Robert Kiyosaki od lat funkcjonuje na rynku jako prorok kryzysu. Dla jednych to niepoprawny alarmista, dla innych jeden z nielicznych, którzy konsekwentnie patrzą na system finansowy z perspektywy jego słabości, a nie bieżącej koniunktury. Nowy Rok 2026 stał się dla autora „Bogatego ojca, biednego ojca” okazją do sformułowania kolejnego zestawu prognoz. Kiyosaki nie zmienił tonu. 2026 rok określa jednocześnie jako „rok niebezpieczeństwa” i „największą finansową szansę naszego życia”. W tej narracji te dwa pojęcia są nierozerwalne. Tam, gdzie większość widzi chaos i ryzyko, on widzi transfer majątku.
Reguły pieniądza się rozpadną?
Centralnym punktem jego diagnozy jest przekonanie, że obecny system finansowy przestaje działać według dotychczasowych zasad. Nadmierne zadłużenie państw, dekady luzowania monetarnego i erozja siły nabywczej walut fiducjarnych prowadzą do sytuacji, w której „więcej pieniędzy niż kiedykolwiek zmieni właściciela”.
W jednym z okołonoworocznych wystąpień Kiyosaki stwierdził wprost, że świat znajduje się na niestabilnym gruncie, a szczególnie narażone są Chiny. Globalna gospodarka jego zdaniem nie potrzebuje dziś wielkiego, oczywistego wstrząsu.
Wystarczy jedno zdarzenie typu „czarny łabędź”, porównywalne w skutkach do zamachu w Sarajewie w 1914 roku, by uruchomić lawinę. W tym kontekście przypomniał także o wcześniejszych próbach zamachu na Donalda Trumpa, sugerując, że ryzyko polityczne jest realne, a nie abstrakcyjne.
Kiyosaki od lat rysuje bardzo wyraźną linię podziału. Po jednej stronie są „przegrani”, osoby trzymające gotówkę, liczące na powrót stabilności i odkładające decyzje inwestycyjne. Po drugiej stronie są „zwycięzcy” inwestujący w aktywa generujące przepływy pieniężne lub chroniące kapitał przed inflacją.
Na tej liście nie ma niespodzianek: Bitcoin, złoto, srebro, nieruchomości oraz biznesy o dodatnich cash flow. Wspólnym mianownikiem tych aktywów ma być jedno … Funkcjonują poza bezpośrednim zasięgiem manipulacji monetarnej banków centralnych.
Liczby, które wzmacniają narrację
Nawet krytycy Kiyosakiego przyznają, że ostatnie lata dostarczyły mu argumentów. W ciągu ostatnich 12 miesięcy cena złota wzrosła o 65%, osiągając poziom około 4 322 dolarów za uncję. Srebro było jeszcze mocniejsze, notując wzrost o prawie 150% do 71,64 dolara.
Bitcoin na tym tle wypada słabiej. Od historycznego szczytu w okolicach 125 tys. dolarów spadł o blisko 29,7% do około 87 899 dolarów. W ujęciu rocznym, między 1 stycznia 2025 a 1 stycznia 2026, stracił około 6,9%. Kiyosaki zwraca jednak uwagę na szerszy kontekst: mimo korekty BTC pozostaje około 20 tys. dolarów powyżej maksimum poprzedniego cyklu. Dla niego to dowód siły długoterminowego trendu, a nie jego załamania.
Szczególne miejsce w obecnych prognozach Kiyosakiego zajmuje srebro. Pod koniec grudnia, gdy cena metalu przekroczyła 80 dolarów za uncję i ustanowiła historyczne maksimum, odrzucił tezę o rynkowym przesileniu. Wprost stwierdził, że obecne poziomy to dopiero początek, a przedział 70 do 200 dolarów w 2026 roku uważa za realny.
Argumentacja opiera się na trzech filarach. Po pierwsze, presja monetarna i strukturalna inflacja wynikająca z nadmiernego zadłużenia globalnego systemu. Po drugie, trwały deficyt podaży. Dane Silver Institute pokazują, że produkcja srebra już piąty rok z rzędu nie nadąża za popytem, który rośnie wraz z rozwojem energetyki odnawialnej, elektroniki i elektromobilności. Po trzecie, zmiana pokoleniowa wśród inwestorów, dla których srebro staje się bardziej dostępnego „złotem klasy średniej”.
W tym ujęciu srebro przestaje być wyłącznie surowcem przemysłowym. Staje się wskaźnikiem napięć w globalnej gospodarce i utraty zaufania do walut. Kiyosaki, mimo ostrych prognoz, nie zachęca do spekulacyjnych „strzałów”. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, że gromadzenie srebra czy złota to strategia długoterminowa, często pokoleniowa.
Sam przypomina, że kupował srebro dekady temu, gdy uncja kosztowała mniej niż dolara. To spójne z jego filozofią znaną z książek: edukacja finansowa, samodzielność i niepoleganie wyłącznie na autorytetach z Wall Street. Kryzys w jego ujęciu nie jest pytaniem „czy”, lecz „kiedy”. A przygotowanie do niego nie polega na przewidywaniu daty, lecz na odpowiedniej strukturze aktywów.