Wypowiedzi szefa IEA, Birola pokazują jasno, że obecny kryzys energetyczny wywołany wojną z Iranem nie jest kolejnym przejściowym zaburzeniem podaży, lecz wydarzeniem, które przyniesie długoterminowe skutki. Skala zniszczeń infrastruktury oraz jednoczesne zakłócenie kluczowych szlaków transportowych – w tym Cieśniny Ormuz powodują, że nawet skoordynowane działania największych gospodarek mają ograniczoną skuteczność.
Dyrektor wykonawczy Fatih Birol wprost mówi o największym zagrożeniu dla bezpieczeństwa energetycznego w historii. To zmienia sposób, w jaki należy patrzeć na ceny ropy, inflację i globalny wzrost gospodarczy. Rynek przestaje być cykliczny, zaczyna być strukturalnie napięty. Napięcie to trwać może latami i powodować trwalszy wpływ na ceny gazu, ropy, jak i dostępność towarów energetycznych.
Najważniejsze fakty
- Świat stracił około 30 mln baryłek dziennie podaży ropy, czyli wielokrotnie więcej niż podczas kryzysów naftowych lat 70.
- Ponad 80 obiektów energetycznych na Bliskim Wschodzie zostało uszkodzonych, z czego ponad jedna trzecia poważnie.
- Odbudowa podaży energii do poziomów sprzed kryzysu może potrwać nawet do dwóch lat – ocenia Fatih Birol, szef IEA
Szacowany okres odbudowy zdolności oszacowaliśmy w artykule Ropa i Bliski Wschód nie wrócą do normalności: „Zawieszenie broni to za mało”. Ile czasu zajmie odbudowa?
Skala szoku: większa niż w latach 70. i po 2022 roku
Najbardziej uderzającym elementem obecnej sytuacji jest skala utraconej podaży. Według IEA globalny rynek stracił około 30 mln baryłek dziennie produkcji ropy, co oznacza poziom wielokrotnie wyższy niż podczas kryzysów naftowych lat 70., kiedy ubytki wynosiły około 5 mln baryłek dziennie.
Równie istotne są zakłócenia na rynku gazu, które przekraczają już skalę obserwowaną po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 roku. Do tego dochodzi fizyczne zniszczenie infrastruktury – ponad 80 obiektów energetycznych w regionie zostało uszkodzonych, z czego ponad jedna trzecia poważnie lub bardzo poważnie.
To fundamentalnie zmienia charakter kryzysu. Nie mamy do czynienia jedynie z ograniczeniem eksportu, lecz z trwałą utratą zdolności produkcyjnych. Co więcej, nawet jeśli IEA uwolni więcej, niż dotychczas ogłoszone 400 milionów baryłek z rezerw strategicznych… Nie zmieni to faktu, że produkcję na Bliskim Wschodzie przerwano.
Odbudowa potrwa lata, nie miesiące
IEA szacuje, że powrót podaży energii na Bliskim Wschodzie do poziomów sprzed kryzysu może zająć nawet do dwóch lat i to przy założeniu, że konflikt zakończyłby się natychmiast. To kluczowy punkt z perspektywy rynku. Inwestorzy często zakładają, że zakończenie działań zbrojnych automatycznie przywraca równowagę podaży i popytu.
W tym przypadku jest to założenie błędne. Zniszczenia infrastruktury od pól naftowych, przez rafinerie, po terminale eksportowe – oznaczają długotrwały proces odbudowy, który będzie ograniczał podaż niezależnie od sytuacji politycznej.
Rezerwy strategiczne: „łagodzenie bólu”, nie rozwiązanie
IEA już uruchomiła największe w historii skoordynowane uwolnienie rezerw ropy. To wspomniane 400 mln baryłek, z czego aż 172 mln baryłek pochodzi ze strategicznych rezerw USA. Jednak sam Fatih Birol podkreśla, że to działanie ma charakter wyłącznie krótkoterminowy. W jego słowach: to nie jest rozwiązanie problemu, lecz jedynie sposób na „zmniejszenie bólu”.
Powód jest prosty. Rezerwy mogą chwilowo zwiększyć podaż na rynku, ale nie są w stanie zastąpić utraconej produkcji na poziomie dziesiątek milionów baryłek dziennie, szczególnie jeśli zakłócenia mają charakter strukturalny i długotrwały.
Rynek ropy: blisko 100 dolarów i efekt domina
Ceny ropy już znajdują się w okolicach 100 dolarów za baryłkę. Obecna struktura rynku sugeruje, że ryzyko jest asymetryczne w górę. Przy tak dużych ubytkach podaży oraz ograniczeniach logistycznych (w tym częściowej blokadzie kluczowych szlaków transportowych)… Nawet niewielkie dodatkowe zakłócenia mogą wywołać gwałtowne ruchy cen.
Jednocześnie należy pamiętać, że rynek nie dyskontuje wyłącznie bieżącej sytuacji. Obejmuje także tempo odbudowy infrastruktury a to, jak wskazuje IEA, będzie wyjątkowo powolne. Kryzys energetyczny zaczyna rozlewać się na kolejne segmenty globalnej gospodarki. Zakłócenia dotyczą już nie tylko ropy i gazu, ale również nawozów, petrochemikaliów czy helu, surowców kluczowych dla funkcjonowania wielu łańcuchów dostaw.
To oznacza, że skutki obecnego szoku będą odczuwalne znacznie szerzej niż tylko na rynku energii – przełożą się na koszty produkcji, inflację oraz dynamikę wzrostu gospodarczego. Z perspektywy rynku energii obecna sytuacja jest jakościowo inna niż wcześniejsze kryzysy. Skala zniszczeń, długość potencjalnej odbudowy oraz ograniczona skuteczność narzędzi stabilizacyjnych sprawiają, że mamy do czynienia z kryzysem strukturalnym.
Los cen ropy w dłuższym terminie zależał będzie od efektów negocjacji USA z Iranem. Zaktualizowane po negocjacjach w Islamabadzie stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa opisaliśmy w artykule Prezydent USA, Trump przemawia: „Zatrzymamy się na Kubie”. Co z blokadą Cieśniny Ormuz?