Szok geopolityczny wywróci gospodarkę, ale nie indeksy? Inwestorzy szukają takich akcji

Pierwsze tygodnie 2026 roku dawały inwestorom złudne poczucie stabilizacji – ale inwestorzy nadal kupują akcje firm, mających dużą siłę cenową i pozycję, by zarobić nawet jeśli inflacja wzrośie. Globalne indeksy akcji zaczęły rok spokojnie, a opowieść o miękkim lądowaniu gospodarki wciąż krążyła po salach tradingowych. Wystarczyło jednak kilka dni pod koniec lutego, by ten scenariusz się rozsypał. Uderzenia na Iran wywołały reakcję łańcuchową, której rynki najwyraźniej nie były gotowe w pełni zdyskontować.

Marzec przyniósł zmianę tonu. Nastroje odwróciły się gwałtownie, a inwestorzy zaczęli kalkulować ryzyka, które jeszcze niedawno wydawały się marginalne. W tle coraz częściej pojawia się widmo stagflacji – kombinacji wysokiej inflacji i słabego wzrostu, której rynki finansowe zwyczajnie nie znoszą. Mimo to, inwestorzy nadal kupują akcje – zwłaszcza te, które na kryzysie i pomimo niego mogą zarobić. Dlaczego?

Najważniejsze fakty

  • Globalne rynki akcji zakończyły pierwszy kwartał pod presją po eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie
  • Ropa Brent podrożała w marcu o ponad 60%, co stanowi historyczny skok w skali jednego miesiąca
  • Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowym punktem dla światowej podaży energii i potencjalnym źródłem dalszych zakłóceń, ale rynki balansują między rewolucją AI a ryzykiem długotrwałego szoku geopolitycznego
  • Sektor energetyczny jako jedyny wypracował dodatnie stopy zwrotu, podczas gdy spółki zbrojeniowe zawiodły – kapitał rotuje z technologii w stronę firm opartych na aktywach fizycznyc

Szok energetyczny i rynek, który nie chce panikować

Skala wzrostu cen ropy w marcu była czymś więcej niż tylko reakcją na nagłówki. To był sygnał, że system globalnych dostaw energii wciąż opiera się na kilku newralgicznych punktach. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa znacząca część światowej ropy i gazu, znów znalazła się w centrum uwagi. Historia pokazuje, że gdy w Zaatoce Perskiej zaczyna wrzeć, skutki wykraczają daleko poza sektor energetyczny. A jednak rynki akcji zachowywały się inaczej, niż zwykle.

Owszem, zmienność wzrosła, a indeksy reagowały na każdą informację z frontu dyplomatycznego, ale trudno mówić o klasycznej panice. To raczej coś w rodzaju niepokojącego optymizmu. Inwestorzy zdają się zakładać, że sytuacja zostanie opanowana, choć scenariusze wskazują, że równie dobrze może się ona pogorszyć. Co ciekawe, tradycyjna defensywa tym razem nie spełniła swojej roli.

Spółki konsumenckie czy zdrowotne traciły, podczas gdy energetyka była jedynym jasnym punktem. To wyraźny sygnał, że rynek bardziej obawia się inflacji niż spowolnienia gospodarczego. Pamiętajmy jednak, że w 2026 roku rynek jest mniej zależy od bliskowschodniej ropy, niż miało to miejsce w latach 70. czy 80. gdy rozgrywała się tzw. „wojna tankowców”.

To naturalnie sprawia, że inwestorzy zamiast myśleć o stratach globalnej gospodarki – próbują rozwikłać tajemnicę „kto na niej najwięcej zarobi”. Jednak jak czytamy w artykule JP Morgan: „Rynek ropy czeka nagłe załamanie”. Sytuacja będzie coraz trudniejsza? – sytuacja nie jest wolna od ryzyka i może wymknąć się spod kontroli.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Stale rozgrywa się proces, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się mało prawdopodobny. Spółki technologiczne z branży oprogramowania, przez lata będące filarem wzrostu, zaczęły powoli tracić blask. Rozwój sztucznej inteligencji, zamiast wzmacniać ich pozycję w oczach inwestorów, budzi coraz więcej pytań o trwałość modeli biznesowych.

Kapitał przesuwa się w stronę firm z fizycznymi aktywami. Przemysł, infrastruktura, spółki oparte na „twardej” gospodarce wracają do łask. Problem w tym, że to nie jest bezpieczna przystań w klasycznym sensie. Te sektory są silnie uzależnione od cyklu koniunkturalnego, kosztów energii i stabilności łańcuchów dostaw.

W obecnym otoczeniu każdy z tych elementów jest pod presją. To raczej zmiana jednego zestawu ryzyk na inny, niż realna ucieczka od niepewności. Inwestorzy szukają czegoś namacalnego, ale rzeczywistość gospodarcza nie daje dziś prostych odpowiedzi. Przede wszystkim kapitał wydaje się rozpaczliwie szukać akcji spółek, które z łatwością będą w stanie przenosić koszty inflacji na klientów... Którzy na całym świecie, od wielu tygodni odczuwają w portfelach wyższe ceny benzyny.

Dwa światy, jedna niepewność

Na horyzoncie widać dwa potężne trendy, które rynki próbują jednocześnie wycenić. Z jednej strony przyspieszająca rewolucja technologiczna, która może obniżać koszty i zmieniać całe branże. Z drugiej strony konflikt geopolityczny, który działa dokładnie odwrotnie. Podbija ceny surowców i destabilizuje globalny handel.

Jeśli napięcia na Bliskim Wschodzie utrzymają się dłużej, rynek może w końcu zostać zmuszony do rewizji zbyt optymistycznych założeń. Droga do głębszej korekty nie musi być wcale długa, zwłaszcza przy obecnych wycenach.

W takich warunkach wraca znaczenie jakości. Również Morgan Stanley twierdzi, że spółki o stabilnych przepływach pieniężnych i przewidywalnym wzroście mogą okazać się jedyną kotwicą w coraz bardziej chaotycznym otoczeniu. Od dekad na Wall Street krąży stare powiedzenie, że rynek potrafi ignorować ryzyko dłużej, niż inwestorzy pozostają cierpliwi. Obecna sytuacja aż prosi się o przypomnienie tej maksymy.