UE chce *sama* otworzyć przejście przez Ormuz – bez Ameryki. Co na to US Navy?

Kraje europejskie – Wielka Brytania, Francja i najpewniej Niemcy – przygotowały zarys powojennego planu międzynarodowej misji defensywnej mającej przywrócić swobodny ruch żeglugowy przez Cieśninę Ormuz. Europejskie jednostki miałyby nie podlegać dowództwu amerykańskiemu, a ze składu operacji wykluczone zostałyby strony konfliktu: Stany Zjednoczone, Izrael i Iran. Niestety, skuteczność misji już na wstępie stoi pod wielkim znakiem zapytania. Miałaby ona zostać bowiem podjęta wyłącznie po ustaniu działań wojennych i pełnym przywróceniu spokoju. Pytanie, po co w takim razie w ogóle zbrojna misja…?

Plan zakłada trzy etapy: umożliwienie wyjścia z Zatoki Perskiej setkom obecnie uwięzionych statków, przeprowadzenie kompleksowej operacji trałowania min (Iran rozmieścił je na początku konfliktu) oraz wprowadzenie stałej eskorty i nadzoru powietrznego. Europa dysponuje ponad 150 jednostkami przeciwminowymi (choć obejmuje to także państwa, które do udziału w europejskiej misji raczej się nie palą, jak Polska czy kraje bałtyckie). Dla porównania flota trałowa USA została w większości wycofana ze służby – choć dysponują one okrętami wielozadaniowymi, które również poradzą sobie z tym zadaniem.

Misja ma być wzorowana na operacji EUNAVFOR Aspides prowadzonej na Morzu Czerwonym od 2024 r. Wedle niektórych obserwatorów, takie przeszczepienie wypracowanych wzorców mogłoby pomóc w koordynacji (jako że misja w cieśninie Ormuz formalnie byłaby realizowana poza strukturami NATO). Z drugiej jednak strony, trudno nie zauważyć, że operację Aspides trudno nazwać wielkim sukcesem – była ona w dużej mierze bezzębna, tak ze względu na skalę zaangażowanych sił, jak i zwłaszcza ograniczenia na nią nałożone (jak np. zakaz atakowania nadbrzeżnych celów Hutich).

Sami udrożnimy Ormuz – o ile wszyscy nam pozwolą

Już samo to, że operacja ma się rozpocząć tylko wtedy, gdy w cieśninie będzie już bezpiecznie – czyli gdy w zasadzie stanie się ona zbędna – czyni ją nieledwie absurdalną. Co być może najbardziej surrealistyczne – zakłada się, że misja eskortowa na akwenie cieśniny Ormuz wymagać będzie zgody Iranu (!) oraz koordynacji z Omanem. Pytanie w takim razie, przed kim w ogóle ma ona chronić (przed US Navy…?) oraz czy naprawdę zdobycie zgody Iranu na trałowanie irańskich przecież min jawi się jako choćby częściowo realistyczne? To jednak nie mąci entuzjazmu polityków.

W piątek 18 kwietnia 2026 r. zaplanowano wideokonferencję z udziałem dziesiątek państw, której gospodarzami są prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Stany Zjednoczone nie zostały zaproszone. Chiny i Indie otrzymały zaproszenia, lecz ich udział nie jest potwierdzony. Niemcy mogą ogłosić swoje zobowiązanie już w czwartek 17 kwietnia. Zarazem francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot przyznał, że operacja rozpocznie się dopiero po ustabilizowaniu sytuacji i będzie prowadzona we współpracy z państwami graniczącymi z cieśniną.

Parafrazując Stalina, pytającego niegdyś, ile papież ma dywizji, można by w kontekście tej sytuacji zapytać – nawet niebezpodstawnie, uwzględniając osobowość Donalda Trumpa – ile okrętów wojennych ma Europa? Odpowiedź na to pytanie, jak jak w przypadku docinki Stalina, byłaby niejednoznaczna. Kraje europejskie (bo przecież nie Europa ani UE jako całość) posiadają całkiem niemałe i dobrze wyposażone siły morskie – choć znacząco słabsze, niż jeszcze trzy dekady temu. Z teoretycznym potencjałem tych sił nie korespondują jednak zdolności decyzyjne i zdecydowanie europejskich przywódców.

Tymczasem w świecie realnej polityki

Tymczasem od 13 kwietnia Stany Zjednoczone utrzymują blokadę portów irańskich i statków zmierzających do lub z Iranu. Operację prowadzi US Central Command przy udziale ponad 10 tys. żołnierzy i co najmniej 15 okrętów. W pierwszej dobie blokady żaden statek nie przedostał się przez nią; sześć jednostek handlowych zawróciło do portu irańskiego w Zatoce Omańskiej. Jednocześnie, według doniesień prasowych, w ciągu ostatniej doby przez Cieśninę Ormuz przeszło ponad 20 statków przepuszczonych przez Amerykanów – były to jednostki nie zawijające do portów irańskich.

Wedle istniejących domniemywań, Waszyngton i Teheran mogą jeszcze w tym tygodniu rozpocząć drugą rundę negocjacji. Iran miałby, według ocen analityków branżowych, dążyć do maksymalnego przedłużenia rozmów, tak, aby zyskać czas na odtworzenie zdolności bojowych, które bardzo mocno ucierpiały w wyniku amerykańskich i izraelskich nalotów, i przygotować się na ewentualne wznowienie konfliktu. Jednocześnie Teheran rozważać ma krótkotrwałą, kilkudniową przerwę w ruchu własnych statków przez Ormuz, aby uniknąć bezpośredniego starcia z amerykańską blokadą i nie osłabiać pozycji negocjacyjnej.