Rosja „nakazuje” Euroclear wypłacić sobie 200 miliardów

No kto by się spodziewał. Moskiewski sąd arbitrażowy – słynący z niezachwianej niezależności oraz niepodatności na wpływy Kremla, podobnie zresztą jak cała reszta rosyjskiego sądownictwa – w pełni przychylił się do roszczenia Banku Rosji i nakazał belgijskiej izbie rozliczeniowej Euroclear Ltd. wypłacić 200 miliardów euro. Oczywiście drobnym problemem może być tu fakt, że Euroclear nie podlega rosyjskiej jurysdykcji i nie ma obowiązku uznawać nad sobą jej władzy. Ale Rosja wielokroć demonstrowała, że takimi detalami się nie przejmuje – i swoją wolę usiłuje egzekwować i tak.

Sprawa dotyczy aktywów zamrożonych przez Unię Europejską po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Rosja twierdzi, że jej aktywa nie podlegają władzy obcych państw (choć – jak ilustruje właśnie ta sprawa – twierdzi też zarazem, że podmioty zagraniczne i owszem, podlegają jej władzy). W związku z tym sankcje te są, zdaniem Moskwy, „nielegalne”. W związku z tym rosyjski bank centralny złożył w grudniu 2025 roku pozew. Naturalnie w rosyjskim sądzie.

Kierując się narracją o „nielegalności”, Bank Rosji domaga się 18,2 biliona rubli, co wówczas odpowiadało około 200 miliardom euro. Kwota obejmuje zamrożone środki i papiery wartościowe o wartości około 181,5 miliarda euro oraz utracone zyski szacowane na 18,6 miliarda euro. Euroclear, jako podmiot belgijski, przechowuje zdecydowaną większość z tych aktywów – szacunki wskazują na kwoty rzędu 190-200 miliardów euro na początku 2026 roku.

Wyrok, jeśli można wobec tego aktu użyć tego słowa, zapadł 15 maja. Ku niczyjemu zaskoczeniu, całkowicie podporządkowany rosyjskiemu państwu sąd orzekł na korzyść tegoż państwa (Bank Rosji, pomimo że formalnie „niezależny”, też jest bowiem częścią owego państwa, zaś jego „niezależność” jest równie wielka, co sądów). Sąd w Moskwie uznał działania Euroclear za bezprawne w kontekście blokady zarządzania i dysponowania aktywami – i nakazał zapłatę wszystkiego, czego bank się domagał.

Rosja „nakazała” – i co z tym zrobi?

Euroclear, jako centralny depozytariusz papierów wartościowych na terenie Belgii i w ramach europejskiego systemu rozliczeniowego, stanowił jeden z istotniejszych punktów wdrażania unijnych sankcji, których celem jest Rosja. W pierwszym kwartale b.r. zamrożone rosyjskie aktywa na kontach tej instytucji przekroczyły próg 200 miliardów euro, generując odsetki i dywidendy rzędu 1,13 miliarda euro – część z nich zasila konta zablokowane, a nadwyżka zysku operacyjnego pozostaje na bilansie Euroclear.

Co tyleż istotne, ile zupełnie oczywiste – Euroclear nie uznaje jurysdykcji moskiewskiego sądu. Pomimo tego rosyjscy adwokaci belgijskiej izby rozliczeniowej zapowiedzieli apelację. Jej wynik jest niemal z góry znany – natomiast jej racjonalnym wyjaśnieniem wydaje się fakt, że nawet w warunkach z góry znanego wyniku i ustawionego charakteru procesu, biurokratyczne procedury sądowe w Rosji ciągną się miesiącami, a niekiedy i latami. Stąd też zapowiedziana apelacja najprawdopodobniej o tyle przedłuży też proces.

Odrębną, a zarazem najciekawszą kwestią jest to, w jaki sposób Rosja wyobraża sobie wyegzekwowanie tego wyroku. Ulubiony i oczywisty środek nacisku Rosjan, siła (czy to militarna, czy ekonomiczna) w tym przypadku nie zadziała, z tej prostej przyczyny, że w stosunku do Belgii Rosja jest dzisiaj realnie bezsilna (tj. nie jest w stanie w istotny sposób zaszkodzić temu państwu ani w sensie militarnym, ani ekonomicznym).

Z kolei prawne i dyplomatyczne środki nacisku mogłyby wywrzeć skutek tylko wtedy, gdyby wyrok moskiewskiego sądu został powszechnie uznany za dobrą monetę. Bardzo wątpliwe, że za taką zostanie uznany.