazynowego UE, znajduje się jeszcze niżej, z zapasami na poziomie 42,8 procenta. Belgia spadła do 48,4 procenta, a Francja do 50,23 procenta. Paryż ma co prawda solidne moce importowe LNG, co łagodzi ryzyko krótkoterminowe, ale magazyn to magazyn, a nie terminal.

Na południowo-wschodniej flance sytuacja jest jeszcze bardziej napięta. Chorwacja, istotna dla bilansowania regionu Bałkanów, zeszła do 33,7 procenta, co w realiach zimowych oznacza już bardzo ograniczony margines manewru. Wracając na moment nad Ren, Niemcy, będące węzłem dystrybucyjnym dla całego regionu NWE i części Europy Wschodniej, nie mogą pełnić tej roli z magazynami poniżej 50 procent bez rosnącego ryzyka dostaw.

Tempo opróżniania magazynów szybsze niż rok temu

Od początku sezonu grzewczego z europejskich magazynów wypompowano 23,6 mld metrów sześciennych gazu, czyli niemal połowę wolumenu zatłoczonego przed zimą. Co istotne, tempo odbioru jest wyższe niż w poprzednim sezonie, a nawet okres świąteczny nie przyniósł oddechu. Pobory w dniach 24 i 25 grudnia były rekordowe jak na te daty.

To sygnał, że problem nie ogranicza się do pogody, lecz ma charakter strukturalny. Popyt pozostaje wysoki, a elastyczność systemu mniejsza, niż zakładano jesienią. Rynek LNG, który miał pełnić rolę bufora bezpieczeństwa, również zbliża się do granic wydolności. Import skroplonego gazu w nadchodzących tygodniach będzie praktycznie „na pełnym gazie”. Terminale pracują blisko maksymalnych mocy, a Europa coraz wyraźniej konkuruje o ładunki z Azją.

W takich warunkach każdy chłodniejszy epizod pogodowy niemal automatycznie przekłada się na wzrost napięcia cenowego na rynku spot i kontraktach terminowych. Najbardziej problematyczny element obecnej układanki to geografia zapasów. Nadwyżki na południu kontynentu nie rozwiązują problemów północy i centrum Europy, gdzie zapotrzebowanie przemysłowe i przesyłowe jest największe.