Cena baryłki Brent znowu przebiła 100 dolarów a linie lotnicze zaczynają otwarcie mówić o problemie, którego nie da się już zamaskować kreatywnym PR-em i sezonowymi promocjami. Wojna wokół Iranu rozwala kalkulacje całej branży lotniczej, a przewoźnicy szykują się na bardzo drogie miesiące. International Airlines Group, czyli właściciel British Airways, Iberii i Aer Lingus, poinformował, że tegoroczny rachunek za paliwo będzie wyższy o około 1,7 mld funtów niż rok wcześniej. Spółka przyznała też, że prawdziwe skutki konfliktu dopiero zaczną uderzać w wyniki finansowe.
Ropa eksplodowała, linie lotnicze liczą straty. Nadchodzą droższe wakacje?
„Spodziewamy się znacznie większego wpływu w dalszej części roku, gdy wzrost kosztów paliwa zacznie być coraz bardziej odczuwalny” – przekazała grupa.
To już nie wygląda jak chwilowy skok cen ropy, który rynek przeczeka i zapomni po dwóch tygodniach. Szczególnie że sytuacja na Bliskim Wschodzie zaczyna wpływać nie tylko na ceny, ale też na same połączenia lotnicze. Według danych Cirium odwołano już około 13 tys. lotów zaplanowanych na maj. Szef IAG Luis Gallego próbował uspokajać inwestorów i pasażerów. Twierdzi, że grupa od dawna szykowała się na podobny scenariusz.
„IAG jest wyjątkowo dobrze przygotowane do radzenia sobie z problemami wywołanymi konfliktem na Bliskim Wschodzie. Planowaliśmy takie sytuacje od lat” – powiedział.
Gallego podkreślał też, że firma wcześniej inwestowała we własne zabezpieczenia paliwowe i zapasy. Według niego większym problemem pozostaje dziś cena niż fizyczny brak paliwa lotniczego. Jednocześnie IAG ostrzegło, że jeśli konflikt dalej będzie ograniczał przepływ ropy i jet fuel z regionu, problemy mogą zacząć być odczuwalne globalnie. I właśnie to zdanie powinno dziś interesować pasażerów najbardziej.
Branża zaczyna kombinować z trasami
Linie lotnicze już przesuwają samoloty na kierunki uznawane za bezpieczniejsze i bardziej opłacalne. IAG ogranicza część ekspozycji na region Zatoki Perskiej i wzmacnia połączenia m.in. do Bangkoku, Singapuru czy na Malediwy. Firma zakłada też, że zimą część klientów może zacząć omijać region Bliskiego Wschodu i przerzucić się na Karaiby albo Sri Lankę.
Rynek lotniczy jest wyjątkowo wrażliwy na ceny paliwa, bo te potrafią odpowiadać nawet za jedną trzecią kosztów całej działalności przewoźnika. Dlatego gdy ropa zaczyna wariować, linie mają właściwie tylko dwa wyjścia: podnosić ceny albo ciąć połączenia. Najczęściej robią jedno i drugie.
Czytaj więcej w dziale gospodarka:
Linie lotnicze nie mogą *wstecznie* podnosić cen biletów pod pretekstem kosztów paliwa: UE
Manipulacje na cenach ropy. Gdy Trump robi ruch, ktoś zbija kokosy
Zaskakujące dane z USA: nastroje konsumentów w dołku z 2022 roku. Strach przed inflacją?