Unia Europejska dokłada kolejną warstwę presji na Kreml. Komisja Europejska zaprezentowała 20. pakiet sankcji wobec Rosji, który ma uderzyć w samo serce wojennej gospodarki: ropę, gaz, „flotę cieni”, banki regionalne, kryptowaluty oraz metale. Skala jest duża, narracja ostra, ale w Brukseli znów słychać pytanie, które wraca jak bumerang: dlaczego na liście nie ma chińskich banków i pośredników?
Energetyczny reset: koniec półśrodków?
Najmocniejszy punkt nowego pakietu to całkowity zakaz usług morskich dla statków przewożących rosyjską ropę. Chodzi o ubezpieczenia, serwis, dostęp do portów. Wszystko. Do tej pory UE pozwalała na takie usługi, o ile tankowce trzymały się limitu cenowego G7. Teraz Bruksela chce to uciąć.
Jeśli pomysł przejdzie (wymagana jest jednomyślność 27 państw), limit cenowy przestanie mieć znaczenie na terenie UE, bo obsługa rosyjskich tankowców byłaby zabroniona bez wyjątków. Finlandia i Szwecja od dawna naciskały na taki ruch, argumentując, że to prostsze do egzekwowania i droższe dla Rosji. Bez kombinowania z papierami i fałszywą dokumentacją.
Pakiet rozszerza też czarną listę tzw. „flotę cieni” – wysłużone statki, które Moskwa wykorzystuje do omijania sankcji. Kolejne 42 jednostki mają trafić na blacklistę, co podniesie łączną liczbę do 640 statków. To jasny sygnał: UE chce podnieść koszty logistyczne eksportu rosyjskiej energii do poziomu bólu.
Banki, krypto i metale
Poza energią Bruksela bierze na cel 20 rosyjskich banków regionalnych, a także platformy kryptowalutowe, które – zdaniem Komisji – są wykorzystywane do obchodzenia sankcji. Dochodzą też ograniczenia importu metali, chemikaliów i surowców krytycznych o wartości ok. 570 mln euro, a także limity na amoniak (kluczowy dla nawozów).
Nowością ma być użycie instrumentu antyomijania sankcji. Po raz pierwszy od jego wprowadzenia w 2023 r. UE chce blokować eksport maszyn CNC i radiostacji do krajów, gdzie istnieje wysokie ryzyko reeksportu do Rosji
A gdzie Chiny?
I tu zaczyna się polityczna cisza. Bruksela mówi o omijaniu sankcji przez sąsiadów Rosji i jej partnerów, chińskie banki i instytucje nie znalazły się na liście. Oficjalnie? Brak konsensusu i ryzyko eskalacji. Nieoficjalnie? UE wciąż balansuje między presją na Moskwę a unikaniem otwartego konfliktu gospodarczego z Pekinem.
To zresztą nie pierwszy raz, gdy sankcje zatrzymują się krok przed Chinami. Mimo że to właśnie przez chińskie kanały przechodzi dziś spora część handlu i finansowania rosyjskiej gospodarki wojennej.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówi wprost: jej zdaniem Rosja rozumie tylko język presji, a sankcje będą utrzymywane tak długo, aż Kreml pokaże realną wolę negocjacji. Bruksela chce domknąć pakiet do 24 lutego, w czwartą rocznicę pełnoskalowej inwazji. Równolegle Stany Zjednoczone sygnalizują, że rozważają własne, dodatkowe restrykcje. Zwłaszcza po fiasku krótkiego rozejmu energetycznego i kolejnych atakach na ukraińską infrastrukturę.
Co dalej?
Na papierze 20. pakiet sankcji wygląda na najostrzejszy od miesięcy. W praktyce wszystko rozbije się o jednomyślność państw UE i realną egzekucję. A pytanie o Chiny pozostaje otwarte i coraz głośniejsze.
Bo jeśli sankcje mają naprawdę zaboleć, omijanie największych kanałów finansowych przestaje być opcją. I Bruksela doskonale o tym wie.