Amerykańska gospodarka straciła w lipcu 23 tys. miejsc pracy poza rolnictwem, choć ekonomiści oczekiwali wzrostu o 80 tys. Jeszcze większym problemem są rewizje maja i czerwca w dół łącznie o 103 tys. etatów, które sprowadziły trzymiesięczne tempo tworzenia miejsc pracy do zaledwie 20 tys. miesięcznie. Stopa bezrobocia niespodziewanie spadła do 4,1%, ale głównie dlatego, że kolejnych 264 tys. osób opuściło zasób siły roboczej. Reakcja rynku była natychmiastowa: dolar i rentowności obligacji osłabiły się, a indeksy giełdowe wzrosły, ponieważ inwestorzy ograniczyli zakłady na wrześniową podwyżkę stóp Fed.
Po danych indeks dolara stracił około 0,46% względem koszyka walut, USD/JPY spadał około 0,5%, rentowność dwuletnich obligacji obniżyła się o ponad 5 pb, a dziesięcioletnich o około 3 pb. Jednocześnie S&P 500 zyskiwał około 0,25%, Nasdaq około 0,7%, a Dow pozostawał lekko nad kreską. Rynek zagrał więc klasyczne „bad news is good news”: słabszy rynek pracy oznacza mniejsze ryzyko dalszego zacieśniania Fed. Nic dziwnego, że Bitcoin – zwykle negatywnie skorelowany z dolarem wzrósł do ok. 65 tys. USD chwilę po danych.
Najważniejsze fakty
- NFP wyniósł -23 tys. wobec +80 tys. prognozy, a czerwcowy wzrost został zrewidowany z +57 tys. do +20 tys.; maj obniżono ze 129 tys. do 63 tys.
- Bezrobocie spadło z 4,2% do 4,1%, ale participation rate obniżył się z 61,5% do 61,4%, wobec oczekiwanych 61,6%.
- Wynagrodzenia wzrosły tylko o 0,1% m/m wobec 0,3% prognozy i 0,3% poprzednio, zmniejszając presję płacową w momencie, gdy zatrudnienie praktycznie przestało rosnąć.
Rewizje są znacznie gorszą wiadomością niż samo -23 tys.
Sam ujemny odczyt NFP można byłoby potraktować jako słaby pojedynczy miesiąc. Problem polega na tym, że BLS jednocześnie obniżył majowy wzrost zatrudnienia o 66 tys., ze 129 tys. do 63 tys., oraz czerwcowy o 37 tys., z 57 tys. do zaledwie 20 tys. Łączna rewizja wyniosła więc -103 tys. etatów, wobec wcześniejszej dużej korekty rzędu -74 tys.
Po nowych danych średni przyrost zatrudnienia w okresie maj–lipiec wynosi zaledwie 20 tys. miesięcznie, wobec około 111 tys. raportowanych miesiąc wcześniej. BLS wskazuje jednocześnie, że średni przyrost zatrudnienia w całych poprzednich 12 miesiącach wynosił tylko 34 tys. miesięcznie. To przestaje wyglądać jak zwykłe „schładzanie” i coraz bardziej przypomina gospodarkę balansującą blisko zerowego wzrostu zatrudnienia.
Słabość była skoncentrowana w kilku sektorach. Edukacja samorządowa straciła 50 tys. etatów i odpowiadała za zdecydowaną większość ujemnego wyniku sektora publicznego, gdzie zatrudnienie spadło łącznie o około 53 tys. Handel detaliczny zredukował 19 tys. stanowisk – 21 tys. ubyło w hipermarketach, klubach magazynowych i pozostałych dużych sklepach, a kolejne 5 tys. na stacjach paliw. Częściowo równoważył to wzrost o 10 tys. w sklepach sportowych, hobbystycznych, księgarniach i pozostałym wyspecjalizowanym handlu.
Nie wszystkie dane z USA są jednak słabe. Wczoraj pisaliśmy o innych w artykule Produktywność gospodarki USA rośnie, wnioski o zasiłek bardzo nisko. Boom przed nami?
Finanse zwalniają, zdrowie nadal zatrudnia
Sektor finansowy stracił kolejne 14 tys. miejsc pracy. Pośrednictwo kredytowe i działalność powiązana odpowiadały za spadek o 9 tys., a ubezpieczyciele za 7 tys. Od lokalnego maksimum z maja 2025 roku zatrudnienie w całym sektorze finansowym zmniejszyło się już o 121 tys. etatów.
Ochrona zdrowia pozostaje jednym z ostatnich trwałych źródeł nowych miejsc pracy. W lipcu zatrudnienie wzrosło tam o 22 tys., w tym o 18 tys. w ambulatoryjnej opiece zdrowotnej. Nawet ten sektor jednak zwalnia – średnia z poprzednich 12 miesięcy wynosiła +36 tys. miesięcznie.
Przemysł dodał około 5 tys. etatów wobec oczekiwanych 4 tys. i około 3 tys. poprzednio, ale w szerszym ujęciu BLS określił zmianę zatrudnienia w produkcji jako niewielką. Podobnie było w budownictwie, górnictwie, transporcie, informacji, usługach profesjonalnych, rekreacji i hotelarstwie oraz handlu hurtowym. Nie widać zatem szerokiej fali zwolnień, ale trudno również znaleźć wiele sektorów rzeczywiście zwiększających zatrudnienie.
Raport nie pokazuje jeszcze klasycznego rynku pracy z recesji, w którym zwolnienia rosną niemal wszędzie. Pokazuje coś bardziej subtelnego: firmy przestały tworzyć nowe miejsca pracy, podczas gdy zwolnienia pozostają stosunkowo ograniczone.
Bezrobocie spadło, bo coraz mniej Amerykanów pracuje
Stopa bezrobocia wyniosła 4,1%, poniżej zarówno czerwcowych 4,2%, jak i konsensusu na poziomie 4,2%. Liczba bezrobotnych pozostała w pobliżu 6,9 mln. Lepszy nagłówek maskuje jednak pogorszenie podaży pracy – 264 tys. osób opuściło siłę roboczą, a participation rate obniżył się do 61,4%, najniższego poziomu od około pięciu i pół roku. Od stycznia wskaźnik spadł już o 0,7 pkt proc., a employment-to-population ratio do 58,9%, czyli o 0,5 pkt proc. od początku roku.
Szersza stopa niewykorzystania pracy U-6 utrzymała się na 7,9%, nieco poniżej prognozowanych 8%. Około 4,8 mln osób pracowało w niepełnym wymiarze z przyczyn ekonomicznych. Kolejne 5,9 mln pozostawało poza siłą roboczą, choć deklarowało chęć podjęcia pracy, a 1,8 mln było marginalnie związanych z rynkiem. Liczba zniechęconych pracowników wyniosła 476 tys.
Nie wszystkie miary się pogorszyły. Liczba osób bezrobotnych krócej niż pięć tygodni spadła do 2 mln i była o 344 tys. niższa niż rok wcześniej. Długotrwale bezrobotnych było około 1,8 mln, czyli 25,5% wszystkich bezrobotnych. Jednocześnie liczba osób na czasowych zwolnieniach wzrosła aż o 153 tys. do 921 tys., podczas gdy liczba osób trwale tracących pracę pozostała blisko 1,7 mln.
W podziale demograficznym bezrobocie spadło wśród nastolatków do 12,1% oraz osób pochodzenia latynoskiego do 4,6%. Dla dorosłych mężczyzn wyniosło 3,9%, kobiet 3,7%, białych Amerykanów 3,6%, czarnych 6,3%, a Azjatów 4,0% – w tych grupach BLS nie odnotował większych zmian względem czerwca.
Płace przestały wywierać dużą presję na Fed
Średnia płaca godzinowa wzrosła w lipcu zaledwie o 2 centy do 37,62 dolara, czyli około 0,1% m/m wobec 0,3% oczekiwań i 0,3% w czerwcu. Roczna dynamika wynagrodzeń wyniosła 3,2%. W przypadku pracowników produkcyjnych i niesupervisory earnings wzrosły o 4 centy do 32,40 dolara.
Średni tydzień pracy pozostał na poziomie 34,3 godziny. W przemyśle wyniósł 40,4 godziny, przy czym liczba godzin nadliczbowych spadła o 0,1 godziny do 3,1. Dla pracowników produkcyjnych i niesupervisory tydzień pracy pozostał na poziomie 33,8 godziny.
W połączeniu z czwartkowymi danymi o wzroście produktywności o 1,4% i jednostkowych kosztach pracy rosnących jedynie o 1,3%, słabsze płace zmniejszają ryzyko powstania nowej spirali płacowo-cenowej. Nie rozwiązują jednak problemu inflacji związanej z energią i sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Wall Street rośnie, dolar spada. Fed dostał powód do pauzy
Bezpośrednio po NFP rynek ograniczył zakłady na wrześniową podwyżkę stóp. Według LSEG prawdopodobieństwo ruchu w górę spadło z 57% przed publikacją do 43,9%, a prawdopodobieństwo pozostawienia stóp bez zmian wzrosło z 43,2% do około 60%. W dalszej części handlu wycena podwyżki jeszcze malała. Nie oznacza to jednak automatycznego zwrotu Fed w stronę obniżek.
Stopy nadal wynoszą 3,50–3,75%, a na ostatnim posiedzeniu aż trzech członków FOMC opowiedziało się za podwyżką o 25 pb. Po lipcowym NFP trudniej będzie argumentować za takim ruchem, ale ostateczny werdykt może dać dopiero najbliższy raport inflacyjny. Jeśli ceny ponownie przyspieszą, Fed stanie przed znacznie trudniejszym wyborem: walczyć z inflacją czy chronić rynek pracy, który – po nowych rewizjach – okazuje się znacznie mniej odporny, niż jeszcze kilka tygodni temu sądzono.