Sytuacja na polskim rynku pracy w pierwszej połowie 2026 roku staje się coraz bardziej zagadkowa i budzi uzasadniony niepokój wśród inwestorów giełdowych.
Najnowsze dane opublikowane przez firmę doradczą Grant Thornton oraz system Element wskazują na wyraźne ochłodzenie nastrojów, które kontrastuje z wcześniejszymi, optymistycznymi zapowiedziami liderów branży rekrutacyjnej. W styczniu 2026 roku na pięćdziesięciu największych portalach ogłoszeniowych w Polsce pojawiło się niespełna 253 tysiące ofert, co oznacza spadek o 8 procent w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jest to już ósmy miesiąc z rzędu, w którym dynamika roczna utrzymuje się pod kreską, co skłania analityków do zadawania pytań o realną kondycję krajowej gospodarki. Choć w ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost o 34 procent w porównaniu do grudnia, eksperci podkreślają, że jest to efekt typowo sezonowy, a nie sygnał trwałego odwrócenia negatywnego trendu. Rynek wydaje się obecnie weryfikować ambitne plany i prognozy, które jeszcze kilka tygodni temu dominowały w przekazach korporacyjnych.
Kryzys zaufania i giełdowa wyprzedaż
Inwestorzy operujący na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zareagowali na te doniesienia wyjątkowo nerwowo, co najlepiej widać na przykładzie notowań Grupy Pracuj. Kurs akcji tej spółki, będącej barometrem nastrojów w sektorze HR, zaliczył bolesny zjazd, tracąc niemal 50 procent wartości od swoich historycznych szczytów.
Wykresy techniczne nie pozostawiają złudzeń, że rynek zaczął wyceniać scenariusz znacznie głębszej zmiany popytu na pracę niż pierwotnie zakładano. Mimo że przedstawiciele spółki jeszcze niedawno zapowiadali stabilizację i wskazywali na wyższe budżety rekrutacyjne u 75 procent swoich klientów, rzeczywistość zweryfikowała te oczekiwania. Rafał Nachyna z zarządu Grupy Pracuj przyznał w jednym z wywiadów, że wcześniejsze założenia dotyczące szybkiego wpływu środków z Krajowego Planu Odbudowy na rynek pracy były zbyt optymistyczne. Proces zagospodarowania unijnych funduszy trwa znacznie dłużej, a inwestycje w infrastrukturę nie generują natychmiastowej fali nowych etatów w takim stopniu, jakiego spodziewali się analitycy. Dodatkowo niepewność geopolityczna związana z sytuacją za wschodnią granicą sprawia, że międzynarodowe korporacje patrzą na Polskę z dużą rezerwą.
Sektorowe przetasowania i rola technologii
Analiza poszczególnych branż pokazuje, że spadki dotknęły niemal każdy segment rynku, a największe tąpnięcie odnotowano w obszarach marketingu, prawa oraz wśród pracowników fizycznych. Jedyną zieloną wyspą pozostaje służba zdrowia, gdzie liczba ofert wzrosła o 4 procent, co wynika z chronicznych braków kadrowych w tym sektorze. Interesujące zjawisko zachodzi w branży IT, która po okresie stagnacji zaczyna wykazywać pewne oznaki ożywienia, choć eksperci na platformie X zauważają, że profil poszukiwanego kandydata uległ diametralnej zmianie. Coraz większe znaczenie zyskuje umiejętność obsługi narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, która przestała być traktowana jako zagrożenie, a stała się niezbędnym elementem efektywności osobistej. Specjaliści wskazują, że AI nie zastępuje całych zawodów, ale wymusza nową specjalizację, co widać szczególnie w rosnących wymaganiach wobec pracowników technicznych. Nawet w kategorii prac fizycznych obserwujemy wyraźne rozwarstwienie, gdzie proste zadania wymagające siły mięśni ustępują miejsca stanowiskom wymagającym konkretnych, wąskich kompetencji obsługi zaawansowanych maszyn.
Przyszłość rekrutacji i wielka niewiadoma
Mimo trudnego początku roku, autorzy raportu Grant Thornton starają się zachować umiarkowany optymizm, sugerując, że polski rynek pracy mógł już odbić się od przysłowiowego dna. Nadzieją napawa fakt, że ujemne dynamiki przestały się pogłębiać, co może zwiastować powrót do dodatnich odczytów w drugiej połowie 2026 roku. Grupa Pracuj zamierza w tym czasie skupić się na ekspansji w mniejszych miastach, szukając tam nowych źródeł wzrostu i dywersyfikacji przychodów. Strategia ta ma być poduszką bezpieczeństwa w czasach, gdy wielkie metropolie nasyciły się już ofertami dla specjalistów i wykazują mniejszą responsywność. Należy jednak pamiętać, że każda prognoza jest obecnie obarczona ogromnym ryzykiem błędu ze względu na zmienne czynniki makroekonomiczne i tempo adopcji nowych technologii. To, czy zapowiadana stabilizacja rzeczywiście nadejdzie, zależeć będzie od realnego tempa inwestycji oraz tego, czy polscy pracodawcy odzyskają odwagę do budowania długofalowych zespołów w obliczu globalnych zawirowań.