Włochy mają problem, który wraca do nich jak bumerang. Wystarczy mniejszy lub większy kryzys energetyczny. Kraj od lat mówi o transformacji, bezpieczeństwie energetycznym i uniezależnianiu się od importu, ale w praktyce nadal bardzo mocno siedzi na gazie. I teraz coraz bardziej ich to boli. Reuters opisuje, że włoskie firmy i gospodarstwa domowe szczególnie mocno odczuwają wzrosty cen po rozpoczęciu wojny z Iranem. Gaz odpowiada za niemal połowę produkcji energii elektrycznej we Włoszech. To najwyższy udział w całej Unii Europejskiej. Dla porównania, w Hiszpanii jest to około jedna piąta, w Niemczech 17%, a we Francji, opartej głównie na atomie, zaledwie 3%.
Inwestorzy czekają, rząd Włoch milczy
Najbardziej symboliczna jest sprawa morskiej energetyki wiatrowej. Duńska firma Copenhagen Infrastructure Partners chce inwestować, ale jednocześnie zaczyna tracić cierpliwość. Włoskie przepisy z 2024 roku zapowiadały zachęty dla inwestorów i aukcje do 2028 r. Problem w tym, że rząd nadal nie pokazał konkretnego kalendarza.
Michele Schiavone, włoski szef offshore’owego ramienia CIP, mówi Reutersowi bardzo ostro. „Ta cisza ze strony rządu nie tylko uniemożliwia nam pójście naprzód, ona cofa nas do tyłu”. I dorzuca, że to „samobój” zbyt absurdalny, by był prawdziwy.
To nie jest tylko narzekanie inwestora, który chce zarobić na wiatrakach. Włochy jako największy w Unii importer LNG przez Zatokę Perską są wyjątkowo narażone na zakłócenia w dostawach. Gdy robi się nerwowo na Bliskim Wschodzie, Rzym znowu szuka nowych dostawców gazu. Dokładnie tak, jak robił to po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
„Prowadziliśmy wojnę z OZE”
W latach 2020-2024 udział OZE we włoskiej produkcji energii wzrósł tylko nieco ponad 2 punkty procentowe, do 41 proc. W tym samym czasie Hiszpania poprawiła wynik o 17 punktów, Niemcy o 10, a nawet Francja o 6,5 punktu.
Enrico Giovannini, były minister infrastruktury, mówi wprost: „W ostatnich latach prowadziliśmy wojnę z odnawialnymi źródłami energii”. Jego zdaniem politycy i biznes najpierw chcieli hamować OZE, a teraz narzekają, że koszty energii skoczyły, bo kraj za bardzo polega na paliwach kopalnych.
Rząd Giorgii Meloni tłumaczy opóźnienia lokalnym oporem wobec inwestycji i sporami administracyjnymi. Jednocześnie mówi o powrocie do atomu, choć Włosi dwukrotnie odrzucali energetykę jądrową w referendach, a wielu ekonomistów uważa, że to rozwiązanie zbyt drogie i zbyt odległe w czasie.
Na dziś Włochy nie potrzebują kolejnej wielkiej obietnicy na dekady. Potrzebują decyzji, które ograniczą rachunki i ryzyko w najbliższych latach. Bo jeśli kraj dalej będzie reagował na każdy kryzys gazowy panicznym szukaniem nowych dostawców, to rachunek zapłacą firmy i zwykli odbiorcy.
Czytaj więcej w dziale gospodarka na Bithub:
Czekolada wraca na półki? Taniejące kakao sprawia, że ersatze tracą finansowy urok
Inflacja wystraszyła Polaków? Badania GUS dotyczące nastrojów konsumenckich jednoznaczne
IEA alarmuje rynki: „Zapasy ropy wystarczą tylko na kilka tygodni”. Nadchodzi kryzys?