”Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym za darmo rozdają samochody?”, pytał niegdyś hipotetyczny słuchacz Radia Erewań. „W zasadzie tak, tyle że nie w Moskwie, a w Petersburgu, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego, nie samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną,” brzmiała odpowiedź postępowego medium. Dziś ten żart można by rozszerzyć o Brazylię – dodając, że „nie samochody, a motocykle, i nie rozdają, a sprzedają na kredyt”. Ale reszta faktycznie się zgadza. Oto bowiem Brazylia uruchamia kuriozalny program wsparcia branżowego.
Tamtejszy rząd federalny uruchomił bowiem właśnie program dotowanych kredytów na zakup motocykli dla dostawców pracujących na rzecz aplikacji dostawczych, typu Uber Eats, iFood czy Rappi. Program „Move Motos” zakłada zaoferowanie preferencyjnych warunków finansowania dla pracowników zarejestrowanych na platformach przez co najmniej sześć miesięcy, którzy zrealizowali minimum 100 dostaw. Kredyty objęte są gwarancjami państwowymi, a ich całkowita pula ma wynieść 5 mld reali (okoko miliarda dolarów). To wszystko, w której brazylijski budżet federalny już jest w ciężkiej sytuacji.
Brazylia nie ma ważniejszych wydatków…?
Program dotyczy wyłącznie motocykli wyprodukowanych w Brazylii, w tym modeli elektrycznych, co ma wspierać lokalny przemysł i modernizować floty dostawcze. Może to budzić o tyle uzasadnione zdziwienie, że Brazylia jako taka nie słynie jako producent motoryzacyjny I owszem znajdują się tam natomiast fabryki zagranicznych producentów (zwłaszcza chińskich). Rodzi to zarazem pewne kłopotliwe pytania, w tym o wpływ lobbingu branżowego na program. Takich pytań jest zresztą więcej, zaczynających się od tego, dlaczego akurat aplikacje dostawcze uznano za tak krytyczną branżę gospodarki?
Wreszcie, problematyczna może być kwestia oprocentowania tych preferencyjnych kredytów, którego roczne stawki wynoszą 11,5% dla kobiet oraz 12,5% dla mężczyzn (przy czym stopa referencyjna Brazylijskiego Banku Centralnego wynosi obecnie 14,5%). Co o tyle znaczące, że brazylijscy politycy lubią podkreślać, jak bardzo konstytucja tego kraju chroni równość wobec prawa, zaś zróżnicowanie benefitów na podstawie płci, i tylko płci, stoi w jawnej sprzeczności z zapisami o zakazie dyskryminacji wobec połowy populacji – jednocześnie sugerując, że druga połowa wymaga specjalnej troski.
Wszystko to ma miejsce w sytuacji, w której sytuacja gospodarcza Brazylii nie napawa optymizmem. PKB w 2026 r. ma rosnąć w tempie ledwie 1,3–1,8%, a dług publiczny osiągnie 95% PKB. Inflacja utrzymuje się na poziomie 4,3–5,2%, znacznie powyżej celu banku centralnego (3%). Centrolewicowy rząd prezydenta Luiza Inácio Luli da Silvy, mimo deklaracji o dążeniu do nadwyżki budżetowej na poziomie 0,25% PKB, boryka się z sztywnymi wydatkami obligatoryjnymi, które pochłaniają 92% budżetu federalnego. Pozostawia to zaledwie 8% środków na bardziej elastyczne wydatki.
Brazylia może ma, ale jej prezydent – już nie
Ekonomia może nie być tu jednak najważniejsza. Inicjatywa wpisuje się bowiem w szerszy wzorzec działań administracji Luli da Silvy, który to, przypadkowo, w październikowych wyborach będzie starał się o kolejną kadencję prezydencką (łącznie już czwartą, jakkolwiek „zaledwie” drugą z rzędu). Od początku roku rząd wdraża zatem szereg quasi-fiskalnych instrumentów, starannie skonstruowanych tak, by nie pogorszyły one bezpośrednio rządowego bilansu pierwotnego, ale jednocześnie wpompowały w gospodarkę – czytaj, w wybrane grupy elektoratu – znaczące środki.
Oprócz motocykli dla dostawców, Brazylijczycy mogą liczyć na renegocjację zaległych długów konsumenckich czy programy wsparcia zakupu ciężarówek. Ekonomiści z BTG Pactual oszacowali, że dotychczasowe środki stymulacyjne tylko w tym roku wpompują w brazylijską gospodarkę 142 miliardy reali – co odpowiada około 1% krajowego PKB. I to mimo inflacji już i bez tego wynoszącej 4,72% (czyli znacząco powyżej oficjalnego celu 3%). Mimo rosnącej presji inflacyjnej, w tym tej wynikającej z wojny w Zatoce Perskiej, administracja Luli konsekwentnie eskaluje interwencjonizm państwowy.
Rodzi to oczywiste pytania o rzeczywisty cel tych działań. Dostawy posiłków zamawianych przez aplikacje w żadnej mierze nie są krytyczną dziedziną gospodarki, i Brazylia w teorii mogłaby się bez nich zupełnie obejść. Jednak gigantyczna armia dostawców pracujących dla aplikacji to jedna z liczniejszych grup wyborców, które mogą przesądzić o wynikach elekcji. A to przecież ważniejsze niż marne 2,5 miliarda reali – które i tak pokryją podatnicy.