Stan wyjątkowy przez braki paliwa. Wojna na Bliskim Wschodzie podpala gospodarki świata

Prezydent Filipin Ferdinand Marcos Jr. podpisał we wtorek rozporządzenie wykonawcze wprowadzające w całym kraju stan wyjątkowy w dziedzinie energii. Stan ten, mający formalnie obowiązywać przez dwanaście miesięcy, ma na celu zabezpieczenie dostaw w obliczu krytycznego niedoboru paliwa wywołanego blokadą cieśniny Ormuz przez Iran po wybuchu wojny z udziałem Stanów Zjednoczonych i Izraela po 28 lutego.

Filipiny importują 98 proc. wykorzystywanej przez siebie ropy naftowej z regionu Zatoki Perskiej. Według danych Ministerstwa Energii kraj dysponuje obecnie zapasami paliw wystarczającymi na około 45 dni normalnego funkcjonowania (dokładniej: benzyna – 53,14 dnia, olej napędowy – 45,82 dnia, nafta – 97,93 dnia). Od rozpoczęcia konfliktu ceny diesla i benzyny wzrosły ponad dwukrotnie w stosunku do poziomu sprzed 28 lutego; we wtorek notowania odnotowały kolejny gwałtowny wzrost, osiągając poziom ponad dwukrotnie wyższy niż przed wojną.

W zarządzeniu Macros przyznaje władzom centralnym (czyli w istocie sobie) szerokie uprawnienia do „ochrony” bezpieczeństwa energetycznego. Powołano specjalny komitet koordynujący dystrybucję paliw, żywności, leków i towarów pierwszej potrzeby. Rząd zyskał możliwość bezpośredniego zakupu produktów naftowych na rynkach międzynarodowych oraz uruchomienia mechanizmów subsydiów dla kierowców transportu publicznego. W celu ograniczenia zużycia paliwa zmniejszono częstotliwość kursów promów, a w administracji publicznej wprowadzono czterodniowy tydzień pracy.

Co więcej, w reakcji na wzrost kosztów skroplonego gazu ziemnego minister energii, Sharon Garin, poinformowała o tymczasowym zwiększeniu udziału elektrowni węglowych w produkcji energii elektrycznej – tak, aby maksymalnie ograniczyć zużycie tego pierwszego, oraz wpływ jego braków na gospodarkę Filipin A wpływ ten jest niemały. Tylko w 2025 r. import energii netto przekraczał 4 proc. PKB kraju, z czego ponad 3 proc. stanowiła ropa naftowa. Łącznie zaś około 1/3 produkcji energii elektrycznej opiera się bezpośrednio na importowanych paliwach kopalnych – i jest od nich uzależniona.

Przekleństwo finansowej geografii

Z tego też względu analitycy wskazują na Filipiny – obok Tajlandii i Indii – jako jeden z najbardziej narażonych na szok energetyczny rynków wschodzących Azji. Szacuje się, że każdy trwalszy wzrost cen ropy o 10 dolarów za baryłkę obniża wzrost PKB o około 0,2 pkt proc. i podnosi inflację o 0,6 pkt proc. Roczny rachunek za import ropy i paliwa, szacowany w przypadku Filipin na około 15 mld dolarów, w przypadku utrzymania cen surowca powyżej 100 dolarów za baryłkę może wzrosnąć do 20 mld dolarów rocznie, co stanowiłoby dodatkowy koszt rzędu 0,7–0,8 proc. filipińskiego PKB.

Nie podano na razie informacji o planowanym terminie zniesienia stanu wyjątkowego ani o ewentualnych negocjacjach z dostawcami alternatywnych źródeł energii. Co prawda władze zarzekają się, że wprowadzone restrykcje mają charakter tymczasowy, służą wyłącznie utrzymaniu ciągłości dostaw kluczowych towarów, i mogą zostać zniesione przed upływem 12-miesięcznego terminu. Z drugiej jednak strony, ten ostatni może też być przedłużany – co niestety wydaje się możliwością znacznie bardziej prawdopodobną niż szybkie zniesienie

Zamknięcie cieśniny Ormuz – przez którą w ubiegłym roku przepływało niemal 90 proc. ropy i gazu kierowanego do Azji oraz około 20 proc. globalnego zużycia ropy – wywołało wstrząsy na rynkach paliwa i energii. Filipiny są jednym z pierwszych państw poza Bliskim Wschodem, które formalnie ogłosiły stan wyjątkowy. Co ciekawe, kraj ten sam mógłby we własnym zakresie wydobywać ropę ze złóż podmorskich – jednak złoża, do których ma dostęp, należą do najbardziej spornych na świecie, przede wszystkim z uwagi na agresywne roszczenia Pekinu.