Larry Fink nie ma powodu, żeby przesadnie gryźć się w język. Człowiek, który zarządza aktywami wartymi około 14 bilionów dolarów, patrzy na to, co dzieje się dziś z gospodarką i rynkami i… widzi coś niepokojącego. Nie tylko dla inwestorów, ale dla ogółu. Jego najnowszy list do akcjonariuszy to nie jest standardowa korporacyjna laurka. To raczej ostrzeżenie: świat, jaki znaliśmy, właśnie się kończy. Nowy może być znacznie bardziej nierówny.
Larry Fink: Globalizacja się cofa. I to będzie kosztować
Fink zwraca uwagę na trend, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nie do zatrzymania. Globalizacja zaczyna się cofać. Państwa stawiają na samowystarczalność, przenoszą produkcję do kraju, zaostrzają politykę migracyjną i inwestują miliardy w lokalne łańcuchy dostaw.
Brzmi rozsądnie? Być może. Ale rachunek dopiero przyjdzie. „Samowystarczalność jest kosztowna” – podkreśla szef BlackRock. A to oznacza jedno: wyższe ceny, większe wydatki i presję na inflację, którą ostatecznie odczują zwykli ludzie.
Czytaj w Bithub Plus:
Bitcoin zmienia trend na wzrostowy? Oto kluczowy poziom. Co mówią dane on-chain z Glassnode
AI stworzy fortuny. Problem w tym… kto je zgarnia
Jeszcze większe obawy budzi jednak sztuczna inteligencja. Fink nazywa ją najważniejszą technologią od czasów powszechnej komputeryzacji. Nie ma wątpliwości, że wygeneruje ogromne bogactwo. Tyle że – jak zauważa – pieniądze nie rozłożą się równomiernie.
Historia pokazuje, że największe zyski z przełomowych technologii trafiają do firm, które je tworzą, i inwestorów, którzy mają w nich udziały. Tym razem może być jeszcze gorzej, bo wiele najbardziej wartościowych spółek AI pozostaje prywatnych znacznie dłużej niż kiedyś. Efekt? Zwykli inwestorzy są odcięci od najbardziej dynamicznego wzrostu.
Fink mówi wprost: jeśli dostęp do rynku nie zostanie poszerzony, AI może pogłębić przepaść między bogatymi a resztą społeczeństwa. To nie jest abstrakcyjny problem. Już dziś największe firmy technologiczne z dostępem do danych, infrastruktury i kapitału rosną w tempie, które odjeżdża reszcie rynku.
A jeśli do tego dodać fakt, że wiele inwestycji odbywa się poza giełdą, to rośnie ryzyko, że przeciętny człowiek zostanie z boku największego transferu bogactwa od dekad.
System, który zaczyna trzeszczeć
Szef BlackRock wskazuje też na szerszy problem: coraz więcej ludzi przestaje wierzyć, że praca i tradycyjna ścieżka kariery pozwolą im się dorobić. Rosnące ceny nieruchomości, koszty życia i stagnacja dochodów sprawiają, że dla wielu system przestaje działać.
Rozwiązanie? Fink wskazuje na jedno: większy udział społeczeństwa w rynkach kapitałowych. Bo jeśli bogactwo powstaje na giełdzie i w inwestycjach, to jego zdaniem więcej ludzi musi mieć w tym udział. To, co wybrzmiewa z jego listu najmocniej, to nie same liczby, ale kierunek zmian. Świat staje się bardziej zamknięty, bardziej kosztowny i bardziej nierówny. A sztuczna inteligencja może ten proces tylko przyspieszyć.