Rząd Demokratycznej Republiki Konga i rebelianci z ogromnie bogatego w surowce naturalne wschodu kraju zawrą rozejm. Decyzja taka zapadła po spotkaniu w Luandzie, gdzie z gospodarzem, prezydentem Angoli João Lourenço oraz mediatorami Unii Afrykańskiej – prezydentem Togo Faure Gnassingbé oraz b. prezydentem Nigerii Oluseguna Obasanjo – spotkał się kongijski prezydent, Félix Tshisekedi. Doniesienia te brzmią optymistycznie, warto jednak pamiętać, że jeden rozejm – którego stronami są DR Konga i Rwanda – zawarto już w lecie ubiegłego roku, i to przy pośrednictwie USA.
Plan ten miał wówczas przynieść uspokojenie sytuacji na wchodzie Konga – i w pewnej mierze to osiągnął. Tymczasem władze w Kinszasie (d. Leopoldsville) przyjęły złożoną przez Angolę propozycję kolejnego zawieszenia broni, tym razem z Sojuszem Rzeki Kongo (Alliance Fleuve Congo, AFC), a zwłaszcza będącym najbardziej eksponowanym członkiem tego sojuszu Ruchem 23 Marca (M23). Za ruchem tym, reprezentującym zamieszkałych w Kongu członków grupy etnicznej Tutsich, także stoi Rwanda, dzięki której wsparciu siłom rebeliantów udało się osiągnąć serię błyskotliwych sukcesów militarnych.
Bojownicy M23 – którzy w istocie nie różnią się wiele od regularnych żołnierzy, a w stosunku do rządowych sił kongijskich wyróżniają się nawet ad plus – od początku 2025 roku kontrolują znaczące obszary wschodniego Konga, w tym miasta Goma i Bukavu. Rozejm zakłada zamrożenie zajmowanych przez strony pozycji, zakaz dosyłania wzmocnień, rotacji sił i zewnętrznego wsparcia dla grup zbrojnych. Mechanizm weryfikacji ma być nadzorowany przez misję MONUSCO; już zapowiedziano loty rozpoznawcze nad Uvirą w prowincji Południowe Kiwu.
Kongo i Rwanda zerkają w to samo miejsce
Równolegle jednak – i to, trzeba trafu, tego samego dnia, którego poinformowano o rozejmie – kongijski regulator telekomunikacyjny ARPTC oskarżył rwandyjskiego operatora, MTN Rwanda, o nielegalne świadczenie usług telefonii komórkowej i internetu na terenach kontrolowanych przez rebeliantów – m.in. w Goma i Rutshuru – bez koncesji na terytorium kongijskim. Co jest w istocie oczywiste – tereny te, zamieszkałe przez Tutsich, również rządzona przez nich Rwanda traktuje jako swoje etniczne ziemie, nawet jeśli ze względów politycznych nie przyznaje się do tego oficjalnie.
Wschodnie Kongo, zwłaszcza prowincje Północne i Południowe Kiwu, należy do najbogatszych na świecie w minerały krytyczne. Występują tu główne złoża koltanu (rudy tantalu i niobu), kobaltu, cyny, wolframu czy złota – surowców kluczowych dla produkcji kondensatorów, układów scalonych, komponentów lotniczych, systemów uzbrojenia oraz baterii. DR Konga odpowiada za znaczną część globalnej podaży tantalu i kobaltu; kontrola nad omawianymi obszarami ma zaś bezpośredni wpływ na łańcuchy dostaw technologii i przemysłu zbrojeniowego – podobnie jak wszelkie niepokoje tam mające miejsce.
Oficjalnie jest traktat. Nieoficjalnie natomiast…
Porozumienie z 13 lutego stanowi najpoważniejszy od miesięcy krok w kierunku deeskalacji. Poprzednie inicjatywy – w tym mechanizm z Dohy – nie przyniosły trwałego efektu. Do „poprzedniego” przełomu miało dość latem ubiegłego roku, gdy za pośrednictwem Waszyngtonu wynegocjowano traktat pokojowy, na który przystały i DR Konga, i Rwanda. Amerykańska administracja użyła przy tym dość mocnych argumentów (tj. tych finansowo-gospodarczych), aby zainteresowane strony do pomysłu przekonać. Tymczasem jednak z faktu zawarcia nowego porozumienia wynika, że jest ono w ogóle potrzebne.
Co oznacza, że walki dalej tam trwają. W istocie zresztą, trudno było spodziewać się czegoś innego, jako że rywalizacja na linii Kongo-Rwanda o wschodnie krańce Kiwu jest w dużej mierze nierozwiązywalna (a w każdym razie – nie pokojowymi środkami). Obecny rozejm będzie zatem testowany w warunkach utrzymującej się wrogości, a także wpływów sił zewnętrznych (zwłaszcza USA i Chin, choć nie tylko), walczących o zasoby, których wschodnie Kongo jest, na swoje nieszczęście, tak obfitym źródłem.