Z ostatniej chwili: Rollercoaster na rynku, Trump studzi nastroje. Umowy z Iranem jednak nie będzie?

W ostatnich dniach z Waszyngtonu płynęły sygnały sugerujące, że administracja Donalda Trumpa jest coraz bliżej nowego porozumienia nuklearnego z Iranem. Rynek (przynajmniej chwilowo) zaczął wierzyć, że scenariusz pełnoskalowego kryzysu może zostać odsunięty. Donald Trump podkreśliłjednak, że nie będzie „złej umowy z Iranem”, a gotowe porozumienie nie jest gotowe, mimo niedawnych spekulacji w mediach. Prezydent USA zasugerował, że tylko on zdecyduje o tym, czy umowa będzie zaakceptowana.

Równolegle Izrael nadal prowadzi operacje wojskowe w Libanie, a Iran wysyła ostrzeżenia dotyczące cieśniny Ormuz. Sytuacja bardziej przypomina próbę negocjowania pokoju w trakcie aktywnego konfliktu i operację psychologiczną, mającą hamować popyt na ropę. W światowej prasie panuje ogromny chaos a portale informacyjne zdają sie wręcz ścigać w informacjach o końcu wojny… Które za każdym razem są odkładane „na później”. Tak jest i tym razem.

Najważniejsze fakty

  • Donald Trump twierdzi, że negocjacje z Iranem przebiegają „konstruktywnie”, ale sankcje pozostaną w pełni aktywne do czasu podpisania finalnego porozumienia
  • Według doniesień Axios finalne negocjacje mogą zająć jeszcze kilka dni, a Benjamin Netanyahu podkreśla, że umowa musi oznaczać likwidację irańskiej infrastruktury nuklearnej i usunięcie wzbogaconego uranu
  • Teheran określił pozostawienie uranu w Iranie jako czerwoną linię i przekazał, że bynajmniej nie jest ona częścią elementem porozumienia
  • Mimo rozmów dyplomatycznych Izrael kontynuuje naloty w południowym Libanie, a napięcia wokół cieśniny Ormuz trwają.
  • Unia Europejska równolegle rozszerza sankcje wobec podmiotów powiązanych z działaniami Iranu zagrażającymi żegludze światowej.

Trump próbuje sprzedać rynkom „nową” umowę z Iranem

Donald Trump bardzo wyraźnie buduje narrację, według której obecne negocjacje nie mają nic wspólnego z porozumieniem wynegocjowanym przez administrację Baracka Obamy. W opublikowanym wpisie na Truth Social nazwał tamtą umowę „jednym z najgorszych dealów w historii USA”, twierdząc, że w praktyce otworzyła Iranowi drogę do zdobycia broni nuklearnej. Obecne rozmowy mają prowadzić dokładnie w przeciwnym kierunku.

Trump zaznaczył, że nie zamierza przyspieszać negocjacji i że „czas działa na korzyść Stanów Zjednoczonych”. Jednocześnie podkreślił, że blokada i sankcje wobec Iranu pozostaną w pełni utrzymane aż do momentu podpisania i formalnej ratyfikacji umowy. Presja ekonomiczna pozostaje maksymalna. Biały Dom coraz wyraźniej sugeruje rynkom, że celem nie jest konflikt, lecz kontrolowane porozumienie.

Netanyahu stawia warunek: pełny demontaż programu nuklearnego

Jeszcze ciekawsze są jednak wypowiedzi Benjamina Netanyahu, bo pokazują, jak daleko Izrael jest gotowy posunąć się w kwestii irańskiego programu atomowego. Premier Izraela stwierdził, że finalne porozumienie musi oznaczać nie tylko ograniczenie programu wzbogacania uranu, ale fizyczny demontaż instalacji nuklearnych i usunięcie wzbogaconych materiałów z Iranu.

To istotna różnica. Izrael nie mówi dziś o „kontroli” programu atomowego, lecz praktycznie o jego likwidacji. Netanyahu podkreślił również, że Trump ponownie zapewnił Izraelowi pełne prawo do obrony „na wszystkich frontach”, w tym wobec zagrożeń płynących z Libanu. To nieprzypadkowe sformułowanie, bo sytuacja na północy Izraela wciąż pozostaje bardzo napięta.

Liban pokazuje, że region nadal jest daleki od stabilizacji

I tutaj pojawia się największy paradoks całej sytuacji. Rynki zaczynają wyceniać potencjalne porozumienie USA-Iran, podczas gdy konflikt regionalny w praktyce nadal trwa. W niedzielne popołudnie izraelskie lotnictwo i drony przeprowadziły kolejne uderzenia w południowym Libanie, między innymi w rejonie Nabatieh. Libańskie ministerstwo zdrowia informowało o ofiarach śmiertelnych i rannych po izraelskich nalotach.

Równolegle izraelska armia wydawała ostrzeżenia ewakuacyjne dla mieszkańców kolejnych miejscowości przy granicy. W północnym Izraelu uruchamiano też alarmy po wykryciu dronów nadlatujących z terytorium Libanu. To właśnie dlatego inwestorzy nadal pozostają bardzo ostrożni. W praktyce wystarczy pojedynczy większy incydent militarny, by cała narracja o „deeskalacji” została błyskawicznie podważona.

Iran wysyła sygnały gotowości do kompromisu

Mimo tego pojawia się coraz więcej informacji sugerujących, że Teheran rzeczywiście może być zainteresowany porozumieniem. Według doniesień Axios, powołujących się na amerykańskiego urzędnika, irański Najwyższy Przywódca miał zaakceptować ogólne ramy przyszłej umowy. Jednocześnie źródła podkreślają, że nadal istnieją kwestie wymagające dopracowania i finalizacja nie nastąpi natychmiast.

To prawdopodobnie tłumaczy obecną reakcję rynku ropy i obligacji. Inwestorzy zaczynają redukować część premii za ryzyko geopolityczne, ale jednocześnie nikt nie zakłada jeszcze pełnego rozwiązania kryzysu. Tak wiec rynek widzi raczej scenariusz „kontrolowanego napięcia” niż trwałego pokoju.

Iran sygnalizuje, że chce aktywnie kontrolować bezpieczeństwo regionu, a doradcy Najwyższego Przywódcy sugerowali nawet, że działania Teheranu kończą „50 lat niestabilności w Zatoce Perskiej”. Z perspektywy rynku energii każda wzmianka o Ormuzie automatycznie podnosi poziom nerwowości. To przez tę cieśninę przepływa ogromna część światowego eksportu ropy, więc nawet częściowe zakłócenie transportu mogłoby wywołać kolejny globalny szok inflacyjny.

Jeśli porozumienie zostanie zawarte kryptowaluty mogą zyskać wiatr w żagle. Pisaliśmy o tym w artykule Zielony czerwiec dla Ethereum? BitMine puka do indeksu Russell 3000. Instytucjonalne zakupy?