Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych (SCotUS) zbliża się do wydania orzeczenia w sprawie legalności wprowadzenia szeroko zakrojonych ceł na towary importowane do USA. Cła te, jak wiadomo, nałożyła administracja Donalda Trumpa na podstawie zapisów ustawy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA), i stanowią one fundament polityki gospodarczej, i nie tylko gospodarczej, Trumpa. Decyzja może zapaść już 20 lutego 2026 r., gdyż tego dnia sąd wyznaczył sesję ogłaszania opinii, kolejne terminy przypadają natomiast na 24 i 25 lutego.
Sprawa obejmuje skonsolidowane postępowania, w tym Learning Resources, Inc. v. Trump oraz V.O.S. Selections, Inc. v. Trump. Cła te, wprowadzone w 2025 r. – w formie „ceł wzajemnych” („reciprocal tariffs”) oraz opłat karnych związanych ze szmuglem fentanylu, wprowadzonych wobec Chin, Kanady i Meksyku – objęły towary od niemal wszystkich partnerów handlowych USA. Administracja argumentowała, że IEEPA pozwala na takie działania w warunkach zagrożenia bezpieczeństwa narodowego i gospodarki. Z tym naturalnie nie zgadzali się importerzy, a także podmioty profitujące z offshoringu produkcji.
W reakcji na złożone przez nich pozwy, niższe instancje sądownicze – Sąd ds. Handlu Międzynarodowego (Court of International Trade) oraz federalny sąd okręgowy – uznały jednak, że ustawa nie upoważnia prezydenta do nakładania ceł na taką skalę, gdyż konstytucyjnie władza nad zagadnieniami podatkowymi oraz tymi dotyczącymi regulacji handlu zagranicznego należy do Kongresu. Podczas rozprawy w listopadzie ub. r. większość sędziów – w tym z obydwu skrzydeł ideologicznych – wyrażała sceptycyzm wobec szerokiej interpretacji IEEPA, powołując się na obowiązującą tam tzw. „major questions doctrine”.
Cła i tak zostaną?
Rynki finansowe wyceniają wysoką prawdopodobieństwo niekorzystnego dla administracji rozstrzygnięcia – szacunki Polymarket wskazują na około 74 proc. szans, że cła będą uchylone. Analitycy banków, w tym J.P. Morgan, wskazują, że orzeczenie może wywołać krótkoterminowe ożywienie na Wall Street, zwłaszcza w sektorach wrażliwych na import (detal, motoryzacja, elektronika), poprzez obniżenie kosztów i presji inflacyjnej. Spadek ceł zmniejszyłby też wpływy budżetowe liczone w miliardach dolarów miesięcznie, co pogorszyłoby prognozy deficytu i mogło wpłynąć na oczekiwania co do stóp procentowych Fed.
To nie oznaczałoby jednak zupełnego odwrotu od polityki celnej w USA. W przypadku uchylenia ceł administracja prawdopodobnie wprowadzi je ponownie, tyle że na innej podstawie prawnej. Chodzi tu o zapisy Section 301 ustawy Trade Act z 1974 r. (dot. odwetu za nieuczciwe praktyki handlowe) lub Section 232 ustawy Trade Expansion Act (dot. zagrożenia bezpieczeństwa narodowego). Zapisy tych obydwu nie są objęte procesem i już obowiązują w stosunku do stali, aluminium czy wybranych towarów (np. mebli tapicerowanych – ze stawkami rzędu ok. 25 proc.).
Przejście na nie wymaga jednak procedur dochodzeniowych, co wydłuża proces i ogranicza zdolność do szybkiej, nieobciążonej biurokratycznym procesem reakcji. Z kolei decyzja SCotUS-u podtrzymująca cła wzmocniłoby pozycję Białego Domu w polityce handlowej, choć najpewniej w sposób deprymujący dla przynajmniej niektórych partnerów handlowych oraz tych amerykańskich firm, które zwiększały zyski kosztem przenoszenia produkcji za granicę i masowego importu. A to z kolei przełoży się na presję kosztową oraz ich notowania giełdowe.