W Dolina Krzemowej mniej mówi się o „wsparciu dla pracowników”, a coraz więcej o efektywności, redukcji kosztów i „spłaszczeniu organizacji”. W sektorze techn tysiące ludzi tracą pracę dokładnie w tym samym momencie, gdy firmy przyspieszają wdrażanie AI. W samym 2026 roku sektor technologiczny zlikwidował już ponad 85 tys. miejsc pracy. To o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej.
Wcale nie wygląda na chwilowe tąpnięcie po pandemicznym boomie zatrudnienia. Coraz bardziej przypomina to początek głębszej przebudowy rynku pracy, której Wall Street długo nie chciała traktować poważnie. Najbardziej uderzające jest jednak to, kto znika z organizacji najszybciej.
Nie chodzi o najwyżej opłacanych architektów systemów czy liderów AI. Redukcje koncentrują się przede wszystkim na ludziach dopiero wchodzących na rynek: juniorach, analitykach, młodszych specjalistach, pracownikach operacyjnych. Dokładnie tam, gdzie sztuczna inteligencja potrafi już teraz najszybciej przejąć powtarzalne, „nudne” zadania.
Najważniejsze fakty
- Firmy technologiczne zwolniły w tym roku już ponad 85 tys. pracowników, czyli o 33% więcej niż rok wcześniej.
- Meta redukuje około 8 tys. etatów, a Intuit kolejne 3 tys., jednocześnie agresywnie rozwijając infrastrukturę AI.
- Bezrobocie wśród świeżych absolwentów uczelni wzrosło do 5,6%, najwyżej od lat i wyraźnie powyżej historycznej średniej.
AI przestaje być „dodatkiem”. Staje się nową strukturą kosztową firm
Wyniki spółek technologicznych pokazują dziś bardzo charakterystyczny schemat. Firmy nadal inwestują gigantyczne środki w rozwój sztucznej inteligencji, ale jednocześnie coraz mocniej ograniczają zatrudnienie w tradycyjnych działach.
Meta praktycznie otwarcie komunikuje, że musi dostosować organizację do nowej ery AI. Zwolnienie około 8 tys. pracowników, czyli mniej więcej 10% załogi, nie wygląda już jak zwykłe „cięcie kosztów”. Bardziej przypomina próbę przebudowy całej firmy pod nowy model działania.
Podobnie wygląda sytuacja w Intuit, który redukuje około 17% globalnego zatrudnienia. Co ciekawe, te decyzje pojawiają się w momencie, gdy spółki nadal generują ogromne przepływy pieniężne i nie znajdują się w kryzysie finansowym.
To właśnie dlatego rynek zaczyna traktować obecne zwolnienia inaczej niż klasyczne redukcje podczas recesji. Firmy nie tną dlatego, że „muszą przetrwać”. Coraz częściej tną dlatego, że technologia pozwala im funkcjonować z mniejszą liczbą ludzi.
Najbardziej zagrożeni są ci, którzy dopiero zaczynają karierę
To właśnie tutaj widać największą zmianę strukturalną. Dane New York Federal Reserve pokazują, że bezrobocie wśród świeżych absolwentów wzrosło do 5,6%. Historyczna średnia z ostatnich dekad wynosiła około 4,5%.
Na pierwszy rzut oka różnica może wydawać się niewielka. Problem polega jednak na tym, że rynek pracy dla młodych ludzi zwykle był najbardziej odporną częścią gospodarki technologicznej. Jeszcze kilka lat temu Big Tech zatrudniał absolwentów praktycznie hurtowo.
Dziś firmy coraz częściej wolą zatrudnić jednego bardzo doświadczonego specjalistę AI niż pięciu młodszych pracowników wykonujących zadania, które można częściowo zautomatyzować.
To tłumaczy też rosnące obawy społeczne. Badanie Stanforda pokazuje, że aż 64% Amerykanów spodziewa się, iż AI ograniczy liczbę miejsc pracy w ciągu najbliższych dwóch dekad. To coraz trudniej traktować te obawy jako przesadę.
Wall Street nadal wierzy w produktywność. Rynek pracy zaczyna wierzyć w coś innego
Co ciekawe, część liderów technologicznych nadal utrzymuje bardzo optymistyczną narrację. Jeff Bezos uważa, że AI finalnie doprowadzi do wzrostu produktywności tak dużego, że gospodarka będzie potrzebowała więcej ludzi, a nie mniej. W teorii może mieć rację. Historia technologii wielokrotnie pokazywała, że automatyzacja ostatecznie tworzyła nowe branże i nowe zawody.
Tyle że problem rynku pracy polega na tym, że okres przejściowy potrafi być brutalny. Zwłaszcza dla osób bez doświadczenia, bez unikalnych kompetencji i bez dostępu do najbardziej zaawansowanych technologii. To dlatego firmy nadal szukają najlepszych inżynierów AI, specjalistów cybersecurity czy liderów sprzedaży, ale jednocześnie coraz mniej chętnie utrzymują rozbudowane zespoły wykonujące standardowe zadania biurowe. Rynek pracy zaczyna się ekstremalnie polaryzować.
Trump nie chce zatrzymywać wyścigu AI
Cała sytuacja nabiera jeszcze większego znaczenia w kontekście politycznym. Donald Trump wycofał projekt rozporządzenia, które miało zwiększyć kontrolę nad najbardziej zaawansowanymi modelami AI pod kątem cyberbezpieczeństwa. Powód był bardzo prosty: administracja obawia się, że zbyt agresywne regulacje mogłyby spowolnić amerykański sektor technologiczny w rywalizacji z Chinami.
To sygnał, że Waszyngton najprawdopodobniej zaakceptuje część kosztów społecznych związanych z AI, jeśli pozwoli to Stanom Zjednoczonym utrzymać dominację technologiczną. Dokładnie dlatego obecne zwolnienia mogą być dopiero początkiem znacznie większej zmiany… Problem nie polega na tym, że AI zabiera pracę wszystkim. Zaczyna zabierać ją tym, którzy dopiero próbowali wejść do gospodarki.