Rezerwy ropy w USA są najniższe od 1982 roku. Kryzys u bram?

Amerykańskie rezerwy strategiczne ropy (tzw. SPR) spadły do 289,7 mln baryłek, najniżej od 1982 roku. To sprawia, że fizyczny kryzys na rynku czarnego złota może mieć wielkie konsekwencje – także dla USA, które pozostaje eksporterem netto. Odbudowa rezerw po wysokiej cenie prawdopodobnie wywindowałaby ceny. Tymczase transport jednego supertankowca przez cieśninę Ormuz kosztuje już około 20 mln USD, czyli mniej więcej 10 USD na każdej baryłce, według szefa TotalEnergies Patricka Pouyanne.

Producenci z Zatoki mają sprzedawać ropę za zaledwie 50-60 USD za baryłkę, podczas gdy Brent utrzymuje się powyżej 90 USD. Iran dodatkowo wpisał 45 tankowców na czarną listę i grozi zatrzymaniem statków oraz konfiskatą ładunków. Przypomnijmy, że w listopadzie w USA odbędą się wybory uzupełniające do Kongresu, a wysokie ceny benzyny na stacjach wydają się gwarantem problemów poparcia dla Republikanów

Najważniejsze fakty

  • Koszt przeprawy supertankowca przez Ormuz sięga około 20 mln USD, ale silne dyskonto na ropie z Zatoki nadal zostawia przestrzeń dla ogromnych marż.
  • Iran umieścił 45 tankowców na liście jednostek naruszających jego zasady i grozi karami, zatrzymaniem statków oraz przejęciem ładunku.
  • Zapasy ropy w amerykańskiej Strategic Petroleum Reserve spadły w ostatnim tygodniu o około 3,7 mln baryłek do 289,7 mln, najmniej od ponad czterech dekad.

Ropa kosztuje 50 USD, ale przewiezienie jej – fortunę

Na rynku pojawiła się nietypowa sytuacja. Producenci z Zatoki mają według Patricka Pouyanné oferować część ropy po 50-60 USD za baryłkę, ponieważ znalezienie bezpiecznego transportu stało się trudniejsze. Brent kosztuje tymczasem ponad 90 USD. Dyskonto nie oznacza więc taniej energii dla świata. Pokazuje cenę ryzyka zamkniętą przed samą cieśniną.

Sama przeprawa VLCC, czyli wielkiego tankowca mogącego zabrać około 2 mln baryłek ropy, kosztuje obecnie około 20 mln USD. To około 10 USD za baryłkę jeszcze przed uwzględnieniem części pozostałych kosztów, takich jak finansowanie czy dodatkowe ryzyko operacyjne. Mimo tego zakup baryłki za 50-60 USD nadal może wyglądać atrakcyjnie przy światowym benchmarku powyżej 90 USD. Grubasy mają co liczyć.

I właśnie dlatego ropa nie musi natychmiast eksplodować powyżej 100 USD. Czy zagrożenie zniknęło? Nie. Część tankowców nadal przechodzi przez Ormuz, a amerykańskie działania mają pomagać w utrzymaniu eksportu – sekretarz energii Chris Wright mówił o siedmiodniowej średniej przekraczającej 8 mln baryłek dziennie. Każda przepchnięta baryłka ogranicza panikę.

Iran podnosi ryzyko

Teheran nie musi fizycznie zamykać Ormuzu, żeby wywołać poważne zakłócenia. Nowa irańska Persian Gulf Strait Authority umieściła 45 jednostek na liście statków uznanych za niezgodne z zasadami. Wśród nich są tankowce ropy, LNG, LPG oraz produktów naftowych należące lub powiązane między innymi z firmami z Emiratów i Arabii Saudyjskiej.

Konsekwencje mogą być poważne. Iran grozi grzywnami, zatrzymaniem jednostek i konfiskatą ładunków, a nawet wpisywaniem na czarną listę kolejnych statków prowadzących przeładunek ship-to-ship z objętymi restrykcjami tankowcami. Ryzyko zaczyna więc rozlewać się po całej siatce logistycznej. Jeden statek może zarazić drugi.

To właśnie podbija stawki frachtowe i wymusza ogromne dyskonta u producentów. Przed wojną przez Zatokę przechodziło około 20% globalnych dostaw ropy i LNG, więc nawet częściowe zaburzenie przepływu wpływa na rynek daleko poza Bliskim Wschodem. Najwięcej mogą dziś zarabiać ci, którzy mają statek, ubezpieczenie i gotowość podjęcia ryzyka.

USA mają coraz mniej ropy na czarną godzinę

W tym samym momencie amerykańska Strategic Petroleum Reserve skurczyła się w ostatnim tygodniu o około 3,7 mln baryłek do 289,7 mln. To najniższy poziom od 1982 roku. Sam spadek nie oznacza, że USA zostały bez zabezpieczenia, ale margines bezpieczeństwa jest znacznie mniejszy niż podczas wcześniejszych kryzysów energetycznych.

To ma znaczenie, jeśli Ormuz rzeczywiście zostanie jeszcze mocniej ograniczony. Waszyngton może próbować łagodzić szok poprzez SPR, lecz każde większe uwolnienie zapasów oznacza dalsze uszczuplenie bufora, który później trzeba odbudować. Przy ropie powyżej 90 USD byłaby to droga operacja. I politycznie niewygodna.

Rynek znajduje się więc w dziwnym punkcie. Fizycznej ropy nadal nie brakuje całkowicie, część przepływów wraca, a ogromne dyskonta tworzą wręcz świetne okazje arbitrażowe. Ale koszt transportu eksplodował, Iran rozszerza presję na flotę, a amerykański magazyn awaryjny jest najchudszy od 44 lat. Jeżeli przepływ przez Ormuz znów mocno spadnie, kolejny ruch Brent może być gwałtowny.