Saudowie załagodzą kryzys w Cieśninie Ormuz? Oto ropociąg Wschód-Zachód

Jak wiadomo, wybuch od dawna oczekiwanego konfliktu między Stanami Zjednoczonymi i Izraelem a Iranem doprowadził do blokady Cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku dla eksportu ropy naftowej z Zatoki Perskiej. Całe grono jednostek morskich pozostaje „uwięzionych” w Zatoce Perskiej, nie chcąc ryzykować przejścia przez tę cieśninę – szczególne po tym, jak niektóre z jednostek stały się już celem ataków. Nie oznacza to jednak zupełnego odcięcia bliskowschodnich źródeł zaopatrzenia w ropę i gaz – narzędziem do tego dysponuje Arabia Saudyjska.

Chodzi o infrastrukturę przesyłową, która pozwoli ominąć konieczność transportu surowca drogą morską z Zatoki. Chodzi tu o rurociąg znany jako Petroline. Magistrala da, o długości 1,2 tys. kilometrów, łączy zakłady petrochemiczne w Bukajk, nad brzegiem Zatoki Perskiej, z terminalami eksportowymi w Janbu i Dżeddzie, nad Morzem Czerwonym. Niedawna modernizacja, przeprowadzona kosztem 250 milionów dolarów, zwiększyła jego przepustowość z 5 do 7 milionów baryłek dziennie (bpd), co może dla Rijadu okazać się inwestycją trafioną jak rzadko kiedy.

Oczywiście nie oznacza to, że tak sama Arabia Saudyjska, jak i inne kraje regionu, mogą przestać martwić się blokadą cieśniny Ormuz. Po pierwsze bowiem, nadal ponad 80% saudyjskiego eksportu naftowego nadal trafia na rynki za pośrednictwem tankowców ładowanych w terminalach nad Zatoką Perską, takich jak Ras Tanura. Przekierowanie znacznej części tego wolumenu do Dżeddy i Janbu nie jest wprawdzie zupełnie niemożliwe, jednak wymagałoby skokowego zwiększenia obciążenia infrastruktury naftowej w tych portach i, co gorsza, utrzymywania tej intensywności przez tygodnie, jeśli nie miesiące.

Innym problemem dla Saudów może być także aktywność zajdyckiego jemeńskiego ruchu Hutich, alias Ansar Allah, stanowiącego jednego z najcenniejszych i, jak się okazało, najgroźniejszych dla światowej gospodarki sprzymierzeńców Iranu. Huti ogłosili, że wznawiają ataki na żeglugę handlową na akwenie Morza Czerwonego i Zatoki Adeńskiej. I choć ich siła militarna jest nieporównywalna z Saudami, to to samo tym bardziej można powiedzieć o flotach krajów zachodnich – a mimo skierowania okrętów tych ostatnich do eskortowania żeglugi, Hutim i tak udało się poprzednio znacznie zakłócić światowy handel.

Arabia Saudyjska, ZEA mają wybór. Reszta – cóż…

Tym niemniej rozwiązania te i tak wydają się nader atrakcyjne, jeśli porównać je z całkowitym przerwaniem eksportu naftowego w przypadku utrzymywania się blokady Ormuz przez najbliższe tygodnie, co jest niewykluczone, a nawet prawdopodobne. Stąd też własne drogi alternatywne rozwijają także inne kraje Zatoki Perskiej. Zjednoczone Emiraty Arabskie korzystają z ropociągu Abu Dhabi Crude Oil Pipeline (ADCOP), o przepustowości 1,5 mln bpd, transportującego ropę do Fudżajry nad Zatoką Omańską. Planowana nowa nitka o pojemności 1,8 mln bpd, ukończona do 2027 r., podwoi tę zdolność.

Z kolei sam Iran dysponuje ropociągiem Goreh-Jask, teoretycznie zdolnym do 1 mln bpd, lecz w praktyce osiągającym jedynie 350 tys. bpd. Co istotne, infrastruktura taka jak rurociąg jest bardzo podatna na ataki lotnicze – stąd też jeśli amerykańskie lub izraelskie lotnictwo zdecydowałoby się go zbombardować, cały transport surowca za jego pośrednictwem mógłby uleć zatrzymaniu. Najbardziej narażony na blokadę pozostaje natomiast Irak. Dla tego kraju alternatywą jest eaktywacja ropociągu Kirkuk-Ceyhan do Turcji o potencjalnej pojemności 1,2 mln bpd – to jednak wymagałoby rozwiązania sporów z Kurdami i Ankarą.

Łączna teoretyczna zdolność tych sieci przekracza 12 mln bpd, co mogłoby częściowo kompensować blokadę Ormuz. Konflikt już spowodował wzrost cen ropy o 10%, z prognozami osiągnięcia 100 dol. za baryłkę. OPEC+ już zareagował, planując zwiększenie produkcji o 206 tys. bpd od kwietnia, po wcześniejszych przyrostach 137 tys. bpd pod koniec ubiegłego roku. Aktualna cena Brent wynosi około 73 dol. za baryłkę, co oznacza 20-procentowy wzrost w skali roku. Tym niemniej obecna sytuacja może być jedną z bardzo specyficznych, w których eksporterzy, tacy jak Arabia Saudyjska, bynajmniej z tych wzrostów nie będą się cieszyć.