„Wybuch było słychać w Bahrajnie”. Masywna eksplozja w katarskich instalacjach gazowych

W niedzielę wieczorem, 21 czerwca, na terenie Ras Laffan Industrial City – jądrze katarskiego przemysłu naftowo-gazowego, które obsługuje około 20 procent globalnego handlu skroplonym gazem ziemnym – doszło do gigantycznej eksplozji. Głośny huk doskonale było słychać w odległej o 80 km Dausze, zaś wedle relacji świadków grzmot dotarł nawet do Bahrajnu – co w obecnej sytuacji geopolitycznej w Zatoce Perskiej brzmi jak sugestywa aluzja, nie tylko fenomen akustyczny. Z tą jedynie różnicą, że jego źródłem był Katar, nie Iran.

Wybuch miał miejsce w zakładzie Barzan, lokalnym obiekcie zaopatrzeniowym w gaz, położonym wewnątrz ogromnego kompleksu przemysłowego Ras Laffan (północny Katar). Według informacji QatarEnergy, państwowego giganta energetycznego, detonacja nastąpiła podczas rozruchu operacyjnego instalacji. Wstępne doniesienia mówiły o co najmniej kilku poszkodowanych – dopiero później skorygowano je w sposób sugerujący brak zabitych ani rannych (przy eksplozji tej skali…?).

Komunikat resortu spraw wewnętrznych, opublikowany w kilkadziesiąt minut po incydencie, określił zdarzenie jako „technical incident” – wypadek techniczny, wewnętrzną awarię operacyjną, z którą cały czas zmagają się zespoły obrony cywilnej. Taka klasyfikacja, nader ogólna i niepozbawiona pewnych ambiguitetów, miała oczywisty, wyraźny cel: przeciąć spekulacje o kolejnym ataku irańskim na infrastrukturę krytyczną krajów Zatoki Perskiej i uspokoić rynki.

Kluczowe z punktu widzenia rynkowego było natychmiastowe zapewnienie o braku wycieków substancji niebezpiecznych, które mogłyby zagrozić ciągłości eksportu LNG – głównego towaru eksportowego emiratu oraz krytycznego źródła jego przychodów. Dokładnie ze względu na to ostatnie można mieć jednak uzasadnione wątpliwości, czy nadrzędny cel, jakim było niedopuszczenie do wybuchu paniki, nie przyczynił się do nieco oszczędngo gospodarowania prawdą przez Katar i jego organy.

Katar pod ciśnieniem

Wyjaśnienia wskazujące na wypadek jako przyczynę eksplozji nabierają jednak bardzo specyficznej wymowy w kontekście ostatanich miesięcy. Katar bardzo ucierpiał w wyniku irańskich uderzeń – pomimo faktu, że emirat ten tradycyjnie utrzymywał dobre, a niekiedy wręcz serdeczne stosunki z Teheranem i wielokrotnie pełnił rolę jego rzecznika oraz mediatora. W przypadku tego konfliktu dyplomatyczna neutralność nie okazała się jednak skuteczną tarczą przeciw dronom i pociskom balistycznym.

A te dały się we znaki. 18 marca żołnierze irańskiego Pasdaranu wystrzelili w kierunku Kataru pięć pocisków balistycznych. Cztery przechwyciły systemy obrony powietrznej, piąty uderzył bezpośrednio w Ras Laffan, powodując rozległe zniszczenia instalacji gazowych. Dwa tygodnie wcześniej, 2 marca, irańskie drony zaatakowały zarówno Ras Laffan, jak i kompleks petrochemiczny Mesaieed. W kwietniu Pasdaran ostrzelał też tankowiec Aqua One na wodach terytorialnych emiratu.

Po tych uderzeniach Katar musiał zawiesić nie tylko produkcję gazu, lecz także metanolu, polimerów, mocznika i aluminium – surowców kluczowych dla globalnych łańcuchów dostaw, od nawozów po przemysł motoryzacyjny. Ras Laffan to bowiem nie tylko największy na świecie kompleks produkcji i eksportu LNG, ale też węzeł przemysłu chemicznego i metalurgicznego. Straty oszacowano wówczas na 20 mld dol. rocznie, a naprawa uszkodzeń miała potrwać od trzech do pięciu lat.