Te dane makro mogą wstrząsnąć rynkiem w tym tygodniu. Oto dokładne daty

Nadchodzący tydzień na rynkach finansowych zapowiada się jako test cierpliwości inwestorów i spójności narracji banków centralnych. Po spokojniejszym otwarciu, pozbawionym handlu na Wall Street, uwaga szybko przesunie się w stronę Azji, gdzie kondycja Chin i decyzje Banku Japonii będą wyznaczać globalny sentyment. Dane z Państwa Środka znów postawią pytanie, czy tamtejsza gospodarka stabilizuje się na niskim poziomie, czy raczej potrzebuje kolejnej rundy wsparcia.

W Europie kluczowe będą sygnały inflacyjne i wskaźniki nastrojów, które pokażą, czy słabszy 2025 rok rzeczywiście zaczyna przechodzić w fazę umiarkowanego odbicia. Niemcy i strefa euro dostarczą argumentów zarówno gołębiom, jak i jastrzębiom w EBC, co utrzyma niepewność wokół terminu pierwszych obniżek stóp.

Stany Zjednoczone, choć na początku tygodnia nieobecne, szybko wrócą do gry z pakietem danych o wzroście, inflacji i rynku nieruchomości. Rewizje PKB i wskaźniki PCE przypomną, że amerykańska gospodarka wciąż jest silna, ale jej odporność ma swoją inflacyjną cenę. Rynki surowców będą reagować na dane o zapasach ropy i sygnały płynące z Chin. Całość domkną wstępne PMI i nastroje konsumentów.

Poniedziałek 19 stycznia

Tydzień rynki rozpoczną w nietypowej atmosferze. W Stanach Zjednoczonych trwa Dzień Martina Luthera Kinga, a więc Wall Street pozostaje zamknięta. Płynność będzie niższa, ale brak USA nie oznacza braku emocji. Te nadejdą przede wszystkim z Azji i Europy. Najważniejszym punktem dnia będą Chiny.

Pakiet danych za IV kwartał pokaże, czy druga gospodarka świata faktycznie łapie stabilizację. PKB wzrósł według prognoz o 4,5% r/r, po 4,8% wcześniej, a kwartalna dynamika ma spowolnić do 1,0% k/k z 1,1%. Słabo wypada konsument: sprzedaż detaliczna 1,1% r/r wobec 1,3%, przy wciąż ujemnych inwestycjach i spadających cenach nieruchomości.

Japonia dorzuca sygnał ochłodzenia inwestycji: bazowe zamówienia na maszyny mają spaść o 5,2% m/m, po solidnym +7,0% miesiąc wcześniej – jen może reagować nerwowo. W strefie euro uwaga skupia się na finalnej inflacji. CPI 2,0% r/r, bazowa 2,3% – bez zmian. Dla EBC to argument za cierpliwością, nie pośpiechem w luzowaniu. Dzień zamknie Kanada. Inflacja pozostaje stabilna (CPI 2,2% r/r, core w okolicach 2,7–2,9%), co utrzymuje Bank Kanady w trybie „czekamy i obserwujemy”.

Wtorek 20 stycznia

Wtorek przynosi wyraźny zwrot ku polityce pieniężnej i nastrojom gospodarczym, zwłaszcza w Azji i Europie. Dzień otwierają Chiny, gdzie Ludowy Bank Chin pozostawia bez zmian podstawowe stopy kredytowe: roczna LPR na poziomie 3,5%, pięcioletnia 3%. Brak ruchu nie powinien zaskakiwać – po słabym pakiecie danych makro z IV kwartału Pekin wciąż balansuje między potrzebą wsparcia wzrostu a obawą o dalsze zadłużanie sektora nieruchomości. Dla rynków to sygnał stabilizacji, ale bez świeżego impulsu dla juana czy surowców.

W Niemczech uwaga przesuwa się na ceny producentów. PPI spada o 2,4% r/r, a miesięcznie o 0,1%, co potwierdza, że presja kosztowa w przemyśle pozostaje wygaszona. To dobra wiadomość dla inflacji konsumenckiej w strefie euro, ale jednocześnie przypomnienie o słabości popytu.

Kontrapunktem są nastroje. Indeks ZEW dla Niemiec rośnie do 49,9 pkt, z 45,8 pkt wcześniej, a komponent bieżących warunków, choć wciąż głęboko ujemny (-81,0) – przestaje się pogarszać. Inwestorzy zaczynają dyskontować drugą połowę roku jako wyraźnie lepszą.

W strefie euro pojawia się też rachunek bieżący: nadwyżka 20,3 mld euro, mniejsza niż wcześniej (25,7 mld), co pokazuje, że wsparcie z handlu zagranicznego nie jest już tak solidne. Na koniec dnia Stany Zjednoczone wracają do gry przez rynek długu. Aukcje krótkoterminowych bonów skarbowych i dane API o zapasach ropy mogą nadać ton dolarowi i rynkowi energii, zwłaszcza po spokojnym, świątecznym poniedziałku.

Środa 21 stycznia

Środa nie przynosi jednego dominującego odczytu makro, ale jest dniem, w którym rynki składają rozsypane elementy w spójną historię. Kluczowe będą komentarze bankierów centralnych i dane z amerykańskiej gospodarki realnej, które pomogą ocenić, czy końcówka 2025 r. rzeczywiście zamknęła się tak mocnym akcentem, jak sugerują modele Fedu.

W strefie euro uwagę przyciągają wystąpienia Christine Lagarde oraz Joachima Nagela. Po serii stabilnych odczytów inflacyjnych inwestorzy szukają odpowiedzi na jedno pytanie: czy EBC zaczyna mentalnie przygotowywać rynek pod pierwsze cięcia stóp w drugiej połowie roku, czy raczej będzie grał na czas. Każda sugestia ostrożności może wesprzeć euro i podbić rentowności obligacji.

Po południu pałeczkę przejmują Stany Zjednoczone. Dane z rynku nieruchomości nie wyglądają imponująco – indeks podpisanych umów kupna domów spada o 2,6% m/m, po 3,3% wcześniej, co potwierdza, że wysokie stopy procentowe nadal skutecznie chłodzą popyt mieszkaniowy. Jednocześnie model PKB Fed z Atlanty wciąż pokazuje solidne 5,3% wzrostu za IV kwartał, bez zmiany względem poprzedniego wskazania. Ten rozdźwięk między miękkimi a twardymi danymi będzie paliwem dla zmienności na dolarze i Wall Street. Z Kanady napłyną dane o cenach producentów.

Czwartek 22 stycznia

Azję otwiera Japonia, gdzie handel zagraniczny znów wypada solidnie. Nadwyżka handlowa rośnie do 357 mld JPY z 316,7 mld, przy eksporcie stabilnym na 6,1% r/r i wyraźnym przyspieszeniu importu do 3,6% z 1,3%. To sygnał, że kraj korzysta z globalnego ożywienia popytu, ale jednocześnie rosnące koszty importu mogą wrócić do gry w dyskusji o inflacji i polityce Banku Japonii.

W Australii rynek pracy wysyła mieszane sygnały. Zatrudnienie rośnie o 26,5 tys., po wcześniejszym spadku, ale stopa bezrobocia lekko podnosi się do 4,4% z 4,3%, a pełnoetatowe etaty wyraźnie maleją. Dla RBA to argument za ostrożnością; gospodarka wciąż absorbuje nowych pracowników, lecz dynamika nie jest już tak komfortowa jak rok wcześniej.

Europa dostaje ważny akcent z Polski. Produkcja przemysłowa przyspiesza do 2,9% r/r z -1,1%, PPI pozostaje głęboko ujemny (-2,2% r/r), a dynamika płac hamuje do 6,9%. To zestaw danych, który sprzyja narracji o stopniowym schładzaniu presji inflacyjnej, bez gwałtownego hamowania aktywności – argument, który RPP będzie ważyć w kolejnych miesiącach.

Prawdziwe centrum ciężkości dnia leży jednak w Stanach Zjednoczonych. Rewizja danych za III kwartał pokazuje PKB 4,3% k/k, wyraźnie powyżej 3,8% wcześniej. Jednocześnie inflacja mierzona deflatorem PKB rośnie do 3,8%, a bazowy PCE sięga 2,9%. Konsumpcja pozostaje mocna (realne wydatki +3,5%), a zyski firm nie zwalniają. To kombinacja, która rynkom mówi jasno: gospodarka jest silna, ale cena tej siły to uporczywa inflacja.

Piątek 23 stycznia

Piątek przynosi wyraźne domknięcie tygodnia i jednocześnie jego najmocniejszy akcent decyzyjny. Rynki zaczynają dzień w Azji, gdzie Bank Japonii nie zmienia parametrów polityki pieniężnej, pozostawiając stopę na poziomie 0,75%. Sama decyzja nie jest zaskoczeniem, ale kluczowy staje się kontekst: inflacja bazowa spada do 2,4% r/r z 3,0%, a główny CPI utrzymuje się w okolicach 2,9% r/r. To wyraźny sygnał, że presja cenowa słabnie szybciej, niż oczekiwano jeszcze kilka miesięcy temu. Jen może reagować nerwowo, zwłaszcza jeśli konferencja BoJ potwierdzi ostrożność w dalszym normalizowaniu polityki.

Europa żyje wstępnymi PMI za styczeń. W Niemczech przemysł pozostaje pod kreską (47,6 pkt), ale poprawa względem poprzedniego miesiąca sugeruje, że najgorsze może być za nami. Usługi utrzymują solidne 52,5 pkt, a łączny PMI powyżej 50 punktów wspiera narrację o powolnym odbiciu całej strefy euro. To dane, które raczej nie zmienią krótkoterminowego kursu EBC, ale dają argument gołębiom, by mówić o stabilizacji bez potrzeby dalszego zacieśniania.

Po południu pałeczkę przejmują Stany Zjednoczone. PMI dla przemysłu (52,1) i usług (52,8) potwierdzają, że amerykańska gospodarka wchodzi w nowy rok z solidnym impetem. Równolegle indeks Uniwersytetu Michigan pokazać ma utrzymującą się ostrożność konsumentów – nastroje pozostają słabe, a oczekiwania inflacyjne 4,2% mogą przypomnieć Fedowi, że walka z inflacją w sferze oczekiwań wciąż się nie zakończyła.

Tydzień kończy Kanada, gdzie sprzedaż detaliczna ma wzrosnąć o 1,2% m/m po wcześniejszych spadkach. Taki odczyt dla Banku Kanady to raczej argument za cierpliwością, niż zmianą kursu.